- Mogę już tu to wszystko położyć? - pyta zarośnięty żulik stojący za mną w kolejce w sklepie i stawia na ladzie 8 desperadosów nocturno.

Myślę: koneser. Siadam na schodkach na zewnątrz, on wychodzi i niesie ten pęk butelek, zaraz mu wypadną.

Nagle zza rogu, z bramy, donośny szept: - Ej, eeej, tutaj!
Grupka ładnie ubranych gimnazjalistek. Jedna przywołuje go ręką, odbierają łupy, wymieniają uprzejmości.
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@DelPiedro: ale nie do walki z czołgami tylko np ze stanowiskami artylerii czy tam gdzie kitrali się żołnierze. Takich miejsc było dużo więcej niż czołgów wroga, więc więcej takiej amunicji używano.
  • Odpowiedz
Zabrze, kilkanaście lat temu. Pamiętam jak dziś.
Pod blokiem od dwudziestu minut wydziera się dziecko.
– Maamoooooooooo! Maaaaamoooooooooooooooo! Maaaaamoooooooooooooooo! Maaaaamoooooooooooooooo!
Z trzeciego piętra wychyla się mama.
– Co się drzesz?
– Rzuć mi coś do picia!
  • 30
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach