Wyskoczył mi wczoraj pewien artykuł na Facebooku.
Wyobraźcie sobie sytuację Mikołajki, zwykły, spokojny cmentarz i mały kranik, z którego starsze panie biorą wodę, żeby podlać chryzantemy na grobie dziadka. I nagle na ten cmentarz zjeżdża... polska elita karawaningu. Prawdziwi nomadzi, odkrywcy i wielcy podróżnicy w swoich błyszczących kamperach za marne 200-300 koła.
Po co przyjechali? Zadumać się nad ulotnością życia? Skądże! Znaleźli wpis na grupce i zrobili sobie z cmentarnego kranika darmowy
Wyobraźcie sobie sytuację Mikołajki, zwykły, spokojny cmentarz i mały kranik, z którego starsze panie biorą wodę, żeby podlać chryzantemy na grobie dziadka. I nagle na ten cmentarz zjeżdża... polska elita karawaningu. Prawdziwi nomadzi, odkrywcy i wielcy podróżnicy w swoich błyszczących kamperach za marne 200-300 koła.
Po co przyjechali? Zadumać się nad ulotnością życia? Skądże! Znaleźli wpis na grupce i zrobili sobie z cmentarnego kranika darmowy
























