No więc siedzę po pracy w tym bistro na Piotrkowskiej i oddając się drobnym, kulinarnym luksusom w postaci tarty z kozim serem i rulonów z bakłażana, doświadczam zarazem jak stolik obok realizuje się klasyczny topos postnowoczesnego romantyzmu. Dwie koleżanki, z czego jedna trauma. Zaaranżowane przez smutniejszą z nich niezobowiązujące spotkanie nad quiche i lemoniadą, które raptem w połowie pęka i staje się radykalną sesją psychoterapeutyczną, spowiedzią. Popołudnie jest ciepłe i jasne. Powietrze
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach