418952,13 - 12,24 = 418939,89
O ile wczoraj nieźle dołożę do pieca i tętno nie schodziło poniżej 160 bpm, to dzisiaj przeciwny biegun – totalny relaks, w okolicach 130 w porywach do 140.
Budzik zadzwonił co prawda równo o piątej, ale jakoś niespecjalnie chciałem się zbierać i dopiero o 5:40 wyruszam w trasę. Trochę liczyłem na ładny wschód słońca – niebo było praktycznie bez chmur… Praktycznie… Jeśli pominąć wredny pasmo przeklętych chmurzyć
O ile wczoraj nieźle dołożę do pieca i tętno nie schodziło poniżej 160 bpm, to dzisiaj przeciwny biegun – totalny relaks, w okolicach 130 w porywach do 140.
Budzik zadzwonił co prawda równo o piątej, ale jakoś niespecjalnie chciałem się zbierać i dopiero o 5:40 wyruszam w trasę. Trochę liczyłem na ładny wschód słońca – niebo było praktycznie bez chmur… Praktycznie… Jeśli pominąć wredny pasmo przeklętych chmurzyć







Nowy tydzień, znowu trzeba się sprężać żeby dzieciaki na ósmą zawieźć do szkoły. Udało mi się zebrać na tyle szybko, że wystartowałem równo o piątej. Było niby niecałe 12°C, ale odczuwalnie było wyjątkowo rześko – nie wiem, czy mi się przywidziało w świetle czołówki ale odniosłem wrażenie, że w najniższym punkcie trawa była lekko przymrożona...
Było na tyle zimno, że nieco przyspieszyłem a potem ostro
Godzinę/dwie bez picia przeżyć nie problem.
Ale fakt, fajnie się biega zimą. Lubię też to, że jest ciemno więc auta już z daleka widzę (a kierowcy mnie)