Indiańska wioska, Ameryka Północna. Lata dosyć ciepłe, zimy różne. Wczesną jesienią do Szamana zwraca się Wódz: - Spytaj duchy o nadchodzącą zimę; jaka będzie? Po rytualnych tańcach i innych fikimiki Szaman wali ściemę: - Zima będzie sroga, oj sroga... Na to Wódz nakazał całej wiosce zbierać chrust i drewno na opał, szykować skóry, mięso by przeżyć nadchodzącą zimę. Ale ona nadeszła łagodna, bardziej wilgotna niż mroźna, drewna, chrustu i skór było aż nadto - nadmiar zawilgotniał, zbutwiał.
Siedzi gościu nad rzeką, łowi ryby i z oddali słyszy głos: -s--------j. Łowi, łowi, a tu już z bliższej odległości: -s--------j! Mija parę chwil i jeszcze głośniejsze: -s--------j!!!!
Waciak, zwykły robotnik rangi "Przynieś, wynieś, pozamiataj" pracował w hucie Katowice. Do tejże huty przyjechał prezydent miasta. Wchodzi do budynku i od progu się pyta: - Pracuje tutaj Waciak? - Tak panie prezydencie pracuje - odpowiedziała sekretarka - To zaprowadźcie mnie do niego.
Mama do Jasia: M -Jasiu, jutro masz wycieczkę szkolną. Spakowałam Ci chlebek, masełko, i worek gwoździ. J - ale po co? M - no jak to po co? Jak będziesz głodny to sobie posmarujesz chlebek masełkiem i zjesz. J - a gwoździe?? M - no przecież spakowałam, mówiłam.