Pierwszy maraton zrobiony. Nie wiem kto tą trasę Silesia Maratonu układał, przecież ta górka między 35-40 kilometrem była mordercza - przed nią myślałem że spoko mi idzie, po niej już nawet w parku ledwo mi się chciało w dół biec :D
@aukolb: ale mi się dobrze z górki biega. To pod górkę poćwiczyć bym musiał, bo po tym jak parę razy na jakieś się męczyłem, to zacząłem trenować na samych relatywnie płaskich trasach :D
zrobiłem najdłuższą trasę na #bieganie (ponad 32, może nawet 33 km) i stary telefon którego używam jako gpsa tak się spocił że przestał reagować na dotyk, a potem zrestartował, i cały zapis trasy stracony (╯︵╰,) eh miałem jednak zegarek kupić
Pytanie dotyczące #wizzair jestem teraz w Niemczech córka się rozchorowała i stwierdziliśmy z żoną że wracamy autem wcześniej. Auto pożyczam od brata i w sobotę chce tu przyjechać oddać mu auto a wrócić samolotem na który mieliśmy rezerwację. I tu pytanie muszę jakoś kontaktować się z Wizzair że lecę tylko ja bez żony i dziecka czy w dupie to mieć? Infolinia 2 euro za minutę inaczej nie da się z
@mako37: jakbyś sam chciał anulować to byś tyle zapłacił (co możesz rozważyć jeśli za bilet dałeś więcej niż 60 euro). Raz przy nadawaniu bagażu się mnie pytali czy ktoś tam też będzie lecieć bo się nie odprawił, powiedziałem że nie i tyle, nikogo to nie obchodzi.
Wtf to jest największy konik polny jakiego widziałem, rozmiar z 3/4 dłoni, co to robi w mojej kuchni #owady i #pytanie czy to jest niebezpieczne czy można próbować ręką wyrzucic? XD
Cześć Mireczki, ktoś leciał w ostatnich dniach do #hiszpania i wie jak wyglada sprawa na lotniskach? Oprócz sprawdzania temperatury widziałem, ze jakiś formularz trzeba wypełnić. Czekają mnie jeszcze jakieś ukryte niespodzianki? Są jakieś dodatkowe kontrole papierów, kto skąd kto przyjeżdża itd? #podrozujzwykopem #podroze
Stworzyłem satyryczną grę o koronawirusie, polskiej polityce i propagandzie #tvpis. Poczuj się jak Prezes i pokieruj Polską w dobie pandemii! Gra dostępna na https://koronakrulow.pl/ Od gracza zależy decyzja czy będzie walczył z epidemią, skupi się na aborcji czy nasyłaniem policji na ludzi...
Sequel do mojego AMA sprzed trzech lat, kiedy to opowiadałem o wyprawie rowerowej po USA. Tym razem cztery miesiące w Ameryce Południowej, razem z linkami do relacji.
Poniżej mapka, różowe kropki to miejsca w których spałem.
Łączny czas podróży to cztery miesiące, od lutego do czerwca 2019. Łączny dystans przejechany rowerem to około 8000 km. Dystanse dziennie od 40 do 140km, w zależności od aktualnego terenu.
@b4rney: Moim zdaniem najmniej interesujący z państw które odwiedziłem, bo najbardziej jakby europejski. Dość "normalnie" tam było. Normalne drogi, normalni ludzie... jedynie dystanse między wszystkim ogromne.
Ale nie byłem na samym południu, w Patagonii, tam pewnie by mi się bardziej podobało.
@Shimoneta: 25, rowerem jeżdżę od gimnazjum, ale przez ostatnie kilka lat stosunkowo mało, maratonu nigdy nie zrobiłem (ale przebiegłem kilka pół).
Z dłuższych tras to w 2015 z Polski do Armenii, w 16 naokoło USA i w zeszłym roku południowa. Wcześniej miałem krótsze wycieczki rowerowe np ze śląska nad morze (to był mój pierwszy tego typu wyjazd), albo do Wiednia.
@hagendagen: Najbardziej się gapili w najbezpieczniejszych, turystycznych miejscach typu Cusco, gdzie każdy ktoś chce ci sprzedać.
Na wioskach faktycznie ludzie regularnie zagadywali, ale nigdy w jakiś agresywny sposób, albo szukając zaczepki, po prostu z ciekawości, że jak się tu gringo pojawił i po co mu ten rower.
Więc w moim odczuciu - dość bezpiecznie, nie ma się za bardzo czym przejmować.
@piotredarew: Fabryczne, jakoś na wiosnę wymienię bo zaczyna się coś już trzeć.
Ilośc kilometrów w ciągu dnia zależy głównie od terenu i wiatru, robiłem od 40 (jak nie było asfaltu i jechałem tylko pod górę) do 140 (jak było prawie idealnie płasko i wiatr wiał w plecy na wybrzeżu).
Przeważnie przed wyprawami zakładałem średnią w okolicy 100, tym razem na Peru planowałem bardziej okolice 80 dziennie ze względu na przewyższenia,
@smalczyk1: no nie miał,nie neguję że jest tam bardziej niebezpiecznie niż w europie, ale jednak żadnych niebezpiecznych sytuacji ze strony ludzi nie miałem. Nikt mi nie groził, nie chciał obrabować ani nic. A np rower ukraść było łatwo, bo często zostawał nieprzypięty przed sklepem, albo pod namiotem jak szedłem spać.
Ludzie jeżdżą jak debile i ciągle trąbią, to jedynie sprawiało jakieś zagrożenie. Dwa razy mnie ktoś stuknął na drodze w
@piotredarew: Trochę, ale myślałem że będzie gorzej. Wjeżdżając rowerem jest o tyle dobrze, że nie pojawiasz się tam od razu, tylko wysokość zmienia się bardzo pomału - więc łapiesz po drodze aklimatyzację i jest raczej w porządku.
Ale powiedzenie długiego zdania jest faktycznie dość ciężkie, na szczęście nie miałem się do kogo odzywać :D
i jak trzeba podejść stromo pod górę to jest to nagle bardzo skomplikowane, jakoś strasznie powoli wchodziłem zawsze.
@Autokontrola: w Boliwii to czasem bywałem jedyną osobom stojącą na czerwonym, większość ludzi uznaje tam czerwone bardziej za "zwolnij i ewentualnie ustąp" niż "zatrzymaj się".
@Amadeo: ciężko negować że statystycznie jest bardziej niebezpiecznie niż w Europie, ale jednak większość osób które tam jeździ to też bezpiecznie wraca.
A spotkałem masę osób która tamtejsze kraje przejechała tak jak ja, rowerami, więc technicznie rzecz biorąc łatwe cele, szczególnie jak takiego zauważysz na jakimś zadupiu gdzie nie ma szansy na świadków.
@piotredarew: samolotem, do kartonu i nadajesz jako bagaż.
Różnie z tym bywa, zależy od linii lotniczej i obsługi na lotnisku.
Tym razem zdecydowanie się opłaciło, bo nie zapłaciłem ani grosza za nadbagaż. Nie do końca wiem czemu, babce od check inu na lotnisku chyba niezbyt się cokolwiek robić chciało bo nawet nic nie próbowała ważyć, tylko nakleiła co trzeba i spytałem gdzie się oversize daje.
W sumie jak zaczynałem planować trasę to chciałem startować w Argentynie i zahaczyć o zachód Brazylii, ale potem bilety do Chile wyszły jakoś bardziej opłacalnie i cała trasa poszła głównie zachodnimi krajami.
@BarszczZUkraincow: dużo zależy od tego gdzie jesteś, ale ogółem to jak najdalej oddal się od drogi, jak się boisz i masz las to skitraj się między drzewami. Przeważnie nikt nie chodzi nocą po polach, lasach czy plażach, więc jak rozbijesz się w okolicy zachodu słońca i wstaniesz w miarę wcześnie to jest spora szansa że nikt cię nawet nie zauważy.
Staram się znajdywać miejsca relatywnie blisko rzek lub jezior żeby móc
2. To bardziej z własnej głupoty i braku uwagi niż niebezpieczeństwa ze strony tamtejszych mieszkańców czy coś, ale najbardziej się bałem w Peru jak gotując makaron przypadkiem kopnąłem w kuchenkę i wylałem sobie wrzątek na stopę, przez co potem nie potrafiłem chodzić. Ale poza tym że musiałem zrobić tydzień przerwy (co zmusiło mnie do pominięcia sporego kawałka Peru, przez co mi do teraz przykro
@przepelnieniebuforu: było też trochę mocno kamienistych dróg gdzie jechało się po mocnym byle czym, ale z sakwami jest to dość irytujące i trzeba się inaczej na to przygotować.
Raz spędziłem trzy dni jadąc szutrem pod górę, innym razem kilka dni jechałem w górę i w dół, i było tak kamieniście że nawet w dół nie rozpędzałem się powyżej 10 km/h, i oba fragmenty bardzo dobrze wspominam jako wyzwanie, ale na
@BarszczZUkraincow: Tak, linka do czego akurat się dało. Idąc spać często rower leżał nieprzypięty obok, ale ja akurat byłem na takich zadupiach, że szansa że ktoś tam przyjdzie, a co dopiero że będzie akurat chciał ukraść rower, była mała. Im bliżej osad ludzkich tym większa szansa, że rower zostawał przypięty.
Jak akurat byłem na otwartym polu bez żadnych drzew, słupów itd to po prostu przypinałem go do pałąka z namiotu. Wtedy
@przepelnieniebuforu: przeważnie miałem zablokowany amortyzator jak jeździłem po asfalcie, i na tej drodze strasznie niewygodnie się tak jechało, musiałem włączyć. I to zdjęcie jest na bardziej płaskim fragmencie, ogółem było mocno stromo później, i potwornie kamieniście, plus trochę padało. Wspominam jako najcięższą drogę z tej wyprawy.
@rtpnX: Czasem tak, ale się przyzwyczajasz po jakimś czasie i zrobieniu stu kilometrów po płaskim nawet nie czujesz. Pod górę to bardziej się po prostu już kręcić nie chce niż że coś boli.
@BarszczZUkraincow: Dwa ładowarki xiaomi po 20k mah. Jeśli dobrze pamiętam to dwa i pół tygodnia mi przetrwały jak używałem tylko ich do ładowania telefonu i nie miałem żadnego dostępu do prądu. Ale co jakiś czas zatrzymywałem się w jakiś hostelach czy coś jak się większe miasto trafiło, co by podładować rzeczy i pranie zrobić.
Trasę jakąś orientacyjną wyznaczyłem przed wyjazdem, ale cały czas ją modyfikowałem w trakcie. Czasem trzeba było
@Wina_Segmentacji: na początku w chile jadłem trochę słabo i byle co przez co się źle czułem. Jak już ogarnąłem życie w trasie to jadłem w miare spoko, tam warzywa są potwornie tanie, do tego makaron albo ryż i jakieś mięso w puszce i można spoko obiady w namiocie robić.
Poza tym jadłem dużo fasoli, orzechów, suszonych owoców itd
@4pietrowydrapaczchmur: gratuluję, gumy tylko dwie przez cztery miesiące, z czego ta druga ostatniego dnia, jadąc jakieś 50km przez Polskę na najbliższe PKP xD
2. W Boliwii jak zobaczyłem znak "uwaga na rowery" to faktycznie się zdziwiłem. Ale w Ekwadorze i Kolumbii kolarstwo jest dość popularne i wszędzie można zobaczyć ludzi na rowerach a nawet świetnie zaopatrzone sklepy rowerowe, w których mnie parę razy wyśmiali że jak ja jadę na takich małych kołach :D
@kurt_hectic: Ludzie widząc człowieka na rowerze pośrodku niczego sami podchodzą, więc jak znasz lokalny język to nie ma problemu z kimś pogadać. Tak było w praktycznie w każdym kraju w jakim byłem, a rowerem przejechałem ponad 15.
Czasem włączam muzykę, zależy od humoru, indywidualna kwestia. Ale jazda w słuchawkach jest dla mnie niewygodna a jak wiał wiatr to z głośnika telefonu nic nie słyszałem :D
@vanvolf: Boliwia jest super - mam nadzieję tam wrócić i więcej jej zwiedzić, żałuję, że miałem tam tylko dwa tygodnie :D z wysokością jest łatwiej na rowerze, bo jednak z Chile tam wjeżdżałem dość powoli i po drodze się aklimatyzowałem.
@Grooveer: tylko polski i angielski (z używania angielskiego internetu, gier i seriali). Trochę hiszpańskiego podłapałem przez te kilka miesięcy, ale dalej jest on dość fatalny i poza podstawowymi rozmowami za dużo nie potrafię :( myślałem o jakimś kursie języka zanim tam kiedyś wrócę
@Grewest: 1. Chodzi ci o energie że nagle już jechać nie miałem? Takie coś tylko raz miałem na jakieś przełęczy w Colorado cztery lata temu. Nagle musiałem się zatrzymać i coś zjeść sensownego zanim mogłem dalej jechać.
2. Zależy jak to definiujesz - pod względem krajobrazu to fragmenty Boliwii i Ekwadoru, na pewnych wysokościach wyglądało to prawie bieszczadzko (walnę zdjęcie niżej). Pod względem "cywilizacyjnym", Chile to taka praktycznie Europa z dużo większymi
@Rinter: dużo widywałem pająków, w Peru, Ekwadorze i Kolumbii szczególnie. Pojęcia nie mam czy były niebezpieczne czy nie, ja tam się wszystkich pająków boję. Na szczęście nigdy żaden nie był na mnie, przeważnie jakimś patykiem zrzucałem z roweru, namiotu czy na czym tam akurat były.
Raz też mi patyczak łaził po sakwie, to było dość fajne, nigdy nie wiedziałem wcześniej dzikiego patyczaka.
@ZeT_: 1. jestem programistą, robiłem projekt który i tak się kończył więc nie miałem problemu z rzuceniem pracy.
2. Niby byłem przejechany przez ciężarówkę, ale przeżyłem, w Peru mnie cysterna potrąciła. Coś jak kultura drogowa na południe od Ekwadoru rzeczywiście nie istnieje (w Ekwadorze i Kolumbii, zadziwiająco, ludzie jeżdżą w porządku i nawet rowerzystów szanują). W Boliwii i górskiej części Peru ludzie zdają się używać klaksonu do wszystkiego; hamujesz -
@damian125: W Boliwii się zastanawiałem czy nie będą ludzie na targowisku r----ć mnie na ceny jak zobaczą że ledwo dukający po ichniejszemu Gringo przyszedł, ale wszystko tam mi sprzedawali za takie grosze, że jeśli narzucali jakąś marżę dla obcokrajowców to sobie wzajemnie chyba za darmo wszystko rozdają.
A, na ostatniej wiosce Chile była babka co chciała, w przeliczeniu, 10 złotych za 1.5 litrową butelkę wody. Może ona próbowała mnie wydymać,
@Kiersno: 1. Ściągam mapy na maps.me, ustawiam jakieś punkty orientacyjnie jako pinezki na mapie i jeżdżę między nimi. Wcześniej planuje na podstawie tego co uda mi się wygooglować albo ktoś mi poleci. Mam kolegę, który był w Peru na rowerze parę lat przede mną, to od niego trochę trasy zgapiłem.
2. W większości państw kupowałem kartę SIM, więc miałem regularny internet. Tylko w Kolumbii nie kupiłem SIMki (nie pamiętam w
@dulux23: Miałem problemu bo mój hiszpański jest fatalny. To była największa przewaga wyjazdu po USA względem Ameryki Południowej - w USA zawsze mogłem z każdym pogadać i szło zawrzeć jakieś znajomości, czasem się gdzieś wkręcić czy coś. W Południowej niezbyt potrafiłem z ludźmi rozmawiać, przez co czułem się bardziej samotny.
@MateuszHadeusz: na wyższych wysokościach, na których spędziłem sporo czasu, było relatywnie chłodno i aż tak się nie pociło i tego nie odczuwało.
Ale w okolicach poziomu morza było to faktycznie tragiczne i korzystałem z każdej możliwej rzeki. Ale w takim Chile czy Kolumbii nawet jak się umyłem to po pół godziny jazdy dalej znowu byłem przepocony. Trzeba szukać możliwości rozbicia namiotu przy zbiorniku wodnym, ale z tym też różnie bywa.
@tomek_jg: wydaje mi się że przyczepka byłaby problematyczna na ostrych zakrętach, które się często zdarzają przy większych przełęczach, i też pewnie ciężko by się z taką schodziło gdzieś w bok z drogi za noclegiem, bo czasem trzeba wnieść rower gdzieś pod górkę, pociągnąć po piasku albo coś.
Ale spotykałem ludzi którzy z taką jeździli (przeważnie jako dodatek do czterech sakw), więc pewnie jakoś się da.
używam go, bo taki akurat mam i jeżdżę na nim od 2013 roku, każdą podróż dotychczas przetrwał, jestem przyzwyczajony. Ale polecałbym zdecydowanie coś innego - przynajmniej z większymi kołami. W internecie przed wyjazdem czytałem, że w takich krajach jak Boliwia może być ciężko z częściami do rowerów na większych kołach. Jest to jednak absolutna nieprawda :D
@Pawcio_Racoon: 1. Nie wiem :/ 2. Zero 3. Zero 4. Zero 5. Eh mogło być lepiej, przydałaby się dużo lepsza znajomość języka, czasu też miałem trochę za mało na tą trasę, chciałbym wrócić i jeszcze trochę po Peru i Boliwii pokręcić, w miejscach które teraz musiałem pominąć. Ale też odwiedziłem wiele miejsc w których naprawdę dobrze się czułem więc nie żałuję, że akurat tam pojechałem na te kilka miesięcy.
@Kiersno: Ach, tak, psy, przybiegnie taki z drugiego końca wioski na ciebie naszczekać a jak tylko się zatrzymasz to nagle 90% z nich się zatrzymuję i nie wie co zrobić. Aż ruszysz, i znowu od nowa.
Raz mi się tylko zdarzyło że faktycznie mnie jakiś psiak ugryzł w sakwę, ale na niego nakrzyczałem i uciekł.
(no i raz, w Turcji, dwa tak duże psy pasterskie koło mnie biegły że byłem lekko obsrany
@Kiersno: Ała, współczuję, brzmi bardzo niemiło. O wielopaliwowych muszę poczytać - brzmi ciekawie, choć dotychczas nigdy o czymś takim nie myślalem, bo po prostu nie miałem żadnych problemów z dostępnością zwykłego gazu :D
@tomjar: nie wiem, może kwestia siodełka, może po prostu przyzwyczajenia, bo nic nie robiłem żeby się specjalnie chronić.
Ale zawsze jak pierwszy raz po przerwie wsiadam na rower to mi niewygodnie i się zastanawiam jak ja tym czymś przejechałem tysiące kilometrów, ale po paru przejażdżkach nic nie czuję.
@m1600: Wydaje mi się że widziałem z drogi ale nie podjeżdżałem pod samą górę. Na północ od Riobamby jechałem główną drogą i dopiero na Quilotoę odbiłem.
@SaycoRa: do 26 i 28 na pewno najłatwiej szprychy, dętki i opony zdobyć. 29 przy długich trasach byłoby jednak miłe.
Co do rowerów na drogach, poniżej znak który przywitał mnie w Ekwadorze. Był to albo dzień w który wjechałem do kraju, albo maksymalnie dzień później, droga na jakimś zadupiu prowadząca z jednej wiochy do drugiej a tu cyk, wyznaczony pas rowerowy i znak o tym informujący. Byłem w lekkim szoku,
@Sattva: 1. Zdziwiło mnie, że w Chile jest tak potwornie drogo. Zdecydowanie drożej niż na zachodzie Europy.
Zdziwiło mnie też, że w Ekwadorze mają takie dobre drogi i nawet jeżdżą jak ludzie; po Peru i Boliwii gdzie kultura na drodze nie istniała, trafić do Ekwadoru to jak być w innym świecie. Zdziwiło mnie to, bo nie za dużo o tym kraju wiedziałem przed wyjazdem i wyobrażałem sobie go jako coś z
@MateuszHadeusz w większych miasteczkach szło znaleźć pralnie, płatne od kilograma ciuchów, z tego korzystałem jak był albo jakiś luźniejszy dzień, albo akurat zostawałem w mieście na noc.
Skarpetki prałem na bieżąco w rzekach. Inne rzeczy pewnie też czasem jak akurat nie było innej opcji.
@Mordall 1. miałem chyba 500 usd w gotówce które wymieniałem w kantorach a reszta z revoluta. Zwykle miałem gotówkę przy sobie bo nie wszędzie się da kartą płacić.
2. Bezproblemowo, kraje w których byłem wiz nie wymagają. W Kolumbii niby trzeba mieć szczepienie na żółtą febre ale nikt tego na granicy nie sprawdzał. Większość granic szła dość szybko, jedynie na wejściu do Kolumbii była kolejka.
Choć do benzyny to spotkany przeze mnie Niemiec, który jeździł tam kamperem opowiadał mi, że w Boliwii mają często osobne ceny dla białych. W którymś mieście zakumplował się jakimś lokalsem i z nim jeździł tankować, żeby płacić lokalne ceny tym ze stacji, plus trochę dorzucał temu lokalsowi za pomoc, i oboje wychodzili na swoje :D
Ale Boliwia to inny świat nawet w porównaniu z państwami naokoło niej.
@Instynkt: Tak, przy zakrętach jakiś sens to miało - dzięki trąbieniu wiedziałeś że ktoś jedzie z naprzeciwka i jedna osoba mogła zjechać ile się dało na bok. Był nawet raz znak nakazujący trąbienia. Tam oznaką debilizmu była prędkość niedostosowana do tego typu zakrętów bo ci ludzie niezbyt chcieli zwalniać :D
Ale na zwykłej prostej drodze, a nawet w miastach, też każdy trąbił na każdego i tego już nie mam jak
@maryshka: Nigdy wcześniej nie słyszałem o tym zwierzęciu, myślałem że odmiana alpaki której trochę mniej futra urosło, nawet miałem teorie że to przez to że jest niżej i cieplej. Dzięki :D
O Antofagaście nawet przez chwilę pomyślałem że jakbym chciał kiedyś emigrować na zimę to byłaby to nie najgorsza miejscówka do rozważenia, tylko te ceny odstraszają. Słyszałem przed wyjazdem że Chile jest drogie, ale zawsze zakładałem że to po prostu
@Paulo12: Jedzenia kupowałem w supermarketach najwięcej jak się dało a potem rzeczy typu warzywa i woda uzupełniałem na bieżąco w trasie. Spanie głównie w namiocie, czasem w jakimś hostelu jak trzeba było odpocząć albo pranie zrobić.
@sl0w0rm: Myślałem o Patagonii pod koniec roku, i też początkowo planowałem że z dwa miesiące by to zajęło samej trasy (jadąc w jedną stronę), ale że raczej chciałbym tam pochodzić też po górach to nagle mi wyszło że dodatkowe kilka tygodni bym potrzebował, co już mi średnio pasuje bo nie chcę znowu na tak długo wyjeżdżać. Może bez roweru skoczę tylko w góry, do rozważenia, bo rejon mi się podoba
@onionhero: Budżet pewnie podobny jak gdybyś podróżował po Europie. Zależy gdzie pojedziesz też, bo Chile jest dużo droższe od Europy, ale np. Boliwia jest super tania. I czy robisz wszystko jak ja z rowerem (tu dodaj do budżetu żeby czasem coś wymienić) czy jeździsz na organizowane przez latynosów wycieczki - tych zdaje się być dość sporo, jakiś objazdówek jeepami itd, ale internet często podaje zupełnie inne ceny niż istnieją w
@chrisx: 1. W Chile złamałem szprychę na dziurze. Niby nic, szprychy się czasem łamią od jeżdżenia z obciążeniem, zdarza się, ale akurat ta wplątała się jakoś chamsko w łańcuch i wygięła wózek przerzutki tak, że nie dało się już łańcuchem kręcić. Wtedy trochę panikowałem, bo akurat stało się to w miejscu bez zasięgu, ale podjechałem stopem do pobliskiego miasteczka i ogarnąłem że mogę się cofnąć autobusem 200 kilometrów do rowerowego,
W sumie chyba tyle, nie ma moim zdaniem większego sensu wozić ze sobą tysiąca części zapasowych, bo to tylko waży i miejsce zajmuje, a nie przewidzisz, co się akurat może popsuć. Np. w Chile wymieniałem wózek przerzutki, nigdy wcześniej bym nawet nie pomyślał, że to coś można zepsuć. W Peru wymieniłem koło, nie byłoby jak wozić zapasowego. Wcześniej w USA wymieniłem bagażnik, też nie byłoby jak
@Panpaletka właśnie te ogromne dystanse to to, co najbardziej mi się podoba - powolne przemieszczanie się w ciszy przez setki kilometrów :D też myślałem o Argentynie pod koniec roku, a jak się nie uda to za rok coś pomyślę :D
@sl0w0rm a, może tak być, to by się w sumie pokrywało z tym co mi opowiedziano :D czyli faktycznie dobrze złapać lokalsa który zapłaci za ciebie po 3.7 a dać mu jak po 6, on zarobi i ty do przodu.
@AsWywiaduRadzieckiego 1. Ludzie z lini lotniczych nakleili mi na karton z rowerem i sprzętem kartke "uwaga, 30 kilo", choć wydaje mi się, że mniej tam było :D Nie miałem jak tego zważyć, ale z załadowanym jedzeniem, piciem, ubraniami i całym sprzętem do obozowania pewnie parę razy przekroczył 40kg. Zdarzało się mieć ponad 10 litrów samej wody.
2. Tak, w Gruzji pięć lat temu, ostatni tydzień przed powrotem do domu, kilkanaście razy dziennie musiałem
@PanNosaczCebula: w tej chwili ciężko stwierdzić, ale myślę że wrócę na jakieś półtora, maks dwa miesiące do Ameryki Południowej (albo fragmenty Peru które teraz musiałem pominąć plus Boliwia, albo samo południe, do Patagonii). Z innych planów marzyła mi się Mongolia. I za jakieś 3 do 5 lat Australia :P
To absolutnie historyczne wydarzenie! Po raz pierwszy w historii ludzkości człowiek pokonał maraton poniżej dwóch godzin. W Wiedniu dokonał tego nie kto inny jak mistrz olimpijski z Rio de Janeiro Kenijczyk Eliud Kipchoge.
@hao: wczoraj jakiś typ zaczął mnie doganiać podobnym tempem to próbowałem się ścigać.
Nawet minuta nie minęła i musiałem odpuścić, jakbym dwa kilometry tak przebiegł to bym się zrzygał, a co dopiero próbować maraton walnąć, straszny szacun dla Kipchoga.
Nagrałem własną wersję tej jednej sceny z Forresta Gumpa, tylko zamiast biegania po ameryce opowiadam o tym jak jechałem #rower po krajach latynoskich. #podroze
30% na przecenione w nike, można dobre ciżemki wyrwać na następny sezon czy coś ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)
#bieganie
źródło: comment_1605775594Y6h7QpOqMxAokoAvJ4Ploe.jpg
Pobierz