Kurła, ale mnie w środę zawiało. Nie wyrobiłem z treningiem, nie zdążyłem do domu po auto, a córkę trzeba było odebrać z zajęć. Bieg za autobusem też nie wyszedł, więc pozostał spacer do domu, wymarzłem! A mimo to czwartkowe bieganie z bolącym łbem weszło bardzo przyzwoicie, podobnie jak dziś. Niby 5h snu i to było czuć po tętnie - ale podbiegi weszły jak złoto. Widać
No, solidny wpierdziel wczoraj odebrany. 40 minut tempa, oczywiście musiało się posrać, bo zaraz na samym początku rozwiązał mi się but, a za chwilę wypadł telefon. Do tego wiaterek - miejscami mocno dmuchało z przodu, ale mimo to całość weszła całkiem ładnie, bo tempem 4:13 (strava kłamie).
Mam tylko nadzieję, że się nie przeziębię, na koneic odbierałem córkę z zajęć i nie zdążyłem się przebrać, przywiało mi
@szczypek45: nawet przy tych danych powinien być w stanie policzyć próg - albo stwierdzić, że skoro przebiegłem godzinę tempem 4:33, to nie mogę mieć progu wolniejszego. Nie wiem, w kolarstiwe systemy typu Xert są w stanie całkiem fajnie ekstrapolować krzywą mocy krytycznej; ciekawe czy zabawki typu Stryd + Xert właśnie by zadziałały.
Ja właśnie przepisałem się z dychy na HM - ale i tak czeka jeszcze parę mocnych treningów (mocnych
@oldgamesfan: Obiecałem wziąć syna na parę dni na narty wtedy, ale dzięki. Coś ogarnę albo zrobię TT we własnym zakresie.
@szczypek45 kurła i właśnie mi się zesrało, bo chyba będę lecieć tydzień przed Marzanną do Bostonu, wrócę pewnie w sobotę i pobiegnę na jetlagu, już to widzę.
Czwartek to triumf woli po raz kolejny, nocne bieganie w śniegu i wietrze. A dziś znowu FOMO, bo taka pogoda a jestem uziemiony przy domu. Ale trening musi zostać odbyty, z rana parę szybszych interwałów, 3x4x200/200 metrów szybko/spokojnie.
A wprawdzie trener piechniczek mówił, że "Jak się powiedziało A, to nie ma się co pier*lić z B", ale przepisałem się z dychy na połówkę; zobaczymy co sie uda
Normalnie "praca spawacza mnie przeistacza", wczoraj tempo - udało się zejść poniżej 4:10 na odcinkach 14/10/10' - właściwie to 4:08 było. Miało być wprawdzie 15 km, ale myślenie na temat tego "kiedy zawrócić, żeby ubiegać równe 15 km" przy intensywnym bieganiu średnio wychodzi - przestrzeliłem o dwa kilometry, przynajmniej pół kilometra udało się urwać wracając nieco krótszą drogą. Nie to, żebym nie był zadowolony, zimno
Przez zupełnie inne plany na ferie nie miałem startować w Zimowym Janosiku, ale pochrzaniło się i zostałem jako support - a tak właściwie zabrałem się z kumplem. On na trasę, a ja rundka na Trzy Korony. Solidna, bo ponad tysiąc przewyższenia na 15 km, do tego miejscami koszmarne lodowisko - cały Wąwóz Pieniński w lodzie, bez raczków byłoby cholernie ciężko.
Jak to było? Wolnorynkowe Stany, lewacka socjalistyczna Szwecja? OECD właśnie wypuściło raport, z którego wynika, że poziom regulacji zawodowych w Stanach w niektórych branżach (ochrona zdrowia, edukacja) jest wyższy, niż gdziekolwiek w UE. Ciekawe czy w Szwecji trzeba mieć licencję na robienie paznokci, albo "dobrze się prowadzić" żeby móc zostać fryzjerem - w Stanach. No i generalnie w tych bardziej "prawicowych" stanach ograniczenia są ostrzejsze, głównie z powodu ograniczenia dostępu do licencji
No, zaczyna to jakoś wyglądać - udało się wreszci z kumplem pobiegać i to całkiem przyzwoicie - powiedzmy półmaraton tempem 5/km i poniżej 140 to dobry prognostyk, te same odcinki rok temu biegane równo rok temu - ale znacznie wolniej i na wyższych tętnach.
Bieg, którego miało nie być, bo miałem być w drodze na narty - ale jak rano dzieciak wstaje i ma 39 stopni i grypę, to to nie ma żartów. Ja pierdzielę, gdyby rozłożył mi się dzień później w Austrii, to byłoby niewesoło.
A zamiast tego dziś seteczki i podbiegi, widać postępy w prędkości, bo wszystkie weszły poniżej 3/km, a te najszybsze po 2:45-2:50, a do tego wygląda na to,
@comfyStefan: Biorę na to poprawkę. Ale jest różnica między "coś tam kradną" a "legalizują kradzież i mafijne struktury". Na razie idziemy w stronę PRL, wjedzie w ciebie członek PzprbIS i powodzenia.
Jak to mówi trener Piechniczek: "Żaba zje ślimaka tylko jeśli pomyśli, że to mucha". Jakoś tak naskładane zmęczenie z tego tygodnia, totalnie nie chciało mi się zjadać ślimaka, czyli wyjść na trening. Ale jakoś tak odetkałem się po kilku kilometrach i całkiem spokojnie poszło - choć -5 stopni pod koniec już było czuć, dolna granica temperatury na gacie 3/4 przynajmniej dla mnie. Co ciekawe, po bieganiu byłem
No, mocna próbka woli przez ostatnie dwa dni. Brak czasu, niewyspanie, ale trening musi zostać odbyty.
Do tego wczoraj wiatr, a dziś śnieg - w rozbieganiu to nie przeszkadza, ale dziś miało być szybciej. 6x1 km poniżej 4 minut, weszło ale z pewnym trudem, choć nie był to taki w------l jak podbiegi tydzień temu
Kurła, ale mnie w środę zawiało. Nie wyrobiłem z treningiem, nie zdążyłem do domu po auto, a córkę trzeba było odebrać z zajęć. Bieg za autobusem też nie wyszedł, więc pozostał spacer do domu, wymarzłem! A mimo to czwartkowe bieganie z bolącym łbem weszło bardzo przyzwoicie, podobnie jak dziś. Niby 5h snu i to było czuć po tętnie - ale podbiegi weszły jak złoto. Widać
źródło: comment_15817739824HnFtNpxl0YHHDCt3svd9Q.jpg
Pobierz