@Existanza: ja jestem niskociśnieniowcem, więc wenla mi ciśnienie trochę unormowała :> pobudzenie miałam przez trzy dni, później kilka tygodni pogrążania się w gównie i zmiana w szpitalu na paliwo rakietowe, które dopiero zaczęło dawać pozytywne efekty
Dzisiaj wydarzył się cud. Objawienie, znak zesłany z niebios.
Bełkocząca do tej pory Bożenka (znana również jako kolekcjonerka cudzych skarpetek) podczas kolacji wstała i przemówiła głośno i wyraźnie do wszystkich:
"To ja urodziłam Jezusa Chrystusa"
Po czym, jakby nigdy nic, wróciła do konsumowania kanapki z serkiem i dotychczasowych mruknięć.
Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że dość długo nie wrzucałam #opowiescizpsychiatryka w moim wydaniu :> Tutaj czas zdecydowanie inaczej płynie. Poza tym musiałam oswoić się z telefonem zastępczym, bo mój poprzedni został skradziony (kradzieże same w sobie w większości przypadków potępiam, ale zwinąć coś osobie z depresją to trochę kopanie leżącego XD)
Tak czy siak, uprowadzenie mojego szmartfona nie jest tematem wpisu. Historia zaczyna się o trzeciej nad ranem, kiedy to
We wtorek minie trzeci tydzień mojego pobytu w szpitalu psychiatrycznym. Trzeci tydzień wytężonej pracy nad zdrowym egoizmem.
Poza leżeniem, jedzeniem, przyjmowaniem leków, rysowaniem/kolorowaniem musiałam się odnaleźć w małym społeczeństwie, które tworzy około 40 pacjentek. Czterdzieści kobiet z różnymi problemami, w różnym wieku, wśród których miałam znaleźć swoje miejsce. Tak jak wspominałam w poprzednich wpisach, od początku pobytu starałam się uniknąć wchodzenia we wszelkie układy, układziki i za wszelką cenę chciałam pozostać obserwatorem.
@goracy_paczek: Polecam "Stulecie chirurgów", tam to dopiero widać, jak mieli #!$%@? ci, na których testowano, no wszystko: amputacje, wycinanie narośli, usuwanie kamieni z pęcherza moczowego, metody znieczuleń i inne rzeczy. Testowanie cewnika to przy tym małe piwo, bo wynaleziono go już "w naszych czasach", więc były znieczulenia, narkozy i inne wynalazki.
Wybaczcie mi, nie potrafię teraz pisać. Mam jednak nadzieję, że siły w krótkim czasie do mnie wrócą i będę dała radę uraczyć Was jeszcze kilkoma anegdotkami/przemyśleniami dotyczących szpitala i nie tylko.
Wiecie co? Wiecie, co przeraża mnie w obecnej chwili najbardziej? Wiem, że lęk ten podziela niewielu pacjentów (przynajmniej z tych, z którymi miałam okazję porozmawiać).
Panicznie boję się wyjścia ze szpitala. Boję się, że po pobycie w miejscu, w którym jest stosunkowo mało bodźców w porównaniu ze "światem zewnętrznym", najprościej mówiąc zwariuję. Boję się, że nie podołam wyzwaniom, jakie stawi przede mną prawdziwe życie, że znów będę miała problem z wypełnianiem swoich
@maniekkrk2: Nie miałam nawet czasu na myślenie nad jakąkolwiek kliniką, zostałam przewieziona karetką z poradni psychiatrycznej prosto do szpitala. A co co mojego wyjścia, to obiecali mi, że mnie nie wypuszczą, dopóki mój stan się nie poprawi na tyle, że sama będę chciała wyjść i nie będę stanowiła zagrożenia dla samej siebie :)
Czy pamiętacie Bożenkę, zakręconą kolekcjonerkę cudzych skarpetek? :> Wpis ten nie został otagowany moim tagiem autorskim (jak dumnie to brzmi!) #paczekwchodzidowygrywu, więc przypomnę krótko jej postać.
W szpitalu, jak to w każdym większym ośrodku, gdzie jest mnóstwo ludzi, zdarzają się kradzieże. Bożenka nie kradnie rzeczy wartościowych, żadnych telefonów, pieniędzy - właśnie skarpetki. Wspominałam też, że obwiązuje sobie nimi ramę szpitalnego łóżka (w sumie doceniam zamysł, dzięki temu metalowe łóżko wygląda na
Dziękuję Wam wszystkim za wiadomości, za to, że chcecie czytać moje wpisy i że zachęcacie mnie do dalszego pisania! Nie wiem, z czego to wynika (może z potrzeby atencji, czekam na hipotezy :D), ale o wiele łatwiej opisuje mi się to wszystko na mirkoblogu niż w zeszyciku dla siebie samej.
Jak wszyscy wiecie, świat zza krat nie taki kolorowy ( ͡°͜ʖ͡°) W sobotę wieczorem miałam spore
Dużo czasu zajęło mi ułożenie sobie pewnych zdarzeń w głowie. Nadal nie jestem pewna, czy do końca się z nimi oswoiłam.
Po ciężkim dniu, opisywanym dwa wpisy wcześniej (na telefonie nie umiem odesłać od razu do tego wpisu, coś mi się pieprzy z przyciskami) nastąpiła ciężka noc. Wspominałam już, że znajduję się na sali "początkowej" i cały czas skład mojej sali się zmienia. Tamtego wieczoru przywieźli dwie dziewczyny i jedną starszą kobietę.
@Gumaa: nie, nie pisałam jeszcze o tym :) Akurat moja "przygoda" z depresją jest dłuższa i bardziej poplątana niż ostatnie miesiące (było to związane z nerwami z maturą), więc skupię się teraz na obecnym epizodzie.
Zgłosiłam się, gdy zaczęło mi brakować energii do życia - nawet pozornie proste rzeczy stanowiły dla mnie wysiłek, jak wstanie z łóżka, spotkanie się z kimś, posprzątanie. Nie wynikało to z żadnych chorób typowo fizycznych, wszystkie
Kolejny odcinek z serii "życie w szpitalu psychiatrycznym": Gang Baśki.
Słowem wstępu: towarem deficytowym na oddziale są papierosy. Raz na jakiś czas zdarza się moment, kiedy wszyscy mają co palić. Jest to istna idylla - wszyscy są w dobrych humorach, wymieniają się papierosami, częstują tylko po to, żeby ktoś wybrał się z nimi do palarni. Poźniej następuje kryzys. Połowa pacjentów nie ma co palić, więc najpierw prosi, później terroryzuje innych o chociaż
@Refuse2Xist: A nie mam pojęcia, zazwyczaj w szpitalach powstają kółka wzajemnej adoracji opisujących swoje przypadłości i pokazujących palcem "a tu kochaniutka mnie boli, już stary chyba trumnę musi kupować". Tu tak nie ma. Ludzie są raczej wycofani i unikają kontaktów towarzyskich (z pewnymi wyjątkami oczywiście). Nie rozmawiamy o swoich dolegliwościach
Jako że pojawiły się głosy, że mam założyć własny tag - oto i on: #paczekwchodzidowygrywu! Wierzę w to, że uda mi się pokonać toksyczną część pączka i znów cieszyć się w pełni życiem bez żadnego truciciela we mnie.
Wykopowicze spod tagu #depresja (trochę też #nerwica) - dzisiaj usłyszałam pewne słowa od mojej psychiatry, które nieco mi pomogły. Według niej depresja to choroba jak np. cukrzyca. Jaki to ma związek? To
@goracy_paczek: Miałam przez 4 lata psychiatrę, którego nienawidziłam. Poniżał mnie, wyśmiewał, nie chciał zmienić leków, mimo, że po nich wymiotowałam (nawet nie ze względu na moje ED). W momencie w którym do niego przyszłam byłam tak słabo zaburzona, że miałam tylko borderline i problemy z bulimią. Dzisiaj wszystko to dosyć poważne choroby.
Hej mirki, patrzcie - @goracy_paczek wyszła do wygrywu. Założyła paczkarnię w #katowice (。◕‿‿◕。)
źródło: comment_F8Qf8pm1EOPGQ46cfSXfSUGQFhy7ezVc.jpg
Pobierz