Nie wszyscy ojcowie przemysłu komputerowego byli nerdami. Niektórzy z nich posiadali charyzmę wymaksowaną do tego stopnia, że potrafili zakrzywiać rzeczywistość społeczną. Umieli przekonać dowolnych ludzi do swoich projektów i celów. Kanonicznym przykładem takiej postaci był Steve Jobs, ale zaliczyć do nich należy także mniej znanego Richarda Garriotta, twórcę legendarnej serii cRPG Ultima i notabene syna astronauty.
Sądząc po zainteresowaniach, młodego Garriotta należałoby określić mianem ewidentnego nerda. Interesował się komputerami, naukami ścisłymi, Tolkienem i
Dowiedziałem się, że w starych wersjach Internet Explorera, jeszcze z końca lat dziewięćdziesiątych, przeglądarka w oryginalny sposób radziła sobie z nieznanym kodowaniem znaków. Jeżeli informacja o stronie kodowej nie była umieszczona w nagłówku witryny, IE przeprowadzał statystyczną analizę częstotliwości występowania liter w tekście. Język był rozpoznawany na podstawie powstałego histogramu. Oczywiście, przeglądarka myliła się za każdym razem, gdy słów było za mało, albo gdy były niezwyczajne.
Oglądam sobie dalej trzeci sezon oryginalnego Star Treka.
3.15: Let That Be Your Last Battlefield. Bardzo fajny odcinek, prawdopodobnie najlepszy w trzecim sezonie. Koncepcja absurdalnej wojny ras jest znakomita w założeniu i tylko trochę toporna po zrealizowaniu. Fani hejtują LTBYLB niezasłużenie. Są tutaj na przykład trzy znakomite sceny. Pierwsza: gdy Kirk uruchamia sekwencję samozniszczenia Enterprise i dochodzi do świetnie wyreżyserowanej wojny nerwów ze zbliżeniami na oczy. Okrzyk „Mine is the last command!”
@Hans_Olo: Masz rację, Nie sprawdzałem dat, komentarz dotyczący BR był luźny. Niewykluczone, że książka Dicka zainspirowała scenarzystów... i niewykluczone, że ten odcinek wpłynął jakoś na ludzi odpowiedzialnych za przepisywanie dzieła PKD na wielki ekran.
Czy warto emocjonować się bieżącymi wydarzeniami politycznymi? Zupełnie nie warto:
„– Ważne decyzje zapadają rzadko. Niesłychanie rzadko. Badanie historii politycznej uświadamia, że meandry bieżącej polityki w ogóle nie są istotne. Polityka nie jest filmem akcji, w którym każda minuta przynosi ważne zdarzenie. Politykę obserwować trzeba nie z perspektywy dnia, lecz całych dekad.
Wtedy widać, że politycznym wydarzeniem było powstanie Unii Europejskiej oraz decyzja o poszerzeniu jej granic. Politycznym wydarzeniem było inteligentne uformowanie Unii,
Wygląda upiornie? A to tylko ekwadorski kosz na śmieci. Papierki wrzucamy klaunowi do gęby. Podobne pojemniki widziałem w wielu różnych miejscach, także poza Quito. Prawdopodobnie są pozostałością po kampanii społecznej mającej na celu zachęcenie ludzi do wyrzucania śmieci do koszy, nie na chodnik. Oj, jakiś PR-owiec chyba nie czytał Kinga… A dlaczego ten pojemnik ustawiono na dachu – nie mam pojęcia.
…czyli dlaczego kontynuacja serialu Stranger Things, netfliksowego objawienia zeszłorocznych wakacji, jest do bani.
Głównie dlatego, że nie powinna była w ogóle powstać. Pierwszy sezon zafundował nam przecudną, sentymentalną wyprawę w lata 80. Materiału było jak znalazł akurat na dziesięcioodcinkowy (mini)serial.
Po co kręcić ciąg dalszy? Wiadomo, dla pieniędzy, ale skoro już, trzeba było zdecydować się na format antologii w rodzaju American Horror Story. Drugi sezon mógł przecież opowiadać zupełnie nową historię w
@Obserwator_z_ramienia_ONZ: Dobrze, że Ci się podobało, bo więcej zyskałeś po tych dziewięciu odcinkach niż ja. Tak, bal na zakończenie ostatniego odcinka był bardzo fajny!
@PainItBlack: Wiesz, historia może być nawet rozpisana na dwadzieścia sezonów, co nie zmienia faktu, że niektóre historie powinny kończyć się na jednym. :)
@kaarp: Wiesz, konkurencja na rynku serialowym jest tak duża, że gdy jakiś serial już w drugim sezonie obniża znacząco poziom, to według mnie automatycznie klasyfikuje się jako "do bani" w tym sensie, że lepiej obejrzeć albo wypróbować coś innego.
@Chudzinx: No nie do końca. Wielkimi atutami ST1 była oryginalność, odwołania popkulturowe, nostalgia za latami 80. i tak dalej. Można spokojnie powiedzieć, że ST1, pomimo bycia czystej wody serialem rozrywkowym, niósł ze sobą wartość artystyczną. ST2 to już jest typowe odcinanie kuponów. Tak jak napisał @Harmonijka zaraz pod Twoim komentarzem.
@josedra52: Niech jedzą sobie, niech się częstują. ( ͡°͜ʖ͡°)
@eagleworm: Centralnie sterowana degwałtyzacja? Rzeczywistość pokazuje, że architektury peer-to-peer (z opaskami 'nie gwałć mnie') sprawdzają się lepiej przy dużym obciążeniu ( ͡°͜ʖ͡°)
Czym dla Warszawy jest PKiN, a dla Krakowa bryła Wawelu, tym dla Quito jest uskrzydlona Maryja, która spogląda na miasto ze wzgórza El Panecillo („Bułeczki”). Monument widać z wielu punktów w mieście. Został wzniesiony w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Przerasta słynnego Chrystusa Zbawiciela z Rio de Janeiro o cały metr. Łańcuch, który widzimy w lewej dłoni figury, pęta leżącego u jej stóp potwornego węża. Autorem zdjęcia jest Adam Reeder (CC, Flickr).
Widok na stolicę Ekwadoru ze szczytu Cruz Loma, sąsiada wulkanu Pichincha. Wjeżdża się nań kolejką gondolową Teleférico, najwyższą w Ameryce Południowej. Podróż trwa około kwadransa. Startujemy na wysokości 2950 m n.p.m., kończymy na 4050 m n.p.m.
@RoccoBaggins: Nie, nie w temacie ST jestem zupełnie zielony. Zabrałem się za te seriale chronologicznie i po kolei, ale ponieważ nie mam aż tyle czasu na seriale, idzie mi to powoli. Po TOS-ie chcę dokończyć TAS-a, potem filmy fabularne z Kirkiem i załogą, potem „Continues”, o którym wiem, ale dzięki za przypomnienie. „Enterprise” obejrzę pewnie w okolicach 2040 r. :)
Gdybyście zapytali, czy #ekwador jest krajem tanim czy drogim, byłoby mi bardzo trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Rozrzut cenowy bywa tam ogromny.
Powody? Nierówności dochodowe, niski poziom zindustralizowania kraju, konieczność importu wielu towarów, a także zdolaryzowanie ekwadorskiej gospodarki. Dolar amerykański od 2000 r. pełni tam funkcję oficjalnej i jedynej waluty. Jego wprowadzeniu towarzyszył zresztą przekręt, w wyniku którego spełniła się ewangeliczna przepowiednia i temu, kto miał, było dodane i nadmiar uzyskał, temu
@majkkali: Możesz zadzwonić do rzeczonej knajpy i sam zapytać o ceny albo o skan menu. :)
"Skąd niby Ekwadorczyka by było na to stać?" Zerknij do jednego z moich poprzednich wpisów o Ekwadorze. Większości Ekwadorczyków rzeczywiście na to nie stać. Przedstawiciela tamtejszej klasy średniej zaś stać zapewne na więcej rzeczy niż Ciebie, zakładając, że nie jesteś wyjątkowo zamożny.
W trakcie wędrówek po Ekwadorze, wskutek czujnego obserwowania miejscowej ludności – czujnego nie jak w „bałem się, żeby mnie nie rąbneli”, ale jak w „liznąłem trochę socjologii i antropologii, więc wypadałoby zauważyć więcej niż pierwszy lepszy gringo-turysta” – otóż przyszło mi wówczas na myśl, że gdyby kolejna część Indiany Jonesa rozgrywała się w tamtym rejonie świata, winna nosić tytuł Indiana Jones i Arka Redystrybucji Podatkowej lub Indiana Jones i Ostatni Współczynnik Giniego.
Żółw z Rio Napo. Zdjęcie zrobiła moja żona. O #ekwador opowiadałem wcześniej tutaj, tutaj i tutaj. W następnym odcinku mowa będzie o realiach socjoekonomicznych.
Sądząc po zainteresowaniach, młodego Garriotta należałoby określić mianem ewidentnego nerda. Interesował się komputerami, naukami ścisłymi, Tolkienem i