Single speed to bardzo fajna sprawa pod warunkiem że się jeździ po terenie, gdzie w większości trasy jest to teren płaski, natomiast jechać tym choć lekko pod górkę to jest jakaś tragedia. Nawet nie próbuję przed podjazdem rozpędzać się z kadencją 90, nie przekraczam nawet 70 i najczęściej jeżdżę w przedziale 60-70 na płaskim terenie, bo nogi przy wyższej kadencji paradoksalnie męczą się niesamowicie. Wcześniej jeździłem MTB i było fajnie, bo zawsze

daro1

















