Spędziłem noc w ośrodku dla Ukraińców jako wolontariusz.
Pierwszych Ukraińców - kobiety i dzieci - przywożono na moich oczach. Moja pomoc polegała na tym, że pomagałem w podstawowych czynnościach a także w tłumaczeniu, co odegrało znaczną rolę i stało się jednym z moich głównych atutów jako wolontariusza. Znam język ukraiński w wersji spolszczonej, ale jak się okazało - komunikatywnej (instrukcje z wykopu też się przydały!).
Pod budynek co kilka minut przyjeżdżał autobus wypełniony kobietami i dziećmi, czasem starcami bądź pojedynczymi niepełnosprawnymi. Na wejściu czekała ogromna grupa chętnych do pomocy w transporcie i udzielenia noclegu ludzi z tablicami i kierunkami w głąb Polski ale tez do Czech i Niemiec. Jednocześnie lwia część miała zaplanowany transport - po przetransportowaniu chcieli przeczekać kilka godzin na umówionego kierowcę, przeważnie członka rodziny. W niewielkiej ilości przypadków zdarzały się sytuacje, w których przyjezdni nie mieli ani transportu ani noclegu - wtedy wolontariusz uzyskując wcześniej informacje o przyjętym kierunku, rzucał w tłum krzyk z prośbą o pomoc. Momentalnie spośród zgromadzenia kierowców budziły się krzyki wyrażające chęć pomocy. Widok zapierający oddech.
@mor3nko: nie mam zamiaru być poprawny politycznie bo jest to kwestia która powinienem poruszyć w głównym poście. Jest to bez wątpienia łyżka dziegciu.
Niestety zachowanie ludzi "niebialych"(śniadych i czarnych) jest w przynajmniej części przypadków skandaliczne. Byłem świadkiem niesamowitej roszczeniowosci śniadego pana, którego syn słabo się poczuł. Został zabrany do punktu medycznego gdzie dostał drgawek, z tego co słyszałem to godzinę szukali opiekunów bo mieli kompletnie gdzieś opiekę nad nim. Dopiero jak się znaleźli to pojechali do szpitala.
Drugi pan nie miał swoich leków wysokospecjalistycznych i nie prosił - wyraźnie ŻĄDAŁ tych leków i był wielce zniesmaczony że ratownicy nie mogą go dla nich załatwić. Na pytanie czemu nie kupił leków wcześniej zmieszał
#afera #moderacjacontent 1. Użytkownik @a94e345cd1084e88ab6e20h41571718a dodaje znalezisko o tym jak trójka czarnych zabija białą studentkę. 2. Znalezisko dostaje się na główną z płomieniem. 3. Moderacja po cichu przeredagowuje tytuł usuwając z niego kolory skóry. 4. OP dodaje kolejne znalezisko o manipulacji. 5. Główna
Pewna kobieta zarzuciła mi seksizm, ponieważ w moim ogłoszeniu napisałem "szukam silnych mężczyzn do pracy na budowie". Odpisałem jej tak: Szanowna Pani,
Jestem mężczyzną i prowadzę firmę budowlana. Nie jestem w żadnym stopniu ani korwinistą ani seksistą czy też innym faszystą.
W firmie pracują 2 kobiety w biurze. Przez 13 lat prowadzenia firmy wypracowałem pewien model. Wolę mieć więcej pracowników i mniej im płacić aniżeli kazać chłopakom zapiealać po 14 godzin dziennie. U mnie praca na budowie to 8-9h dziennie, choć zdarzały się roboty, że siedzieliśmy wszyscy w pracy po 12h. Przez te 13 lat tylko 5 razy zdarzyły się roboty 24h. Za pracę po 22 płacę chłopakom 300%
@khazul: Jeszcze do niedawna były zdjęcia w necie, które zostały usunięte z jakiegoś powodu, tak jakby autor został do tego zmuszony. Zdjęcia z drona, bardzo dokładne. Znam kogoś, kto przypadkiem je zapisał... Może mógłby udostępnić w necie ( ͡°͜ʖ͡°)
bardzo długo milczałam, jednak przez cały ten czas miałam Was w głowie, w najcieplejszej myśli. Doświadczenie choroby okazało się może nie tyle trudniejsze niż się spodziewałam, co po prostu bardziej wymagające. Mówiłam ciągle (niemal automatycznie), że choroba ta jest "nasza", gdyż, po pierwsze, współodczuwałam i, po drugie, czego nie mówiłam wcześniej, jednocześnie sama nieprzerwanie niosłam i niosę swoją słabość, którą od sześciu lat jest depresja. Nie zagłębiając się w naukowe terminy, książki czy inne przypadki - choroba ta ma okresy "wyżowe" i "niżowe". Moje okresy niżowe wiążą się z milknięciem i odsunięciem od ludzi - "przodem do ściany, tyłem do świata". Gdy Tato zachorował, trzeba było mi zatem założyć drugą bokserską rękawicę i uderzać już nie w jedno, a w dwa miejsca - co nie pozostawiało ręki wolnej, nawet na, choćby, pisanie do Was (czego, nie ukrywam, bardzo mi brakowało) - a jeszcze, poza bezustannym uderzaniem, w tych rękawicach trzeba było rozgarniać brzemiona mroku. Poskutkowało to zatem także wzięciem przeze mnie urlopu dziekańskiego na studiach.
Tato prawie dwa miesiące temu rozpoczął leczenie w Centrum Onkologii w Gliwicach, które, jeżeli wszystko pójdzie pomyślnie (a tak będzie!), zakończy w najbliższy poniedziałek. Walkę Tata znosi bardzo dzielnie, leczenie i jego skutki uboczne są standardowe, dlatego pozwolę sobie ich nie opisywać, z szacunku dla Taty - nie wiem, którymi informacjami chciałby się dzielić. Z polekowym brakiem apetytu Tato walczył razem z rodziną - gdy stwierdził, że "może dałby radę zjeść bób", tego samego dnia ów bób został dostarczony do szpitala przez brata Ojca. Doświadczenie szpitala (jeszcze w Nowym Sączu) było wyjątkowo trudne - przyznaję, że "silnej mnie" zdarzało się wychodzić co piętnaście minut pod budynek, by popłakać. Głównie to ludzkie "dlaczego oni", "dlaczego nie oni", "dlaczego nie ja". Ludzie w każdym wieku, bardzo różne przypadki. I gorzka refleksja (a, z racji mojej choroby, powiązana z wyrzutami sumienia): tutaj, po drugiej stronie, mamy całe niebo - dlaczego więc nie całujemy z wdzięcznością każdego najmniejszego wycinka? (…) Nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze co przed nami (zresztą, czy kiedykolwiek wiemy?); Tato wchodził w ten nowy świat zupełnie po omacku. Jestem z niego bardzo dumna, bo poradził sobie wyjątkowo dobrze - szczęściem w nieszczęściu w zbliżonym czasie zachorował także Znajomy Taty, leczenie rozpoczęli więc jednocześnie, w tym samym szpitalu. Ze szpitala i personelu Rodzice są bardzo zadowoleni i myślę, że polecaliby go dalej. Trzy piętra poniżej oddziału Taty leczyła, a może nadal się leczy, pewna bardzo znana polska piosenkarka.
12 września 1939 roku odbyła się w Abbeville brytyjsko-francuska konferencja, na której zdecydowano o nieudzielaniu Polsce pomocy w walce z Niemcami. Po pięciu latach - we wrześniu 1944 roku - miasto wyzwolone zostało właśnie przez Polaków: I Dywizję Pancerną pod dowództwem generała Stanisława Maczka.
@lronman: Ironią to jest to że durny polski rząd stosował politykę równowagi pomiędzy III Rzeszą, a ZSRR mimo że to nie miało sensu i spowodowało eksterminacje Polski jak i Polaków. Zamiast dołączyć do paktu i osi kiedy to Polska otwarcie mówiła że ZSRR jest naszym największym wrogiem, to w dupie. III Rzesza tyle razy proponowała nam pakt antykominternowski, to nasz ,,wspaniały'' rząd pluł hitlerowi w mordę. A teraz wszyscy się
#dziendobry Dziś w cyklu #kobietygor - jedna z najbardziej znanych - Wanda Halina Rutkiewicz-Błaszkiewicz (ur. 4 lutego 1943 w Płungianach, zm. 13 maja 1992 na stokach Kanczendzongi w Himalajach) – polska alpinistka i himalaistka, z zawodu elektronik, jedna z najwybitniejszych Polek światowego himalaizmu. Jako trzecia kobieta na świecie, pierwszy Polak stanęła na Mount Evereście, najwyższym szczycie Ziemi, zaś jako pierwsza kobieta na świecie i pierwszy Polak na K2.
Córka inżyniera Zbigniewa Błaszkiewicza i Marii z Pietkunów. Miała troje rodzeństwa: Jerzego, Michała i Janinę. Po II wojnie światowej z rodzicami i starszym bratem Jerzym, jako repatriantka przyjechała do Łańcuta, gdzie mieszkali jej dziadkowie ze strony ojca, a potem do #wroclaw ia. Maturę zdała w II Liceum Ogólnokształcącym we Wrocławiu, studiowała na Politechnice Wrocławskiej, z dyplomem inżyniera-elektronika pracowała w Instytucie Automatyki Systemów Energetycznych. Później przeniosła się do #warszawa, podjęła pracę w Instytucie Maszyn Matematycznych. Jeszcze w czasach licealnych zapowiadała się na świetną siatkarkę, grała w I lidze (nawet kandydowała do gry w reprezentacji Polski).
Pierwsze kontakty ze wspinaniem miała w Rudawach Janowickich, na skałkach koło Janowic Wielkich, w pobliżu #jeleniagora W 1962 roku ukończyła kurs taternicki na Hali Gąsienicowej w #tatry. W Tatrach wspinała się na wielu klasycznych i bardzo trudnych drogach (lata 60.), m.in. północną ścianą Małego Kieżmarskiego Szczytu czy wariantem „R” na Mnichu (1964). Poprowadziła kilka nowych dróg, m.in. na Koprowym
@AlekszUsunKonto: wypokowa administracja uznała, że ciekawa treść i to wystawili niedawno. Wpisy na głównej wykopu są dodawane ręcznie i nie zawsze to są te najbardziej plusowane, bo wtedy co drugie rozdajo "śmieciłoby" główną.
@elady1989: ciekawy tekst. #gruparatowaniapoziomu jak znalazł. Jak wspomniałaś o tym jakie studia ukończyła, to aż jestem ciekaw jak wyglądałaby potem jej praca jako kobieta-automsatyk-inżynier, zwłaszcza że w latach 60 był jeszcze dość duży
@elady1989: Zabrakło informacji o całej tej kontrowersji wokół jej osoby w świecie himalaizmu. O tym jak po trupach za wszelką cenę zdobywała ośmiotysięczniki. O tym ilu partnerów zostawiła na śmierć po tym jak pomogli jej zdobyć te szczyty...
╭───────╮ │ WSTĘP │ ╰───────╯ To jest uaktualniona wersja wpisu popełnionego przeze mnie ponad 3 lata temu. Zamysł jest ten sam co i wtedy. Zebrać w jedno miejsce dobre rady i materiały do nauki pythona tak żeby łatwo było komuś je polecić lub sobie je przypomnieć. Tym razem pominę literaturę nie związaną ściśle z pythonem, bo ona się generalnie nie zmieniła od tamtego czasu znacznie i jak ktoś jest zainteresowany polecanymi książkami algorytmicznymi, bazo-danowymi czy o wzorcach obiektowych i dobrych praktykach to zachęcam do kuknięcia na poprzednią wersję tego wpisu - https://www.wykop.pl/wpis/9876900/python-naukaprogramowania-programowanie-wstep-pod-/
Nie będzie również w tym wpisie książek o tematyce machine
@aseeon_ warto jednak wspomnieć też o kursie naszego dobrego mireczka @minder który produkuje się na Tubie i są to materiały w naszym języku znad rzeki do której skakała Wanda co nie po drodze jej było do Niemca.
Wybaczcie, że znowu wołam, ale OSTATNIA GODZINA! W skrócie: nagrywamy kilkusekundowe filmiki ze wsparciem dla mojego Taty (Jan, Jasiek, Joszua), który choruje na nowotwór złośliwy z przerzutami. Na pokładzie: Polska, Indie, Włochy, Niemcy, Malta, Irlandia, Anglia, Islandia, Francja; jest lekarz, są policjanci (Polska i Anglia), Panowie strażacy z Radomia, jest pilot samolotu, jest farmaceuta w pracy, ratownik medyczny, żołnierz, ksiądz, sportowiec (dla Taty wykonał całą serię!), Pan grający na saksofonie, Pan grający na harmonijce ustnej, Pan grający na keyboardzie, Pan śpiewający i Pan z wierszykiem (...)!
WOŁAM po raz ostatni narażając się na znielubienie ( ͡°͜ʖ͡°), ale cel szczytny - może akurat ktoś chce się dograć! Ja zaraz czesu czesu i malu malu, nagrywaju mordkę (#pokazmorde
Najdroższe w świecie Mirki i słodkie Węgierki! Nie spodziewałam się, ale razem zatrzęśliśmy połową Polski. Mam prawie 50 filmików: z różnych miast, także zza granicy. Jest filmik od lekarza, farmaceuty, sportowca, mam dostać także od strażaka i chłopaka migającego (a że migowego nie znam, to pokładam nadzieję, iż Pan wymiga bardziej coś w stylu: "Zdrowiej, Jasiek", niż "Wyślij to w ciągu 5 minut do 15 osób albo ściągnę ci wszystkie pieniądze z konta"); jeden Pan śpiewa, inny gra na keybordzie, jeszcze inny na harmonijce ustnej, a kolejny mówi wiersz (…). O całej akcji dowiedziała się Pani Redaktor Jednego Z Portali i zaproponowała wywiad. Serce mi płacze radością, gdy na Was patrzę! Robimy to RAZEM.
Dzisiejszy dzień był intensywny, choć za mną dwie bezsenne noce. Obdzwoniłam dzisiaj całą rodzinną wieś (książki telefoniczne nadal żyją i mają się dobrze!) i znajomi Taty obiecali podesłać i swoje filmiki. Jestem natrętna i dzwoniłam do obcych ludzi (nawet do Ośrodka Rekolekcyjnego), ale jeśli stawką jest zdrowie Taty, będę uparta! Jeśli pojawiła się już taka szansa, postaram się ją możliwie maksymalnie wykorzystać. Ponownie wzywam wszystkich do mobilizacji: zostały tylko dwa dni! Najpewniej w przyszłym tygodniu Tata uda się do oddziałowej izolatki - czego to chłop nie zrobi, żeby chociaż na chwilę się nie odciąć od bab ( ͡°͜ʖ͡°).
Zwracam się jeszcze raz z prośbą: udostępniajcie informację dalej! Fejsy, mejle, grupy osiedlowe, czego tam używacie - jeśli tylko jesteście w stanie, po prostu wrzućcie link do znaleziska! Nagrajcie siostrę, babcię, sąsiadkę! Jedno, dwa słowa - kilka Waszych sekund (no dobrze, łącznie z wysłaniem - może minut), a w głowie mojego Taty zaświeci słońce; jestem o tym przekonana. Rakowski to barani łeb, gamoń i trąba (szczególnie, jeśli jest taką miękką fają, że po organizmie musi rozstawiać kumpli w postaci przerzutów). Mój Dziadek także cierpiał na raka (prostaty) i okłamałam go, że wyniki się polepszyły (w rzeczywistości były bardzo złe, Dziadek się załamał i przestał wstawać z łóżka). I... zaczęły się poprawiać. That’s the power of mind! Stąd omija mnie zupełnie krytyka, że po co, że obcy ludzie - ja wiem, że działa i zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby uśmiechnąć Tatę! To na pewno, na pewno doda mu sił do walki z tym
@vitreux: Gdybyś potrzebował do filmu jakiejś czołówki to wołaj. Zajmuję się tym zawodowo więc nie będzie problemu żeby coś machnąć żeby wyglądało cool :)
Kochani! Wpadłam na pewien pomysł - trochę późno, ale wpadłam! Pomysł pociąga jednak za sobą przymus wyznania. Mój Tata ciężko choruje na nowotwór złośliwy (nosogardła), z przerzutami. Przed nim kilka ciężkich cykli chemioterapii i naświetlań. Pomyślałam, że moglibyśmy razem stworzyć dla niego coś pięknego, tj. filmik z pozytywną energią. I tutaj prośba do Was: kto chciałby się dołączyć, niech podeśle mi w prywatnej wiadomości lub na marla.terhoven@gmail.com krótki, powiedzmy do 5 sekund
3 Lata temu rzuciłem pracę w biurze i pojechałem pracować do Australii na budowie.
"Debil" - pewnie pomyśli część z Was, ale po przeczytaniu tego tekstu zmienicie zdanie (mam nadzieję).
1. Początki Pomysł na wyjazd do Australii częściowo zaczerpnąłem z wykopu po licznych AMA ludzi, którzy tu już są, a częściowo z historii opowiadanych na łamach blogów czy innych miejsc. W momencie kiedy podjąłem decyzję o wyjeździe, mój brat siedział tu już ponad rok czasu i bardzo sobie chwalił to miejsce zarówno pod względem pracy, życia jak i ogólnego klimatu. Ja w tym czasie siedziałem w Polsce i pracowałem jako grafik, prowadząc przeciętny tryb życia (tzn. od 9 do 17), po godzinach dorabiałem zleceniami dla moich klientów. Cóż... sytuacja przestawała mi odpowiadać coraz bardziej, jestem człowiekiem który nie może siedzieć w miejscu i coś musi się dziać w moim życiu, a rutyna w biurze była całkowitym zaprzeczeniem tego jak chcę żyć.
Postać Jacka "Gebelsa" Goca w "Pitbullu" to dla mnie fenomen kunsztu w wykonaniu Grabowskiego.
Fenomenalne jest to, że mimo, iż widząc Grabowskiego myślę "Ferdek Kiepski" to w tym serialu stworzył postać absolutnie różną od tej z serialu komediowego
Jakby grało go dwóch innych ludzi. Inne spojrzenie, ton głosu, wysławianie, po prostu brawo. #seriale #pitbull
@rales: wszyscy z tego serialu zagrali mistrzowsko, Rosati trochę w-------a, ale po obejrzeniu wszystkiego drugi raz, to w sumie nawet spoko postać zagrana
Pierwszych Ukraińców - kobiety i dzieci - przywożono na moich oczach. Moja pomoc polegała na tym, że pomagałem w podstawowych czynnościach a także w tłumaczeniu, co odegrało znaczną rolę i stało się jednym z moich głównych atutów jako wolontariusza. Znam język ukraiński w wersji spolszczonej, ale jak się okazało - komunikatywnej (instrukcje z wykopu też się przydały!).
Pod budynek co kilka minut przyjeżdżał autobus wypełniony kobietami i dziećmi, czasem starcami bądź pojedynczymi niepełnosprawnymi. Na wejściu czekała ogromna grupa chętnych do pomocy w transporcie i udzielenia noclegu ludzi z tablicami i kierunkami w głąb Polski ale tez do Czech i Niemiec. Jednocześnie lwia część miała zaplanowany transport - po przetransportowaniu chcieli przeczekać kilka godzin na umówionego kierowcę, przeważnie członka rodziny. W niewielkiej ilości przypadków zdarzały się sytuacje, w których przyjezdni nie mieli ani transportu ani noclegu - wtedy wolontariusz uzyskując wcześniej informacje o przyjętym kierunku, rzucał w tłum krzyk z prośbą o pomoc. Momentalnie spośród zgromadzenia kierowców budziły się krzyki wyrażające chęć pomocy. Widok zapierający oddech.
Przy
źródło: comment_1645982303K09j4W32768iBwPBQw2L1S.jpg
PobierzNiestety zachowanie ludzi "niebialych"(śniadych i czarnych) jest w przynajmniej części przypadków skandaliczne. Byłem świadkiem niesamowitej roszczeniowosci śniadego pana, którego syn słabo się poczuł. Został zabrany do punktu medycznego gdzie dostał drgawek, z tego co słyszałem to godzinę szukali opiekunów bo mieli kompletnie gdzieś opiekę nad nim. Dopiero jak się znaleźli to pojechali do szpitala.
Drugi pan nie miał swoich leków wysokospecjalistycznych i nie prosił - wyraźnie ŻĄDAŁ tych leków i był wielce zniesmaczony że ratownicy nie mogą go dla nich załatwić. Na pytanie czemu nie kupił leków wcześniej zmieszał