Też tak macie że jak myślicie o jakimś randomie to jesteście pewni, że za 10 lat on będzie miał jakoś tam ułożone życie, żona/mąż, dzieci, mieszkanie. A jak myślicie o sobie to w ogóle nie widzicie żadnej przyszłości, pustka, że wam się nigdy nie ułoży, że zawsze będzie taka wegetacja? W sensie wszystkim się ułoży ale mi na pewno nie. Już za późno, kto by mnie chciał No i wiem że takim
@senes: no, jestem w stanie się utożsamić z tym co piszesz. Szczególnie do mnie trafiło to z wątpliwościami, że ktoś może mnie na poważnie traktować. Ja wręcz reaguję agresją na okazujących mi sympatię ludzi, bo podświadomie pewnie nie wierzę, że mnie się da lubić, albo czuję, że jeśli ktoś mnie lubi to musi z nim być coś mocno nie tak. A jak mi się ktoś żali, to zwykle sobie myślę
@senes: no ja tak mam, ale pogodziłem się z tym. Od kiedy mam opinię psychologa o tym, że mam aspergera to już nawet nie robię sobie nadziei, że coś się zmieni. Tak jak pogodzeni ze swoim zerowym życiem seksualnym są inwalidzi sparaliżowani od pasa w dół, tak ja jestem pogodzony ze swoim zerowym życiem emocjonalnym. Nie ma i nie będzie takiej różowej, z którą bym się dobrze dogadywał.
No i wiem że takim