Hosea zdenerwowany biegał po swoim obozie wyraźnie czegoś szukając. Przeszukał każdą skrzynkę i beczkę, zajrzał w każdy kąt, obrócił wszystko do góry nogami, ale nie znalazł tego czego szukał. Ktoś go okradł. Przeklęci skazańcy, ledwo przyszli nowi, a on sam stał się gołodupcem. Sakiewka z całą jego rudą i najlepszy łuk jaki kiedykolwiek ktoś miał w Kolonii zniknęły. Pal czort rudę, łuk jest problemem. Hosea nawet nie myślał o posiadaniu
Dwóch mężczyzn rozmawiało za sobą, gdy zwrócili uwagę na zbliżającą się do nich postać. Od razu zniechęcenie dopadło ich twarze. To był ten dupek Billy. Młodzieniec szedł niezdarnym krokiem ku nim z twarzą nieskażoną żadną głębszą myślą, szczerząc się przy tym głupio. Już wiedzieli, że niczego ciekawego się od niego nie dowiedzą, bo czy to wskutek łomotu po dostaniu się do bariery, czy to wskutek poturbowania się pod przy jej przekraczaniu, czy
Dzień integracyjny nowych członków Bractwa przebiegł wyjątkowo udanie. Wieczorem gdy w całym obozie zapalono pochodnie, trzy postacie niepewnym krokiem stąpały po kładkach łączących suche części obozu z tymi znajdującymi się pod wodą. Idący na przodzie grupy południowiec zatrzymał się nagle i zamaszystym ruchem odwrócił się do pozostałej dwójki. Zmrużył oczy starając się skupić wzrok. - Ja już doma prawie - Dreszcz zatoczył ręką szerokie koło wskazując wschodnią stronę obozu. - PKOOOOOOOOOOOOOOO! - zaskrzeczał ścierwojad
Śmieszny ten typ w żółtym kapeluszu, kiedyś widziałem takiego w cyrku - pomyślał Roderic. Sędzia skończył odczytywanie wyroku a grupa królewskich żołnierzy zrzuciła Roderica za magiczną barierę. Uderzył w wodę z głośnym pluskiem i z trudem udało mu się wypłynąć na powierzchnię a następnie dotrzeć do piaszczystego brzegu. Tam czekała na niego już banda Bullita. - Cześć, jestem... Nie zdążył się przedstawić. Jeden ze strażników walnął go pięścią. Roderic zemdlał.
Kierunek filozoficzny zapoczątkowany w Khorinis przez Mariana Wryja, w roku który nie ma znaczenia dla definicji. kontynuowany także w czasach pobytu w Górniczej Kolonii niedaleko Khorinis. Podobnie jak w większości kierunków filozoficznych Myrtany dla wyznawców Wryjizmu najważniejszą dziedziną filozofii była etyka obijania mordy – uważali oni, że podstawowym zagadnieniem filozoficznym jest szczęście, które upatrywali w regularnym spuszczaniu wp#$^@lu tym, którzy na niego zasłużyli.
Epikureizm jest jedną z czterech najważniejszych filozofii
Dzisiejsza część przybliży wam kolejne dwie bestie zamieszkujące kolonię karną. Krwiopijce i wilki. Choć różniące się od siebie w każdym calu obie niebezpieczne.
Moritz, weteran armii króla Rhobara II, skazany za kłusownictwo
Słońce grzało nieznośnie, a skuci łańcuchami skazańcy wlekli się z mozołem pod górę. Prowadzący grupę strażnicy, odziani w niewygodne i ciężkie pancerze, zalewali się potem. Szczęśliwym zrządzeniem losu dowodzący oficer posiadał odrobinę rozumu i co jakiś czas zarządzał postoje na odpoczynek. Droga dłużyła się wszystkim niemiłosiernie. Więźniowie, osłabieni kilkutygodniowym transportem na statku, ledwie dawali radę iść. Po czasie, który wydawał się im wiecznością, dotarli
@pocotosienoginoco: - Zorg - przedstawił się olbrzym - Zorg Klocuch - dodał po chwili wahania. Myślał intensywnie. Mama mu mówiła, że to ważne. Zmarszczył czoło. A tak. Mówić pełnymi zdaniami. - Jestem Zorg Klocuch proszę Pani Ruda - po czym wyszczerzył się dumny z siebie. - O, a co taki olbrzym robi tu sam? - Ściana. - Znów zmarszczenie brwi. Intensywny wysiłek umysłowy. - Buduja ściana. - O na pewno Ci zimno w samotnie
- … zostałeś skazany na zesłanie do Górniczej Doliny za kradzież, obrazę wielmożnego kapłana Innosa oraz rozbój. Jakieś ostatnie słowa, skazańcu Mściworze?
Skazaniec wbił wzrok w ziemię, nie powiedział nic. Strażnicy trzymając aresztowanego za ramiona chichotali z dość nietypowego imienia więźnia. Urzędnik zwinął pergamin z wyrokiem i westchnął.
Niebawem kolejny skazaniec stanął przed ścianą błękitnej osłony. Wychudzony, zarośnięty jak rasowy bezdomny z portów Khorinis, mężczyzna powędrował wzrokiem w dół, ku małemu obszarowi wodnemu. Zrzucą go czy zjedzie na dół?
- Za umyślne spowodowanie śmierci czekałby cię stryczek. Sam bym cię powiesił, wiesz? - W uchu usłyszał ospały głos strażnika, który się pochylił w jego stronę. - Chyba jesteś szczęśliwcem, chociaż założyłem się ze znajomym, że coś cię rozerwie na dole, jeszcze
- Co zmalowałeś? – zapytał podekscytowany skazaniec. Laszlo ocenił go po jednym spojrzeniu. Ot dzieciak, który trafi pod barierę zapewne przez jakąś głupotę. W tej chwili nieświadom jeszcze co go czeka.
- Świętokradztwo – odparł niechętnie. Ile jeszcze potrwa ta podróż? Różne rzeczy słyszał o kolonii górniczej i jeśli choć połowa jest prawdą, zapowiada się walka o przetrwanie. Lepiej nie zaczynać jej będąc zmęczonym długą podróżą.
Z wielkim niepokojem Nav'Ahn czekał na najnowsze wydanie bestiariusza Matthewsa. Bardzo lubił uczyć się nowych słówek co raz pytając Arena co to znaczy. W końcu jest! Dostał najnowsze wydanie.
"J..a... Ja! hy hy... s..z..c..z..u..r..... SZCZUR! JA SZCZUR! Ja Szczur!? Ja ORK! RRRAAAA!!!" wrzasnął w złości.
Jako doświadczony myśliwy Hosea tworzy bestiariusz. To najprostsza opcja, która umożliwia nowym zapoznanie co mogą spotkać w Kolonii. Zresztą wieczory są długie, a to całkiem przyjemne zajęcie. Gdyby tylko potrafił rysować...
W ciemnym rogu karczmy, rozmawiali ze sobą dwaj mężczyźni. - Słuchaj młody! - Nie nazywaj mnie tak. - Dobra, dobra. Jak ty się właściwie nazywasz? - Jestem Roderic! - Roderic, Sreric. Więc chcesz zarobić sporą sumkę?
Byłem sobie na konwencji korwinowców. Nagle się okazało, że mam przemawiać, no to wychodzę na scenę i zaczynam gadać. Rzucam tymi ich standardowymi hasełkami, które kupują kuce i mentalne gimbazy. Szał na sali, owacje na stojąco, sukces. WTEM, zza kulis wychodzi Robert Makłowicz, podchodzi do mikrofonu i mówi "A teraz ugotujemy was jak Słowaków" wciska jakiś guzik, podłoga się rozsuwa, cała widownia wpada do gara pod podłogą,
Hosea zdenerwowany biegał po swoim obozie wyraźnie czegoś szukając. Przeszukał każdą skrzynkę i beczkę, zajrzał w każdy kąt, obrócił wszystko do góry nogami, ale nie znalazł tego czego szukał. Ktoś go okradł. Przeklęci skazańcy, ledwo przyszli nowi, a on sam stał się gołodupcem. Sakiewka z całą jego rudą i najlepszy łuk jaki kiedykolwiek ktoś miał w Kolonii zniknęły. Pal czort rudę, łuk jest problemem. Hosea nawet nie myślał o posiadaniu
źródło: comment_1588145982kHuRZBE1eMZf4EMMcZS45e.jpg
Pobierz