
232 518 + 62 + 54 + 59 + 41 + 4 + 60 + 60 + 11 = 232 869
#hiszpania i masyw Sierra Nevada, organizowana wycieczka, przewodnicy na rowerach lecieli z nami, jedno tempo dla wszystkich. Jestem tam drugi raz, przepiękne miejsce.
Głównym celem było zrobienie tego zdjęcia. Poprzednim razem widziałem je u jednego z uczestników, ależ mu go zazdrościłem. Tym razem wszystko inne nie było istotne, liczyło się tylko wjechanie na Pico Veleta (poprzednio też wjechałem) i ustawienie się do tego zdjęcia.
Ale kolejno.
11km - Pierwszego dnia, rozpakowanie rowerów, przejażdżka po okolicy (Grenada)
60km - Grenada -> Cónchar, malownicza trasa wraz ze zjazdem wąską ściężką po krawędzi pomiędzy górą i przepaścią. Nocujemy w winnicy, pyszne jedzenie. Pierwsze zjazdy, pierwsze zakręty i już wpadłem w drzewo na jakimś luźnym piachu i wąskim fragmencie. Może 1km dalej (ten sam zjazd), kolejny raz wypadłem z trasy na jakiś korzeniach. Pamiętam z poprzedniego razu jeden zjazd, tam wtedy prowadziłem i to sporo. Teraz całość (lub prawie całość) zjechana.
60km - Cónchar -> Lanjarón, cały dzień pada temperatura spada do ~10* na jeszcze względnych wysokościach, większość z nas ma dreszcze. Rowery lądują w pokojach uczestników. Takiego syfu w hotelu to już dawno nie zostawiłem
4km - Lanjarón - umyć rower
41km - Lanjarón -> Capileira, ubranie nie wyschło, na trasie syf. Ale z tego dnia zapamiętam zjazd... ~30%, najdłuższa prosta miała może 15m, po mokrym betonie, a na środku były kamienie (otoczaki jakieś) - ślisko jak nie wiem, wszyscy mieli spalone hamulce po tym zjeżdzie... aaa, trwał on jakieś 500-700m - niby nie dużo, ale wystarczyło. Cały czas trzeba było balansować na prawie zablokowanym kole, jak się rozpędzi chociaż lekko - traci się kontrolę.
59km - Capileira -> Pico Veleta -> Carretera - mordo dzisiaj tylko jedna górka..zaczynamy na ok 1450m, kończymy na 3398m.... na górze miejscami leżą płaty śniegu. Z tego miejsca właśnie jest zdjęcie.
54km - Carretera -> Güejar Sierra - powinno być spokojniej, ale przewyższeń więcej niż dzień poprzedni. Na jednym z singli obieram złą linię, wpadam w wielkie kamienie, kompletnie nie mam pomysłu jak się z tego wykaraskać przed zbliżającymi się drzewami - więc się w-------m. Później straciłem masę pewności siebie i chęci do jazdy, ale zrobiłem jeszcze dodatkową górkę... na zjeździe prawie całość prowadziłem, wielkie kamienie, dziury, korzenie, luźne kamienie... po upadku straciłem trochę mental do tego.
62km - Güejar Sierra -> Grenada - powrót do pierwszego hotelu. Na końcu kilka zjazdów po luźnych kamieniach, znowu jakieś głazy.. ale to już jechałem.
Każdego dnia w górę było ok 2km. Za każdym razem jak wchodziliśmy gdzieś na 2km+ (wysokości względnej) to zaczynało się ciężko oddychać, na samej Pico Veleta - to już w ogóle.
Każdego dnia w dół były zjazdy tak strome, że ciężko byłoby z nich nawet zejść, luźne kamienie, korzenie, wielkie kamienie. Techniczne bardzo. Po ich zjechaniu człowiek czuje się naprawdę świetnie, adrenalina niesamowita. Na prawie każdym z nich ma się wrażenie, że najmniejszy błąd może skończyć się tragicznie. Dawno nie miałem tak, że schodziłem z roweru na zjeździe bo się go zwyczajnie bałem.
A to wszystko na HT! jako jedyny uczestnik! (Aby być w 100% precyzyjnym - jeszcze jedne przewodnik miał HT).
Połowa grupy jechała na elektrykach, ale oni lecieli po GPS i czasami innymi trasami, bo w niektóre miejsca e-bike miał zakaz, albo zwyczajnie by się nie zmieścił.
#rowerowyrownik #mtb #rower
Skrypt | Statystyki | FAQ
#hiszpania i masyw Sierra Nevada, organizowana wycieczka, przewodnicy na rowerach lecieli z nami, jedno tempo dla wszystkich. Jestem tam drugi raz, przepiękne miejsce.
Głównym celem było zrobienie tego zdjęcia. Poprzednim razem widziałem je u jednego z uczestników, ależ mu go zazdrościłem. Tym razem wszystko inne nie było istotne, liczyło się tylko wjechanie na Pico Veleta (poprzednio też wjechałem) i ustawienie się do tego zdjęcia.
Ale kolejno.
11km - Pierwszego dnia, rozpakowanie rowerów, przejażdżka po okolicy (Grenada)
60km - Grenada -> Cónchar, malownicza trasa wraz ze zjazdem wąską ściężką po krawędzi pomiędzy górą i przepaścią. Nocujemy w winnicy, pyszne jedzenie. Pierwsze zjazdy, pierwsze zakręty i już wpadłem w drzewo na jakimś luźnym piachu i wąskim fragmencie. Może 1km dalej (ten sam zjazd), kolejny raz wypadłem z trasy na jakiś korzeniach. Pamiętam z poprzedniego razu jeden zjazd, tam wtedy prowadziłem i to sporo. Teraz całość (lub prawie całość) zjechana.
60km - Cónchar -> Lanjarón, cały dzień pada temperatura spada do ~10* na jeszcze względnych wysokościach, większość z nas ma dreszcze. Rowery lądują w pokojach uczestników. Takiego syfu w hotelu to już dawno nie zostawiłem
4km - Lanjarón - umyć rower
41km - Lanjarón -> Capileira, ubranie nie wyschło, na trasie syf. Ale z tego dnia zapamiętam zjazd... ~30%, najdłuższa prosta miała może 15m, po mokrym betonie, a na środku były kamienie (otoczaki jakieś) - ślisko jak nie wiem, wszyscy mieli spalone hamulce po tym zjeżdzie... aaa, trwał on jakieś 500-700m - niby nie dużo, ale wystarczyło. Cały czas trzeba było balansować na prawie zablokowanym kole, jak się rozpędzi chociaż lekko - traci się kontrolę.
59km - Capileira -> Pico Veleta -> Carretera - mordo dzisiaj tylko jedna górka..zaczynamy na ok 1450m, kończymy na 3398m.... na górze miejscami leżą płaty śniegu. Z tego miejsca właśnie jest zdjęcie.
54km - Carretera -> Güejar Sierra - powinno być spokojniej, ale przewyższeń więcej niż dzień poprzedni. Na jednym z singli obieram złą linię, wpadam w wielkie kamienie, kompletnie nie mam pomysłu jak się z tego wykaraskać przed zbliżającymi się drzewami - więc się w-------m. Później straciłem masę pewności siebie i chęci do jazdy, ale zrobiłem jeszcze dodatkową górkę... na zjeździe prawie całość prowadziłem, wielkie kamienie, dziury, korzenie, luźne kamienie... po upadku straciłem trochę mental do tego.
62km - Güejar Sierra -> Grenada - powrót do pierwszego hotelu. Na końcu kilka zjazdów po luźnych kamieniach, znowu jakieś głazy.. ale to już jechałem.
Każdego dnia w górę było ok 2km. Za każdym razem jak wchodziliśmy gdzieś na 2km+ (wysokości względnej) to zaczynało się ciężko oddychać, na samej Pico Veleta - to już w ogóle.
Każdego dnia w dół były zjazdy tak strome, że ciężko byłoby z nich nawet zejść, luźne kamienie, korzenie, wielkie kamienie. Techniczne bardzo. Po ich zjechaniu człowiek czuje się naprawdę świetnie, adrenalina niesamowita. Na prawie każdym z nich ma się wrażenie, że najmniejszy błąd może skończyć się tragicznie. Dawno nie miałem tak, że schodziłem z roweru na zjeździe bo się go zwyczajnie bałem.
A to wszystko na HT! jako jedyny uczestnik! (Aby być w 100% precyzyjnym - jeszcze jedne przewodnik miał HT).
Połowa grupy jechała na elektrykach, ale oni lecieli po GPS i czasami innymi trasami, bo w niektóre miejsca e-bike miał zakaz, albo zwyczajnie by się nie zmieścił.
#rowerowyrownik #mtb #rower
Skrypt | Statystyki | FAQ

- Najlepsze
- Wszystkie komentarze







Polecam Leogang albo Livigno w drodze powrotnej ;-)