@mirko_anonim: Mylisz pojęcia, bo dobroć nie oznacza naiwności i bycia frajerem. Sam jestem bezinteresowny z natury i co do zasady daję ludziom na starcie jakis kredyt zaufania (chyba ze juz od poczatku wyczuwam zly vibe i zauwazam ostrzegawcze sygnały), ale nie pozwalam się też dymać. To jest naprawdę łatwe do oddzielenia, wystarczy trochę intelektu, żeby dobrze czytać sytuacje oraz charakteru, by nie bać się postawić i powiedzieć "nie".
@mirko_anonim: przeświadczenie o tym że jesteś za dobry na ten świat oraz przekonanie że sukces w życiu jest pochodną bycia złym, to są zaburzenia narcystyczne jak z podręcznika
Jestem w tym samym miejscu. Dotarło to do mnie podczas konfliktu w pracy. Ludzie potrafią eskalować problemy, zamiast szukać rozwiązań. Może też tak powinienem? Może moja taktyka łagodzenia sporów jest błędna? Nie wiem.
@czescmampytanie: To jest dylemat typu iść do normalnej pracy czy założyć OFa, czyli dla mnie żaden dylemat. Jasne, że bycie wyrachowanym sqrwielem nieraz popłaca (i to nie jest jakieś wyjątkowe dla naszych czasów, bo tak było zawsze - vide "Książę" Machiavellego. Kiedyś może ludzie się z tym faktycznie bardziej kryli, ale moralność zawsze była i będzie balastem w dązeniu do celu i maksymalizacji zysków, niezależnie od czasów).
@czescmampytanie: Ostatecznie to jest zawsze kwestia priorytetów, jak wszystko w życiu. Możesz schować moralność/zasady do kieszeni, żeby osiągnąć "sukces" (jakkolwiek go definiujesz) i może nawet ujdzie ci to pozornie płazem. Ale raz że będziesz musiał umieć spojrzeć w lustro i zasnąć w nocy, a dwa że nawet łamiąc wszelkie reguły moralne nie masz gwarancji, że swój cel osiągniesz (cnotę stracisz, a rubla nie zarobisz jak to się kiedyś mówiło). Dla
Twoim problemem
Komentarz usunięty przez autora
Nie trzeba się
@schweizer: bycie s--------m nie jest wyjątkowe, ale to jak bardzo uchodzi płazem nim bycie już jest.
przecież nikt tu nie mówi ze świat jest czarno-biały, tylko zwracam uwagę na fakt. że coraz trudniej jest być dobrym, a coraz