✨️ Obserwuj #mirkoanonim 4 lata temu doznałam traumy medycznej, potem cierpiałam na depresję i PTSD (wcześniej żadnych problemów psychiatrycznych). Ciężko nad tym pracowałam i z depresji wyszłam, staram się ogarnąć zniszczone życie. Została mi tylko silna fobia przed lekarzami i robieniem badań oraz tamtą chorobą (nad tym też pracuję, ale to znacznie cięższe), która do dziś nie została zdiagnozowana. Od tamtej pory ani razu nie byłam u lekarza, poza dentystą i ginekologiem – oni mnie nie przerażają :D
Miesiąc temu, po latach, ta choroba wróciła. Musiałam porobić badania, przed którymi mam fobię. Stres jest tak silny, że wymiotuję i dostałam skurczu w obydwu nogach ze stresu. Prawie nie mogę chodzić, czekam właśnie na umówienie wizyty u fizjoterapeuty. Wydarzenie, które myślałam, że do tej pory będę już przechodziła tylko w myślach i na terapii, odtwarza się na moich oczach. To wygląda dosłownie tak samo jak wtedy. Cudem, dosłownie cudem, wychodząc od kontrolnej wizyty u ginekologa, żeby wykluczyć pochodzenie bólu w USG, odważyłam się jej powiedzieć, przez co przeszłam. Ona od razu dała diagnozę, co to było te kilka lat temu i że mogło wrócić, i powiedziała mi, jaki test da się zrobić. Jeśli to jest to, to da się to wyleczyć. To bakteria, która powinna być brana pod uwagę przez lekarzy przy wynikach, jakie miałam, i bardzo specyficznych objawach, ale żaden lekarz na to nie wpadł. Żadnej specjalności, również takiej, która powinna była zdiagnozować to od ręki. Objawy pokrywają się w 100% z moimi, ale ponieważ zakażenie jest przewlekłe, musi być leczone jak najszybciej.
W poniedziałek muszę zrobić test PCR na to. Niestety na test czeka się 5 dni, a ja zamieniłam się we wrak człowieka. Boli mnie całe ciało, ciągle płaczę, nie potrafię sobie poradzić z czekaniem i z myślą, co jeśli z testu nic nie wyjdzie. Nie mam już nadziei. Czuję przechodzące przez moje ciało fale adrenaliny i serce mi bije bardzo szybko non stop. Mam ciągłe flashbacki.
Dodatkowo odważyłam się pójść do lekarki rodzinnej na NFZ kilka dni wcześniej. Zbadała mi morfologię i zrobiła posiew moczu (wtedy też wychodził czysty, a tej bakterii nie da się wykryć w ten sposób). Zastanawiała się chwilę, po czym otworzyła moją ostatnią historię recept. Tam były tylko recepty od psychiatry – wtedy jej nastawienie do mnie zmieniło się o 180 stopni. Powiedziała, że powinnam się leczyć na głowę, i że jej diagnoza to IBS (bo ciągły, ćmiący, zapalny ból w podbrzuszu, w pęcherzu moczowym i ból miednicy w momencie, gdy posiew i badania moczu wychodzą OK – uznała, że to po prostu brzuch mnie boli ze stresu, bo przecież pacjent psychiatryczny jest odporny na wszelkie choroby, a nawet jak nie, to one są tylko w jego głowie xD). CRP mam w normie – przy przewlekłym zakażeniu tą bakterią, przynajmniej na początku objawów, CRP może być w normie. A ona powiedziała mi: „nie ma pani w sobie ani jednej bakterii, bo CRP jest w normie”. Mam nadzieję, że zostały mi chociaż bakterie w jelitach xD.
Wyparłam to na kilka dni. Normalnie pewnie bym olała, ale dzisiaj dotarło to do mnie i czuję się jeszcze gorzej, bo wiem, że jestem zestresowana moim stanem. A patrząc w historię recept, że brałam antydepresanty i leki przewlekłe na PTSD, żaden lekarz nie potraktuje mnie poważnie. I tak nie ma sensu do nich chodzic. Kiedys tak nie myslałam. Boję się, że zostanę z tym sama i będę musiała chodzić z tym bólem może latami, a on był wtedy tak strasznie silny. Nie wiem, po co to piszę. Chyba chciałam się gdzieś wyżalić. #zdrowie #zalesie
4 lata temu doznałam traumy medycznej, potem cierpiałam na depresję i PTSD (wcześniej żadnych problemów psychiatrycznych). Ciężko nad tym pracowałam i z depresji wyszłam, staram się ogarnąć zniszczone życie. Została mi tylko silna fobia przed lekarzami i robieniem badań oraz tamtą chorobą (nad tym też pracuję, ale to znacznie cięższe), która do dziś nie została zdiagnozowana. Od tamtej pory ani razu nie byłam u lekarza, poza dentystą i ginekologiem – oni mnie nie przerażają :D
Miesiąc temu, po latach, ta choroba wróciła. Musiałam porobić badania, przed którymi mam fobię. Stres jest tak silny, że wymiotuję i dostałam skurczu w obydwu nogach ze stresu. Prawie nie mogę chodzić, czekam właśnie na umówienie wizyty u fizjoterapeuty. Wydarzenie, które myślałam, że do tej pory będę już przechodziła tylko w myślach i na terapii, odtwarza się na moich oczach. To wygląda dosłownie tak samo jak wtedy. Cudem, dosłownie cudem, wychodząc od kontrolnej wizyty u ginekologa, żeby wykluczyć pochodzenie bólu w USG, odważyłam się jej powiedzieć, przez co przeszłam. Ona od razu dała diagnozę, co to było te kilka lat temu i że mogło wrócić, i powiedziała mi, jaki test da się zrobić. Jeśli to jest to, to da się to wyleczyć. To bakteria, która powinna być brana pod uwagę przez lekarzy przy wynikach, jakie miałam, i bardzo specyficznych objawach, ale żaden lekarz na to nie wpadł. Żadnej specjalności, również takiej, która powinna była zdiagnozować to od ręki. Objawy pokrywają się w 100% z moimi, ale ponieważ zakażenie jest przewlekłe, musi być leczone jak najszybciej.
W poniedziałek muszę zrobić test PCR na to. Niestety na test czeka się 5 dni, a ja zamieniłam się we wrak człowieka. Boli mnie całe ciało, ciągle płaczę, nie potrafię sobie poradzić z czekaniem i z myślą, co jeśli z testu nic nie wyjdzie. Nie mam już nadziei. Czuję przechodzące przez moje ciało fale adrenaliny i serce mi bije bardzo szybko non stop. Mam ciągłe flashbacki.
Dodatkowo odważyłam się pójść do lekarki rodzinnej na NFZ kilka dni wcześniej. Zbadała mi morfologię i zrobiła posiew moczu (wtedy też wychodził czysty, a tej bakterii nie da się wykryć w ten sposób). Zastanawiała się chwilę, po czym otworzyła moją ostatnią historię recept. Tam były tylko recepty od psychiatry – wtedy jej nastawienie do mnie zmieniło się o 180 stopni. Powiedziała, że powinnam się leczyć na głowę, i że jej diagnoza to IBS (bo ciągły, ćmiący, zapalny ból w podbrzuszu, w pęcherzu moczowym i ból miednicy w momencie, gdy posiew i badania moczu wychodzą OK – uznała, że to po prostu brzuch mnie boli ze stresu, bo przecież pacjent psychiatryczny jest odporny na wszelkie choroby, a nawet jak nie, to one są tylko w jego głowie xD). CRP mam w normie – przy przewlekłym zakażeniu tą bakterią, przynajmniej na początku objawów, CRP może być w normie. A ona powiedziała mi: „nie ma pani w sobie ani jednej bakterii, bo CRP jest w normie”. Mam nadzieję, że zostały mi chociaż bakterie w jelitach xD.
Wyparłam to na kilka dni. Normalnie pewnie bym olała, ale dzisiaj dotarło to do mnie i czuję się jeszcze gorzej, bo wiem, że jestem zestresowana moim stanem. A patrząc w historię recept, że brałam antydepresanty i leki przewlekłe na PTSD, żaden lekarz nie potraktuje mnie poważnie. I tak nie ma sensu do nich chodzic. Kiedys tak nie myslałam. Boję się, że zostanę z tym sama i będę musiała chodzić z tym bólem może latami, a on był wtedy tak strasznie silny. Nie wiem, po co to piszę. Chyba chciałam się gdzieś wyżalić. #zdrowie #zalesie
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Opublikuj swój własny wpis: Mirko Anonim
· Zaakceptował: RamtamtamSi
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: heracinsky