✨️ Obserwuj #mirkoanonim Pół roku temu, kilka dni po moich 30. urodzinach, odeszła moja mama – najbliższa mi osoba. Od momentu, gdy zdiagnozowano u niej czerniaka, to ja byłem jej wsparciem. Byłem jej kierowcą, który niemal zawsze zawoził ją na badania, a później codziennie odwiedzałem ją w szpitalu aż do ostatniego dnia. Byłem przy niej, gdy odeszła. W ciągu tych kilku lat naszej wspólnej walki choroba zmieniła naszą relację – staliśmy się bardziej przyjaciółmi niż tylko matką i synem. Chociaż nigdy nie powiedziałem jej, że ją kocham ani nie usłyszałem tego od niej.
Ktoś mógłby powiedzieć, że jestem maminsynkiem, ale czułem, że to mój obowiązek, by wspierać ją na każdym kroku, ponieważ nie mogła liczyć na mojego ojca ani bliższą rodzinę. Mimo upływu czasu, 1 listopada był dla mnie wyjątkowo trudnym dniem – po raz pierwszy poszedłem na jej grób, aby zapalić znicz. To doświadczenie było bardzo bolesne i nikomu go nie życzę.
Wciąż miewam chwile, gdy nie mogę uwierzyć, że to się naprawdę stało, i nie potrafię się z tym pogodzić. Potem jednak uświadamiam sobie, że nie ma już to znaczenia – nigdy więcej nie zamienię z nią ani słowa. Boję się, że powoli zaczynam zapominać jej głos i że z czasem utracę większość codziennych wspomnień z nią związanych. Bardzo chciałbym teraz usłyszeć od niej, że byłem dobrym synem, który jej nie zawiódł i był przy niej w najtrudniejszych chwilach.
Nie wiem, dlaczego to tutaj opisuję... chyba po prostu mam potrzebę wyrzucić to z siebie przed obcymi ludźmi, bo przed bliskimi wciąż nie umiem się otworzyć i powiedzieć, jak naprawdę się czuję. Trzymajcie się, mirki i mirabelki, i pamiętajcie o swoich rodzicach – spędzajcie z nimi czas, póki możecie.
@mirko_anonim: zachowałeś się jak dobry syn i jestem pewien, że wielokrotnie o tym twoja mama myślała podczas twojej nieobecności, samotnie zmagając się z chorobą.
Nie wiem skąd masz pomysł, że twoje dobre zachowanie ktoś mógłby ocenić negatywnie, że jesteś mamisynkiem.
@mirko_anonim: doskonale cię rozumiem. Jestem w podobnym wieku i też straciłem mamę, na początku tego roku - też nowotwór.
Opiekowałem się nią do samego końca, karmiłem, pomagałem się opiekować, widziałem jak odchodzi. Jestem silnym psychicznie facetem, bardzo twardo stoję na ziemi, ale wtedy parenaście razy dziennie krążyłem między pokojem szpitalnym i toaletą, tak by mama nie widziała że płacze. Ogarniałem się i wracałem do niej. Całkowicie zmiotło mnie to z
@mirko_anonim: Trzymaj się, świetnie Cię rozumiem. Ja też nie chciałem się przed nikim otwierać, bo nie umiem i według mnie nic to nie zmieni, dostałbym tylko nic nie znaczące gesty.
W moim przypadku był to nowotwór, który powodował zaburzenia świadomości, więc każdego dnia była inna osobą. Okropnie słuchało się osoby, która prosi Cię o pomoc, ale nic nie możesz więcej zrobić. (╯︵╰,)
@mirko_anonim: trzymaj się. moja mama na całe szczęście jeszcze żyje, ale już emerytura i te lata. coraz częściej i więcej myślę o tej chwili i zawsze ogarnia mnie przerażenie i ogromny smutek. nie mogę sobie wyobrazić przez co ty musisz i musiałeś przechodzić. współczuję i mam nadzieję, że jakoś się pozbierasz.
coraz częściej i więcej myślę o tej chwili i zawsze ogarnia mnie przerażenie i ogromny smutek
@Castellano: To samo mam. Nie potrafię tego sobie nawet wyobrazić, a z roku na rok coraz bardziej mnie to zaczyna męczyć. To będzie solidny strzał w morde od życia...
Pół roku temu, kilka dni po moich 30. urodzinach, odeszła moja mama – najbliższa mi osoba. Od momentu, gdy zdiagnozowano u niej czerniaka, to ja byłem jej wsparciem. Byłem jej kierowcą, który niemal zawsze zawoził ją na badania, a później codziennie odwiedzałem ją w szpitalu aż do ostatniego dnia. Byłem przy niej, gdy odeszła. W ciągu tych kilku lat naszej wspólnej walki choroba zmieniła naszą relację – staliśmy się bardziej przyjaciółmi niż tylko matką i synem. Chociaż nigdy nie powiedziałem jej, że ją kocham ani nie usłyszałem tego od niej.
Ktoś mógłby powiedzieć, że jestem maminsynkiem, ale czułem, że to mój obowiązek, by wspierać ją na każdym kroku, ponieważ nie mogła liczyć na mojego ojca ani bliższą rodzinę. Mimo upływu czasu, 1 listopada był dla mnie wyjątkowo trudnym dniem – po raz pierwszy poszedłem na jej grób, aby zapalić znicz. To doświadczenie było bardzo bolesne i nikomu go nie życzę.
Wciąż miewam chwile, gdy nie mogę uwierzyć, że to się naprawdę stało, i nie potrafię się z tym pogodzić. Potem jednak uświadamiam sobie, że nie ma już to znaczenia – nigdy więcej nie zamienię z nią ani słowa. Boję się, że powoli zaczynam zapominać jej głos i że z czasem utracę większość codziennych wspomnień z nią związanych. Bardzo chciałbym teraz usłyszeć od niej, że byłem dobrym synem, który jej nie zawiódł i był przy niej w najtrudniejszych chwilach.
Nie wiem, dlaczego to tutaj opisuję... chyba po prostu mam potrzebę wyrzucić to z siebie przed obcymi ludźmi, bo przed bliskimi wciąż nie umiem się otworzyć i powiedzieć, jak naprawdę się czuję. Trzymajcie się, mirki i mirabelki, i pamiętajcie o swoich rodzicach – spędzajcie z nimi czas, póki możecie.
#przemyslenia
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Opublikuj swój własny wpis: Mirko Anonim
· Zaakceptował: Jailer
Nie wiem skąd masz pomysł, że twoje dobre zachowanie ktoś mógłby ocenić negatywnie, że jesteś mamisynkiem.
Opiekowałem się nią do samego końca, karmiłem, pomagałem się opiekować, widziałem jak odchodzi. Jestem silnym psychicznie facetem, bardzo twardo stoję na ziemi, ale wtedy parenaście razy dziennie krążyłem między pokojem szpitalnym i toaletą, tak by mama nie widziała że płacze. Ogarniałem się i wracałem do niej. Całkowicie zmiotło mnie to z
W moim przypadku był to nowotwór, który powodował zaburzenia świadomości, więc każdego dnia była inna osobą. Okropnie słuchało się osoby, która prosi Cię o pomoc, ale nic nie możesz więcej zrobić. (╯︵╰,)
@Castellano: To samo mam. Nie potrafię tego sobie nawet wyobrazić, a z roku na rok coraz bardziej mnie to zaczyna męczyć. To będzie solidny strzał w morde od życia...
Wszystkiego dobrego!
〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰〰
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: Jailer