Aktywne Wpisy

Treść przeznaczona dla osób powyżej 18 roku życia...

wfyokyga +33
Dąb Bartek, najstarsze drzewo w Polsce i na świecie 🌲🌲🌲💪💪💪
źródło: temp_file8691625832687667644
PobierzSkopiuj link
Skopiuj link

źródło: temp_file8691625832687667644
PobierzRegulamin
Reklama
Kontakt
O nas
FAQ
Osiągnięcia
Ranking
Mireczki przyszłam się trochę pożalić i wypłakać.
Jestem na emigracji, z własnego wyboru (niebieski jest stąd, ma tu rodzicow i znajomych) i nie mam tu nikogo (poza niebieskim i dziećmi). Nie mogę znaleźć pracy, bo ciężko jest imigrantowi a szukam w zawodzie, nie chcę w wieku 35+ pracować fizycznie, skoro w Polsce miałam dobry zawód.
Ale nawet nie to jest najgorsze, a właśnie brak przyjaciół. I dobrych znajomych. Teraz jesteśmy na etapie, że większość ludzi poznajemy na placach zabaw, na zajęciach dla dzieci albo innych rodziców z przedszkola, ale za każdym razem jak próbuję nawiązać kontakt, to ta relacja jest taka na "cześć co słychać". Naprawdę staram się poznawać sporo ludzi i nawiązywać kontakty, zagadywać, ale to nie wychodzi poza taką znajomość powierzchowną. Jak proponuję spotkanie, to jest "jasne, pewnie" tylko nigdy do tego nie dochodzi. Ale jeśli spotkam się z tą samą osobą gdzieś przez przypadek, np. na placu zabaw, to kontakt jest, rozmowa się klei. Ale jak potem ma ta osoba umówić się ze mną na spotkanie, to zawsze jest jakaś wymówka. Nie rozumiem tego. Może tak jest, że ludzie tu po prostu chcą być mili żeby nie urazić ale tak naprawdę to mają cię w dupie. Mam tu jedną taką w miarę spoko laskę która jest też imigrantką, ale ona ma tu dużą rodzinę, sporo znajomych i swoje życie, nie chcę się tylko jej uczepiać.
Znajomi niebieskiego są raczej bez dzieci i też jakoś rzadko nas zapraszają gdzieś, bo byśmy musieli przyjść z dziećmi (nie mamy tu nikogo z kim byśmy mogli je zostawić a nie stać nas na opiekunkę), przychodzą do nas też baaardzo rzadko (raz na parę miesięcy ktoś się zjawi, choć zapraszamy często).
Męczy mnie to, bo jestem typem ekstrawertyka i nie potrafię być zdala od ludzi. A tu nie dość, że nie mam pracy (gdzie bym mogła chociaż z kimś pogadać), to jeszcze mam wrażenie, że ludzie mnie unikają bo jestem imigrantem. Albo nie wiem dlaczego, może ze względu na mój "polish smile". Staram się uśmiechać dużo, być miła, ale tutaj każdy już ma swoje grono znajomych. Nawet rodzice dzieci z przedszkola tworzą jakieś grupki i czuję się pomijana jak się umawiają na jakieś spotkania czy wydarzenia.
Ech, chce mi się płakać bo nie mam nawet z kim porozmawiać o tym, co myślę, o tym, co ciekawego ostatnio przeczytałam albo nawet skomentować jakieś obecne wydarzenia.
Powrót do Polski nie wchodzi w grę, zresztą tu też kontakty ze znajomymi się poluzowały bo śluby, dzieci, przeprowadzki znajomych na wieś albo gdzieś w ogóle daleko, znajomi z pracy na home office i w ogóle już im się nie chce nigdzie wychodzić więc po powrocie wcale by lepiej nie było.
Sorry że takie długie i przynudne, ale serio nawet nie mam się komu z tego pozwierzać. Został mi tylko wykop, gdzie przeglądam śmieszne obrazki, czasem się udzielam i w jakiś sposób chociaż dzięki Wam czuję się przynależna do jakiejś społeczności, nawet jeśli to społeczność - hehe - przegrywów. Przynajmniej na wykopie większość ma fajne poczucie humoru, którego też mi tu brakuje u ludzi. Dzięki za to że jesteście
tldr: jestem na emigracji i bardzo brakuje mi prawdziwej przyjaźni albo dobrych znajomych, ludzie tutaj mnie olewają, został mi tylko wykop
#emigracja #zalesie
─────────────────────
· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: Nighthuntero
· Autor wpisu pozostał anonimowy dzięki Mirko Anonim
Np ja lubię gry planszowe, w okolicy mamy tzw board Game room który ma publiczny WhatsApp do znalezienia kompanów.
Reszta to historia
@mirko_anonim: to nie czepiaj tylko zaproponuj że sama coś zorganizujesz i czy oni przyjda
@mirko_anonim: poczekaj, ale nie możesz dzieci z niebieskim zostawić albo jego rodzicami?