Nie popsuło się ( ͡°͜ʖ͡°) Tytuł niczym nie odstaje od topowych szaftowych produkcji, ba, według mnie lepszy od Arakawy, którą ostatnio widziałem (Arakawa miejscami potrafiła odpłynąć w totalną abstrakcję konfundującą widza). Tylko czemu jest to tak mało popularny tytuł? Może przez te stroje pokojówek, które sugerują bezbecki fanserwis albo jakieś moe? Konstrukcyjno-tematycznie jesteśmy tu zdecydowanie bliżej Sayonara Zetsubou Sensei, niż na początku mogło się wydawać. Praca w kafejce jest tylko pretekstem by w pierwszych odcinkach zapoznać nas z bohaterami oraz przedstawiać nowe postacie klientów. Im dalej w serię, tym więcej nowych elementów dochodzi, tworząc naprawdę fajny autorski miks SoL/komedii z bezbłędnie wplecionymi elementami społeczno-filozoficznymi. Na starcie narrator kreśli w kilku zdaniach jakiś temat, w obrębie którego kręci się najbliższe pół odcinka, po czym na koniec kolejnym zdaniem lub dwoma potrafi postawić to co zobaczyliśmy w nowym świetle, lub nawet wywrócić do góry nogami. I tak oglądało mi się to bez ani sekundy znużenia, aż do samego końca, gdzie zostałem uraczony świetnym, feelsowym odcinkiem.
Potężnym plusem tej serii jest praca aktorek głosowych, a zwłaszcza głównej bohaterki. Hotori nie tylko w sposób wyjątkowo ekspresyjny wyraża swoje kwestie, co w sposób fenomenalny ożywia postać, ale też buczy, rzęzi, jęczy, wyje, skwierczy, a nawet burczy, co doskonale wpisuje się w rolę lekko przygłupiej licealistki-lekkoducha. A gdy mamy jakąś kłótnię, nie sposób nie wyobrazić sobie jak kobitki w studio ciągną się za włosy przed mikrofonami. Turbo plus.
Jest tu mnóstwo szaftowskiej awangardy, od przedziwnego kadrowana, po całe typowe dla nich wtrącenia pomiędzy scenami. Nie raz przyjdzie nam obserwować akcję z pozycji fragmentarycznego odbicia w zupie lub refleksu w świeżo wypolerowanej klamce, a "kamera" potrafi wyjść z wnętrza szklanki i zawiesić się obok lampy na suficie, by zaraz potem zrobić zoom na lewego buta. Czasem potrafi postraszyć w tle paskudne CGI, ale całe szczęście zupełnie czym innym ten tytuł stoi, więc można przymknąć na to oko.
Jest to seria wyjątkowo specyficzna, trochę mniej hermetyczna i łatwiejsza w odbiorze niż SZS, ale mimo wszystko trzeba podejść do niej z odpowiednim nastawieniem. Ja bawiłem się wyśmienicie, wskakuje u mnie do topki.
https://myanimelist.net/anime/8726/Soredemo_Machi_wa_Mawatteiru
And Yet The Town Moves
Nie popsuło się ( ͡° ͜ʖ ͡°) Tytuł niczym nie odstaje od topowych szaftowych produkcji, ba, według mnie lepszy od Arakawy, którą ostatnio widziałem (Arakawa miejscami potrafiła odpłynąć w totalną abstrakcję konfundującą widza). Tylko czemu jest to tak mało popularny tytuł? Może przez te stroje pokojówek, które sugerują bezbecki fanserwis albo jakieś moe? Konstrukcyjno-tematycznie jesteśmy tu zdecydowanie bliżej Sayonara Zetsubou Sensei, niż na początku mogło się wydawać. Praca w kafejce jest tylko pretekstem by w pierwszych odcinkach zapoznać nas z bohaterami oraz przedstawiać nowe postacie klientów. Im dalej w serię, tym więcej nowych elementów dochodzi, tworząc naprawdę fajny autorski miks SoL/komedii z bezbłędnie wplecionymi elementami społeczno-filozoficznymi. Na starcie narrator kreśli w kilku zdaniach jakiś temat, w obrębie którego kręci się najbliższe pół odcinka, po czym na koniec kolejnym zdaniem lub dwoma potrafi postawić to co zobaczyliśmy w nowym świetle, lub nawet wywrócić do góry nogami. I tak oglądało mi się to bez ani sekundy znużenia, aż do samego końca, gdzie zostałem uraczony świetnym, feelsowym odcinkiem.
Potężnym plusem tej serii jest praca aktorek głosowych, a zwłaszcza głównej bohaterki. Hotori nie tylko w sposób wyjątkowo ekspresyjny wyraża swoje kwestie, co w sposób fenomenalny ożywia postać, ale też buczy, rzęzi, jęczy, wyje, skwierczy, a nawet burczy, co doskonale wpisuje się w rolę lekko przygłupiej licealistki-lekkoducha. A gdy mamy jakąś kłótnię, nie sposób nie wyobrazić sobie jak kobitki w studio ciągną się za włosy przed mikrofonami. Turbo plus.
Jest tu mnóstwo szaftowskiej awangardy, od przedziwnego kadrowana, po całe typowe dla nich wtrącenia pomiędzy scenami. Nie raz przyjdzie nam obserwować akcję z pozycji fragmentarycznego odbicia w zupie lub refleksu w świeżo wypolerowanej klamce, a "kamera" potrafi wyjść z wnętrza szklanki i zawiesić się obok lampy na suficie, by zaraz potem zrobić zoom na lewego buta. Czasem potrafi postraszyć w tle paskudne CGI, ale całe szczęście zupełnie czym innym ten tytuł stoi, więc można przymknąć na to oko.
Jest to seria wyjątkowo specyficzna, trochę mniej hermetyczna i łatwiejsza w odbiorze niż SZS, ale mimo wszystko trzeba podejść do niej z odpowiednim nastawieniem. Ja bawiłem się wyśmienicie, wskakuje u mnie do topki.