Wpis z mikrobloga

@Nizax: Bosz jak ja płakałam razem z kocykiem, chociaż słowo daję już nie pamiętam dlaczego.
Muszę obejrzeć jeszcze raz :)
Ps. Znalazłam na CDA :D
Będzie jutro oglądane z dziećmi.
  • Odpowiedz
@Nizax: 6 i 8. Młoda coś tam zaczyna przeżywać z tego co ogląda. Ale cholerka jak przeżyły Stalowego Giganta i Króla Lwa to i Toster dadzą radę.
  • Odpowiedz
Takie cukierkowe są dzisiejsze bajki - ani się wzruszyć, ani popłakać - trzeba im troszkę starszej szkoły pokazać.


@Nordri: phi, krol lew to bylo nic w porównaniu do paru japonskich bajek ma vhs, ktore widziałem w okolicach 92 roku. Cos, co mialo w tytule Trytona bodajże. Tam byly traumy, bo niektórzy bohaterowie gineli (z tego pamiętam wielkiego zolwie, ktory wcześniej przezywal meczarnie). Brrr ale sie ogladalo.
  • Odpowiedz
@Katedra_z_chlebkiem: Tak, Japończycy się nie patyczkowali - Grave of the fireflies, Księżniczka Mononoke. Inne gdzie cała wioska w panice opłakiwała dziecko, które zniknęło, a znaleźli tylko bucik przy sadzawce - lament, płacz, poszukiwanie kijami ciała itp.
Japońskie też dzieciom puszczam - sporo tego na netflixie jest. Ale póki co tylko 7+. Bo dopiero w tych bajkach 13+ zaczyna się jazda. Chociaż i te 7+ też są nieźle pokręcone :D
  • Odpowiedz
@Nizax: A ić. One są jakieś inne. Nawet na Królu Lwie nie płakały. I tu nie płakały (tylko się młoda trochę spięła przy scenie na wysypisku). Ja w sumie też nie płakałam, ale kołderka mnie dalej za serce chwytała :)
  • Odpowiedz