Wpis z mikrobloga

@Graner: szkoda trochę, bo w liceum wystarczyło się zakręcić koło organizacji dni otwartych i jako mat-fiz-inf robiłem kilka doświadczeń, bo wychowawczyni była chemiczką. "Flesz wodny", "termit" albo trijodek azotu, który wybucha od krzywego spojrzenia... Bawiło się ( ͡° ͜ʖ ͡°)
  • Odpowiedz
@Graner: Lekcje chemi były dla mnie drugim największym rozczarowaniem w szkole, zaraz po informatyce. Za to po histori nie spodziewałem się niczego a były to fajne lekcje.
  • Odpowiedz
@Graner: Oprócz fenoloftaleiny barwiącej się na malinowo po raz 10000000000 to całkiem fajne było np.: spalanie magnezu (nawet kolega patus ukradł trochę i rozdawał po szkole innym więc sobie to powtórzyłem w domu, tak się chyba robi granaty błyskowo-hukowe) czy eksperyment na fizyce z próżnią i telefonem grającym melodię (chodziło o pokazanie, że dźwięk to wibracje np powietrza i gdy go nie ma to nie ma dźwięku) albo zabawy pryzmatem.
  • Odpowiedz