Śniły mi się dzisiaj ogólnie jakieś śmieszne bzdury, ale ostatnia scena to p--------e złoto.
Jedziemy z ziomeczkami na wycieczkę szkolną (ale już dorośli tak jak teraz, więc w sumie wtf) i heheszki itd.
W pewnym momencie autokar się zatrzymuje i dosiada się S.A. Wardęga ze swoimi kumplami, a ja od razu zaczynam się z nim przerzucać wyzwiskami i obelgami, tak jakbyśmy się dawno znali i mieli jakieś zatargi.
Ostatecznie rzucam mu przez cały autobus "WARDĘGA
Jedziemy z ziomeczkami na wycieczkę szkolną (ale już dorośli tak jak teraz, więc w sumie wtf) i heheszki itd.
W pewnym momencie autokar się zatrzymuje i dosiada się S.A. Wardęga ze swoimi kumplami, a ja od razu zaczynam się z nim przerzucać wyzwiskami i obelgami, tak jakbyśmy się dawno znali i mieli jakieś zatargi.
Ostatecznie rzucam mu przez cały autobus "WARDĘGA

















