Smutno mi trochę czasami, bo urodziłem się na totalnej wiosce i lata młodości spędziłem mając jednego znajomego, który mieszkał 2 km dalej. Jadąc do niego na rowerze zawsze goniły mnie psy. Boisko do piłki kosili raz do roku, więc kopaliśmy gałę w trawie po kolana. Dziewczyn nie było żadnych w okolicy, do 19 roku życia byłem na jednej imprezie u znajomych. Autobus do najbliższego miasta jechał godzinę i był jeden dziennie. Poza
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@cynamonowazaslona: nie mieliśmy szans, to było duże „boisko” i nikt by nam nie dał prywatnej kosiarki. Byliśmy zdani na łaskę gminy, bo to oni zarządzali terenem i zamawiali rolników którzy kosili traktorem. Czasami graliśmy na łące obok. W sumie to kit z tym boiskiem, nas było dwóch xD
  • Odpowiedz