Gin z polskich chwastów, czyli destylat patriotyczny

Mikrogorzelnia postanowiła udowodnić, że nie trzeba jechać do Londynu po dobry gin – wystarczy wyjść na łąkę z koszykiem i ambicjami. Polskie botaniki, takie jak jałowiec, dzika róża czy krwawnik, to nie żaden folklor dla turystów, tylko poważne aromaty z tradycją sięgającą XVII wieku, kiedy gin był przepisywany jako lekarstwo. W PRL-u też mieliśmy rodzime zioła, ale raczej w herbacie ze słoika na działce, nie
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Co jest bardziej p------e?

Co jest bardziej pojebane?

  • Lato z radiem 17.6% (9)
  • KSeF 33.3% (17)
  • Lippy and Messi 31.4% (16)
  • Łyko, ciemiączko 11.8% (6)
  • Fotografia 5.9% (3)

Oddanych głosów: 51

  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@bleton: Tanqueray chyba nie ma wcale cytrusów? Tylko nie pamiętam czy zwykły czy no. 10, a nie będę pił o 12.
Nie pijam ginu do jedzenia, ale tatar brzmi dobrze.
Pasują np. jeżyny, ale jak już idziesz w tę stronę to zrób sobie bramble.
  • Odpowiedz
Treść przeznaczona dla osób powyżej 18 roku życia...
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Treść przeznaczona dla osób powyżej 18 roku życia...
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Treść przeznaczona dla osób powyżej 18 roku życia...
  • 4
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach