1. Wpisujesz w Google 'aceplayer'. 2. Ściągasz go w kilka chwil bo waży 75mega. 3. Instalujesz w kilka chwil. 4. Wpisujesz w Google 'ace stream links reddit' 6. Wybierasz interesujący Cie język i jakość. 7.Kopiujesz do playera link. 8. Klikasz Play. 9. Oglądasz i nie trujesz dupy o stream lub nie placzesz ze tnie na stronie z Meksyku. 9. Jesteś ustawiony na cale euro. P.S. Można nawet podlaczyc laptop/komputer do telewizora kablem
@MrDigBick: Dziękuję! Opcja też jest taka, że ściągnąłem ten Ace - tylko, że klikając w niego, w ogóle się nie otwiera, i pojawiła się jakaś dziwna wtyczka w google chrome.
Z racji, że Rumunia zagrała świetny mecz, myślę, że warto przypomnieć zwycięski skład kaiserslautern z meczu z bayernem w sezonie 97/98: Reinke, Kadlec, H. Koch (31. Hristov), Kuka, Marschall, Ratinho (75. Reich), Roos, Schjönberg, Schäfer, Sforza, M. Wagner
Ogólnie, to zbieram się właśnie do pracy. I zazdroszczę ludziom, którzy robią to, co lubią i koszą klops. Stanie w Saturnie, na dziale usług, 11h, tak bardzo przeczy mojej artystycznej wizji życia. Powtarzam sobie jestem wolnym człowiekiem ale co to znaczy? Że jestem anarchistą? Ateistą? Że potrafię od ręki porzucić coś, na czym mi nie zależy, a zarazem siła zarabiania pieniędzy jest ponad to? Wiele sprzeczności, idę naraz w lewo i w
#mecz Z racji tego, że #atletico awansowało do finału #ligamistrzow to myślę, że warto przypomnieć zwycięski skład Kaiserslautern z meczu z Bayernem w sezonie 97/98:
Reinke, Kadlec, H. Koch (31. Hristov), Kuka, Marschall, Ratinho (75. Reich), Roos, Schjönberg, Schäfer, Sforza, M. Wagner
Realność jest płaska, przeraża mnie jej jednostajność, jej punkt zaczepienia - czas, cholernie mnie przeraża. Z każdą sekundą jestem coraz bardziej przerażony. Zdarzy mu się (zegarowi) tak postukać na ścianie sekundnikiem, że aż mnie przetrzepie z obrzydzenia. Przeraża mnie wszystko, co stałe, od zamarzniętej wody, po kable na moim biurku, poprzez drewno, klawisze, długopisy, ołówki, opakowania, spinacze, lampy, wszystko! Przerażają mnie ludzie o stałych poglądach; kim jesteś, gdy nie dopuszczasz, że to
Nie należę od osób, jakby to nazwać, odważnych? Przebojowych? Ale tamtego dnia coś mnie tknęło; akurat wracałem autobusem linii 696 w stronę Pętla Szarzów, czyli kursem, którym jeżdżę nieprzerwanie od czterech lat po zakończeniu pracy. Naprzeciwko mnie siedziała starsza pani, jak na swój wiek bardzo dobrze zbudowana, i schludnie wyglądająca, wiecie, żadne tam rajtki pod sandałki, tylko czyste pantofelki w kolorze beż, a na górze płaszcz jakby specjalnie pod te buciki uszyty.
Historia pierwszego dnia pracy, w dobrze nam znanym, sklepie Obi, napisana po mojemu.
Nagle, z materaca do łazienki, rano. Wcześniej, też nagle, budzik. A później, po łazience, pieprz tym młynkiem na pomidora i te buty na stopy. W drodze, w autobusie, ten pomidor na koszule, mówiłem nie prasuj, nikt nie prasuje. Czerwonawa ta plama, ścieram ręką, ale zamiast zetrzeć, wtarłem. Wysiadam na następnym, przechodzę na drugą stronę ulicy i wsiadam w ten