Jakoś tak rok temu wybrałem się na jarmark świąteczny do Manchester. Chyba po raz pierwszy. Prawie nie padało, ani żadnej ciężarówki przelatującej przez stragany nie widziałem. Ogólnie spoko. Ale co to za jarmark, bez grzanego wina? Tak więc podchodzę do baru. Kaucja za kubeczki i zamawiam. Wariant z brandy (żeby lepiej grzało hehe). Miły gość nalewa mi dosłownie trochę winka, kapie parę kropel brandy i dolewa do pełna... WRZĄTKIEM. Ja rozumiem, że
john-mose





