Jak byłem w Warszawie pierwszy raz w życiu w roku 2000 za dzieciaka, to to miasto było zaniedbane, przygnębiające i niebezpieczne. Trzymałem się za kieszeń idąc Dworcem Centralnym, żeby nikt mnie nie pozbawił mojej wymarzonej Nokii 3410i. To było siedlisko meneli i ćpunów z funkcją dworca (opcjonalnie). Potem idąc przez centrum cały czas nas ktoś zaczepiał, chciał coś sprzedać albo wyłudzić. Na patelni ludzie porozstawiani jak na rynku handlujący randomowymi rzeczami. Autobus

znikam5










