Nie oszukujmy się, film był słaby w porównaniu do np. "Strange Days". Co nie zmienia faktu, że do dzisiaj pamiętam moment wyjścia z seansu Matrixa i dla mnie to był w zasadzie pierwszy film który zrobił na mnie takie mega wrażenie, dla mnie Keanu zawsze będzie kojarzył się z rolą Neo nie Johnem Wickiem, mimo że Bill & Ted jest wręcz dla mnie kultowe ( ͡°͜ʖ͡°)
Obejrzałem w ramach przygotowań do Cyberpunka zupełnie niedawno. Ale wcześniej przeczytałem opowiadanie Gibsona na którym bazuje. Film nie jest sam w sobie taki zły, ale strasznie skopali dynamikę między Johnnym a Molly. W opowiadaniu to jakoś lepiej się kupy trzymało. Johnny był cienias, za to Molly nawalała jak mało kto. A w filmie zrobili z Johnnego jakiegoś superbohatera prawie i jest mu ta Molly (którą przerobili na Jane) potrzebna jak rybie ręcznik.
Komentarze (117)
najlepsze
Komentarz usunięty przez moderatora
Warto obejrzeć. ( ͡° ͜ʖ ͡°)