Wpis z mikrobloga

757 + 1 = 758

Tytuł: Imię róży
Autor: Umberto Eco
Gatunek: literatura piękna
Ocena: ★★★★★★★★★★
ISBN: 9788373928046
Tłumacz: Adam Szymanowski
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 756
Pod wpływem impulsu zajrzałem w wyszukiwarkę i spostrzegłem, że tej książki jeszcze nikt nie oceniał. Jakże to tak? Uznałem, że nie ma na co czekać, trzeba dodać, więc dodaję. Oto "Imię róży" ( ͡° ͜ʖ ͡°)-

Książka o której pewnie słyszał każdy, wielu czytało, a pewnie sporo z tych, którzy nie czytali, na dźwięk tytułu sumiennie kiwają głową, mówiąc "tak, dobre to, bardzo dobre", bo wiedzą, że znajomość tej książki to towarzyski awans. A znajomość i zrozumienie, rzucanie cytatami oraz faktami historycznymi to dwa awanse. Co najmniej dwa. Zachwycanie się tą książką to... hm, trochę jak posiadanie ekspresu do kawy. Prawie każdy pije kawę, ale tylko ten, co ma w domu ekspres, sygnalizuje, że ceni sobie rzeczy z głębią i zna się na temacie. Ale dobra, odrzućmy snobistyczne akrobacje i przejdźmy do meritum, a mówię to ja, posiadacz ekspresu do kawy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

"Imię róży" to książka głęboka, gruba (prawie 700 stron) i wielowymiarowa. Egzaltowana, ociekająca erudycją, barwna, wciągająca i... męcząca. Ale zmęczenie lekturą porównałbym do zmęczenia długim biegiem, a nie do zmęczenia po zjedzeniu czwartego kebabu, poprzedzonego pizzą na grubym cieście. Czyli to dobre zmęczenie, satysfakcjonujące.
Autor umiejętnie i bez jakiegokolwiek umiaru posługuje się anachronizmami oraz buduje szczegółowe (i oczywiście długie, takie bez umiaru) opisy, co znakomicie buduje klimat, ale bynajmniej nie przyspiesza lektury. Dysputy filozoficzne prowadzone na kartach książki przez tęgie umysły również wymagają od czytelnika sporego zaangażowania.
Sama historia jest do pewnego stopnia bardzo prosta - oto młody zakonnik, jeszcze nowicjusz, Adso z Melku towarzyszy swemu nauczycielowi, Wilhelmowi z Baskerville w czasie wizyty w pewnym opactwie Benedyktynów we Włoszech. W tajemniczych okolicznościach zginął jeden z mnichów, a w klasztorze za kilka dni odbędzie się ważna konferencja z udziałem inkwizycji i cóż, trzeba posprzątać, nim przyjadą możni - a więc kryminał na całego. Sprzątać będzie Wilhelm, a my przyjrzymy się wszystkiemu oczami Adso. Jak łatwo się domyślić, sprzątanie nie będzie proste, ani szybkie, na śmierci jednego mnicha się nie skończy, a Adso zobaczy rzeczy, o których nawet nie śnił wchodząc do klasztoru.

Literacka jakość książki leży w wielopoziomowej konstrukcji: dzieło jest jednocześnie kryminałem, thrillerem, precyzyjną (co niezwykle ważne) rekonstrukcją historyczną oraz refleksją nad naturą człowieka - jego pragnieniu wiedzy, dążeniu do prawdy i interpretacji rzeczywistości. Trzeba dodać, e choć akcja dzieje się w zacofanym średniowieczu, to idee podnoszone w rozmowach są ponadczasowe, a poglądy i postawy bohaterów wyprzedzają swoje czasy, nie sprawiając wrażenia zacofania. Umberto Eco z dużą zręcznością równoważy głębię intelektualną z narracyjnym napięciem, dzięki czemu mimo chronicznego wrażenia grzęźnięcia w tekście cały czas brniemy do przodu z pytaniem "co dalej"? . Powieść angażuje na wielu płaszczyznach - jednym dostarczy satysfakcji płynącej z rozwiązania zagadki, innym z obcowania z wzniosłymi ideami, a jeszcze innym dostarczy solidnej i podanej bądź co bądź w atrakcyjnym sosie, lekcji średniowiecznej historii. I to chyba właśnie to unikalne połączenie "wszystkiego ze wszystkim", podszyte właściwym sobie dowcipem i ironią, sprawiło, że książka stała się tak popularna na świecie, a intelektualna głębia tejże pompuje ego ego czytelnika, który przebrnął przez tekst.

Dla mnie? Bez wątpienia 10/10. To trudna książka, czyta się ją ciężko, ale przeczytać warto. Nietuzinkowa, inna, ale też napisana uczciwie - autor wiedział, o czym pisze, przyłożył się, nie leje wody - osobiście bardzo sobie to cenię. W wydaniu, które opisałem wyżej, mamy jeszcze posłowie, listy od autora, a nawet jego rysunki, co dodatkowo uatrakcyjnia całość, mamy bowiem okazję poznać trochę proces powstawania, cel i idee stojące za książką. Ostatecznie, po przeanalizowaniu wypowiedzi autora "Imię róży" można uznać za jeden wielki żart. Wyjątkowo wyrafinowany ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Ciekawostka: W jednej ze scen na widok bałaganu w pewnym wnętrzu Adso mówi "ale bigos". Pomyślałem sobie, skąd, kurde, bigos w XIV wieku we Włoszech? Sprawdziłem więc wpierw pochodzenie samego dania - Polska, XVII wiek. No to klops. Postanowiłem drążyć dalej i dotarłem do oryginału, tam bohater używa słowa "pandemonio". Wniosek? Tłumacza trochę poniosło ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ale mówię o tym dlatego, bo poza tym małym przytykiem, tłumacz, Pan Adam Szymanowski, też wykonał fantastyczną robotę i pięknie przetłumaczył tekst, przenosząc na język polski wszystkie opisy, metafory i dziwne zabiegi stylistyczne autora. Czyta się to z przyjemnością.

#bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #sredniowiecze #historia #imierozy #literaturapieknabookmeter
Majku_ - 757 + 1 = 758

Tytuł: Imię róży
Autor: Umberto Eco
Gatunek: literatura piękn...

źródło: 857504-352x500

Pobierz
  • 5
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@Majku_: to jedna z tych książek, przed którą miałam opory, bo „wszyscy polecają”. Wybrałam audiobooka (czyt. Globisz) - świetna rozrywka! I chyba ta forma pomogła w odbiorze (w ogóle nie miałam wrażenia, że książka jest trudna, wręcz wydawała mi się przystępna dla takiego ignoranta historycznego, jakim jestem)
I oczywiście dołączyłam do grona tych „wszystkich polecających” :)
  • Odpowiedz
  • 1
@Gorgonka: ja generalnie próbowałem drobiazgowo odtwarzać w głowie opisy, co czasem było męczące. Z audiobooków z kolei nie korzystam, nie potrafię, nie mogę, nie cierpię... wszystko sprowadza się do tego, że zdecydowanie wolę chłonąć książki wzrokiem :)
  • Odpowiedz
@Majku_: rozumiem Cię całkowicie! Imię Róży to jedyny audiobook, który przesłuchałam i pomimo tego, że bardzo mi się podobał, już na żaden się nie skusiłam (w było to kilka ładnych lat temu) :)
  • Odpowiedz