Wpis z mikrobloga

✨️ Obserwuj #mirkoanonim
Ogólnie jestem prawie od zawsze osobą z zaburzeniami lękowymi, nerwicą, ptsd itp. Ogólnie ciężkie doświadczenia i praktycznie od zawsze sam.
No i, zazwyczaj - siedziało się w depresji na dupie, za bardzo tak bez takiego "powietrza", w zyciu.
Zauważałem od zawsze u mnie taką przypadłość, że jak już raz gdzieś wychodzilo się ze znajomymi w czasie studiów na noc do klubu czy na festiwal na weekend pod namioty czy to pojechałem gdzieś w podróż na tydzień czy dwa do innego państwa czy na inny kontynent - zawsze, oddziaływało to mnie zdrowotnie psychologicznie. Na zasadzie że np. mogłem wrócić o 3 rano, a o 7 rano po 4h snu byłem zajebiście wypoczęty i pełen energii. Albo jak znajdowałem się w nowym dla siebie miejscu, całkowicie zdany tylko na siebie - to ja wtedy jak kwiat się rozkładałem, czujem jak ryba w wodzie i aż taki kołowrotek w dupie dostaję że to jest niepojęte, jakbym chciał nadrobić te stracone lata, zazwyczaj wtedy tak wychodziło na to że odtwarzałem tego siebie pierwotnego jaki jestem. Wszystko będąc uważnym (świadomym) ogarniałem, mocno wzrasta towarzyskość do ludzi (bo muszę rozmawiać bo muszę mieć informacje) totalnie bez problemu nawiązywanie relacji z obcymi itp.
No i też, jak normalnie jestem zamulony - tak po przyjeździe, zawsze jest jeszcze dzień do tygodnia tak naprawdę najlepiej, duże mniejsze są u mnie obawy, napięcie. Gdzie normalnie się czegoś lękam i nie zrobię, tak wtedy tego nie ma lub jest mocno mniejsze.

No i zastanawiam się, czy to co mam, jest tylko specyficzne dla mnie czy wszyscy tak mają a u mnie może ewent. dodatkowo jest to spotęgowane przez moje dolegliwości? Macie tak, jak wracacie skądś?
Nagle te rzeczy z którymi wiązaliście nadzieje na przyszłość, czujecie że moglibyście zrobić w przeciagu 5 dni pracy w jeden dzień a przede wszystkim nie macie strachu tego zacząć?
Jak np. wykonanie trudnego telefonu do kogoś, albo uwierzenie że coś potraficie, albo wzięcie dużego projektu na plecy w życiu jak coś za co niewygodnie było się zabrać (np. naprawa relacji z jakąś częścią rodziny) albo w pracy. W sensie znika jakieś zastanawianie się, zwlekanie. O - dużo bardziej CZUJĘ czego chce. Może tak to należy nazwać? :)
Czy u mnie te chęci do życia tak wzrastają przez pech jaki miałem i bodźce z przebywania w innym otoczeniu, czy u was też (jeśli ich nie macie, wiecie nigdy na nic takiego nie chorowaliście, byliście bez depresji itp. lub nie mieliście pierwotnie takiej osobowości jak ja dynamiczniaka oscarka xd) czy u was też coś takiego się pokazuje? Czy raczej jak skądś przyjeżdżacie to w zasadzie czujecie się bez większych różnic, z tym że w życiu nie macie problemów, zaległości, leków itp?

Myślałem tak sobie dzisiaj o tym i zastanawiam się nad przyczynami tego stanu, skąd to u mnie wyszło, jak to opanować może jakoś żeby było trwalsze, co mogę zrozumieć z całej tej mojej historii i jej efektów i jakie wnioski wyciągnąć żeby być takim trwałej, jak po powrocie skądś, żeby być zdrowszym psychicznie.
#psychologia #pytanie #podroze #podrozujzwykopem #zdrowie #psychoterapia



· Akcje: Odpowiedz anonimowo · Więcej szczegółów
· Zaakceptował: digitallord
· Autor wpisu pozostał anonimowy dzięki Mirko Anonim

  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

via mirko.proBOT
  • 0
Anonim (nie OP): Wiem doskonale o czym piszesz, do głowy mi przychodzi kilka rzeczy.

-Może są takie typy genów czy coś, u ludzi którzy muszą mieć często kontakt z drugą osobą inaczej "usychają."
-Może masz tak duży deficyt kontaktów z ludźmi w domu że takie wypady są tak intensywne i szokowe że powodują ogromny wyrzut hormonów czy czego tam.
-Może tak wygląda właśnie brak stałej partnerki przez co masz takie skoki, stała partnerka/
  • Odpowiedz
@mirko_anonim ciężko ci idzie formułowanie pytań i porządkowanie myśli. Wygląda na to, że w domu zabija cię stres i rutyna a raczej nuda życia codziennego. I właśnie po to ludzie wyjeżdżają na wakacje, urlopy czy weekendy by oczyścić umysł i się zrelaksować a nie siedzieć w piwnicy.
  • Odpowiedz