Wpis z mikrobloga

#anime #animedyskusja

https://myanimelist.net/anime/33433/Shuumatsu_no_Izetta

Izetta: The Last Witch

Historia osadzona w okresie drugiej wojny światowej, rozpoczyna się szaleńczą eskapadą księżniczki gotowej na wszystko by uratować swój kraj od ataku faszystów. Niestety, negocjacje i szukanie sojuszników nie przynoszą żadnych efektów, ale na całe szczęście dosłownie z nieba spada wiedźma z legend, która daje nadzieje na uratowanie królestwa.

Fajny klimatyczny soundtrack, ładne tła będące odwzorowaniem prawdziwych lokalizacji w Niemczech i Szwajcarii. Sporo się dzieje w scenach akcji, slice of life też nie najgorszy.

Ale niestety, tytuł całkowicie leży na jednym z najważniejszych elementów - postaciach. Mamy całą plejadę jednowymiarowych wydmuszek. Idealna księżniczka bez skazy ukochana przez cały naród. Idealna wiedźma bez skazy żyjąca dla swej ukochanej księżniczki. Całość złączona przecudowną klamrą yuribaitu, męczącą do usranej śmierci retrospekcyjną sceną jałowej ckliwości. Ciągnie się to aż do samego zakończenia, które zmusiło mnie do facepalmu. Aż człowieka mdli... Antagoniści jeszcze gorsi, zero jakiejkolwiek motywacji, źli bo tak. Choćby szczypta polotu mogłaby uratować tę historię, ale niestety, nie jest to nam dane. Przez chwile miałem nadzieje, że wprowadzenie postaci Sophie coś tutaj rozrusza, ale niestety to był tylko zwykły kapiszon.

W podsumowaniu tytuł całkiem przyzwoity, nawet delikatnie powyżej średniej. Jego podstawowym problemem jest to, że zapowiadał się o wiele, wiele lepiej, a wypalił się gdzieś w trzecim odcinku. Klasyczny fail to deliver. Gdyby ktoś miał ochotę na magiczne wiedźmy podczas wojny światowej to Tanya the Evil będzie tytułem lepszym pod każdym względem. Jak ktoś widział już Tanyę, no to cóż mogę powiedzieć - można, ale nie trzeba.
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach