Wpis z mikrobloga

Fajny artykuł o Lewym. #lewandowski
#motywacja #pilkanozna #lewandowski
https://www.theplayerstribune.com/posts/robert-lewandowski-bayern-munich-soccer?fbclid=IwAR19cIKgRdfD5IvYIp-LtxwZFK93vCtfSbuWae2qU9-40sjOtPYC93utimE

Kilka dni temu obudziłem się w łóżku, odwróciłem się i zobaczyłem coś dziwnego leżącego obok mnie na poduszce.

Wiesz, kiedy budzisz się z naprawdę dobrego snu i wszystko nadal wydaje się być snem? Cóż, moja pierwsza reakcja na zobaczenie tej rzeczy była jak, Co? Jak to się tu znalazło?

Miałem trochę mglistych wspomnień z ceremonii i odebrania nagrody. Ale wydawało się to zbyt dziwne, by mogło być prawdziwe.

Potem złapałem to i pomyślałem, że to nie był sen. To było prawdziwe.

Nazwali cię najlepszym piłkarzem na świecie.

I zabrałeś trofeum ze sobą do łóżka!

Hahahaha :-D

Naprawdę musiałem mocno popatrzeć na to trofeum, żeby zdać sobie sprawę z tego co osiągnąłem. Właściwie, nie, to nie do końca prawda. Jeśli jestem szczery, to nadal nie do końca zdawałem sobie z tego sprawę. Dzieci z Polski nie powinny być najlepsze na świecie.


Pozwólcie mi wyjaśnić coś o Polakach, a wtedy może zrozumiecie. Przed ceremonią wiedziałem, że miałem wspaniały rok z Bayernem Monachium. Wiedziałem, że mogę wygrać tę nagrodę. Może nawet na nią zasłużyłem. Ale w Polsce, mamy ten kompleks niższości. Nigdy nie mieliśmy nikogo, kto nazwałby nas najlepszym graczem na świecie. Kiedy jesteś dzieckiem, nie masz za sobą super gwiazd. Zwiadowcy zawsze mówią takie rzeczy, jak: "Jak na polskiego dzieciaka, jest całkiem sprawny." Więc mamy to uczucie, że nikt nigdy nie jest wystarczająco dobry - że nikt z nas nigdy nie dojdzie do szczytu.

Dzieciaki z Polski nie powinny być najlepsze na świecie. To po prostu nie powinno się zdarzyć. Więc kiedy otrzymałem trofeum, nie mogłem w to uwierzyć. Wiem, że ludzie myślą, że to banał, ale moje życie naprawdę zaczęło mi migać przed oczami. Widziałem moje pierwsze kroki z piłką, moje pierwsze mecze na błotnistych boiskach i wszystkich ludzi, którzy pomogli mi dojść do tego punktu.

To było jak film. Cały dramat rozgrywał się w trzech aktach, a ja chcę się z tobą podzielić tym filmem. Bo wiem, że w Polsce jest teraz przynajmniej jedno dziecko, albo w innym miejscu, w którym nie mają odwagi marzyć, które to docenią.

Film poszedł coś w tym stylu:


Akt I: Komunia

Kiedy byłem dzieckiem, miałem swoją pierwszą Komunię Świętą w miejscowym kościele. Dla tych, którzy nie znają religii katolickiej, jest to naprawdę wyjątkowy dzień. Zaczyna się od mszy świętej w kościele, a potem odprawiamy ją z rodzinami.

Kłopot w tym, że trzy godziny po mszy miałem mecz, a to było naprawdę daleko.

Więc przed uroczystością mój tata, Krzysztof, pogadał trochę z księdzem. To było w moim rodzinnym mieście, Lesznie, malutkiej wiosce 40 minut na zachód od Warszawy, więc tata znał tam wszystkich.

Powiedział: "Słuchaj, tato, może byśmy zaczęli to pół godziny wcześniej? A może odciąć ostatnie 10 minut? Widzisz, mój syn ma grę...."

Może to brzmi trochę szalenie, ale tak naprawdę ksiądz znał mnie tak dobrze, że pomyślał o tym przez chwilę, a potem powiedział: "Eh, pewnie, dlaczego nie? Wiemy, jak bardzo kocha futbol. Będziemy szybcy."

Więc w chwili, gdy komunia się skończyła, zrobiłam znak krzyża, a mój tata i ja sprintowaliśmy do samochodu i odjechaliśmy! Haha!

I tak, oczywiście wygraliśmy ten mecz ;-)

Myślę, że ta historia podsumowuje moje dzieciństwo. To również podsumowuje mojego tatę.

Kiedy jako pięciolatek zacząłem grać w piłkę nożną, w Lesznie nie było drużyn dla dzieci w moim wieku, więc musiałem grać z dziećmi, które były starsze o dwa lata. Było mi ciężko, bo byłem bardzo nieśmiały i chudy, a dwa lata to w tym wieku to duża sprawa. Przez wiele lat grałem też w drużynie w Warszawie i musiałem podróżować po jednej godzinie w każdą stronę, aby dostać się na trening.


Gdybym nie miał rodziców, którzy chcieliby mnie tam zawieźć, moje piłkarskie marzenie skończyłoby się jeszcze zanim się zaczęło.

Oboje byli nauczycielami WF-u, a mój tata był moim nauczycielem WF-u. Więc po szkole podwoził mnie na trening, czekał dwie godziny na zakończenie sesji, a potem odwoził do domu. W klubie nie było szatni, więc często biegałem w deszczu i wracałem do samochodu pokrytego błotem. Potem jechaliśmy po ciemku i wracaliśmy do domu o 10:00.

Więc tak, to była czterogodzinna wycieczka dla mojego taty, tylko po to bym mógł trenować.

Inni rodzice uważali go za szalonego. Naprawdę.

Gdybym nie miał rodziców, którzy chcieliby mnie tam zawieźć, moje futbolowe marzenie skończyłoby się jeszcze zanim się zaczęło.

- Robert Lewandowski

Nie żartuję. Dosłownie słyszałem, jak inni rodzice pytali moich rodziców, "Dlaczego to robisz?"

Nigdy nie mówili, że to dlatego, że chcieli, aby ich dziecko zostało profesjonalistą. Zamiast tego powiedzieliby, że to dlatego, że Robert ma marzenie i kocha tę grę. To nigdy nie było jak, "Oh, musimy zrobić wszystko dla Roberta, żeby stał się profesjonalistą i osiągnął szczyt, a my się wzbogacimy."


Wiesz, wielu rodziców naciska na swoje dzieci, żeby im się udało. Widziałem ojców stojących na uboczu, krzyczących na dziesięciolatków. To nie była dobra motywacja, kiedy byłem dzieckiem. I nadal nie jest. Bo ci rodzice nie wiedzą, jak to jest być sportowcem. Nie rozumieją, że twoja miłość do futbolu musi pochodzić z serca.

Nawet kiedy byłem młody, byli już ludzie, którzy uważali, że jestem za mały i za chudy, żeby to zrobić. Nienawidze, jak to teraz mówią dzieciaki! Ale moi rodzice zawsze zachęcali mnie do myślenia za siebie, do ignorowania tego, co mówią inni ludzie.

Zawsze mówili mi tę jedną rzecz, a zrozumienie ich znaczenia zajęło mi lata.

Mówili: "Robert... zaufaj swoim instynktom".

To dobra lekcja dla strajkującego, albo dla kogokolwiek naprawdę.


Akt II: Odrzucenie

Kiedy miałam 16 lat, mój ojciec zmarł po długiej chorobie. Nadal bardzo trudno mi opisać, jak trudne to było dla mnie. Kiedy jesteś chłopcem, są pewne rzeczy, o których możesz rozmawiać tylko ze swoim tatą. Rzeczy o dorastaniu i staniu się mężczyzną.

Po jego śmierci, często chciałem z nim o tym rozmawiać. Było tyle razy, że chciałam po prostu zadzwonić do niego przez telefon. Nawet przez 10 minut. Ale nie mogłam.

Moja mama starała się pomóc mi jak mogła, a ja mam dużo szacunku dla tego, co dla mnie zrobiła. Musiała być zarówno matką jak i ojcem.

W tym czasie grałem dla Legii Warszawa II, rezerwowej drużyny jednego z największych klubów w Polsce. Grałyśmy w trzeciej lidze. Około rok później, w 2006 roku, mój kontrakt miał wygasnąć, a klub musiał zdecydować, czy chce go przedłużyć o kolejny rok.

Niestety, właśnie doznałem poważnej kontuzji kolana, a niektóre osoby w klubie nie myślały, że kiedykolwiek wrócę do swoich najlepszych wyników. To był straszny czas i zapytałem klub, co zamierzają zrobić. Nie próbowali nawet wysłać trenera ani dyrektora technicznego, żeby mi powiedział. Wysłali sekretarkę... która powiedziała mi, że mnie wypuszczą.

To był jeden z najgorszych dni w moim życiu. Mój tata odszedł. Teraz moja kariera się rozpadała. Po otrzymaniu wiadomości, wróciłem do samochodu, w którym czekała moja mama. Od razu mogła powiedzieć, że coś jest nie tak. A ja po prostu nie mogłem się powstrzymać... Zacząłem płakać. Powiedziałem jej, co się stało.

Była taka silna. Powiedziała, "O.K., więc musimy pracować. Nie ma sensu myśleć o przeszłości. Musimy coś zrobić."

Więc ona się skontaktowała z Zniczem Pruszkowem. Ten sam podział. Dużo mniejszy klub. Oni właściwie chcieli mnie podpisać kilka miesięcy wcześniej, a ja byłem jak, Nie ma szans. Dlaczego miałabym zostawiać Legię, żeby jechać do Zniczu Pruszków?

Ale teraz byłem po prostu szczęśliwy, że wciąż mnie chcieli. Poszłam tam i zaczęłam dochodzić do siebie i byłam w tak złym stanie, że nie mogłam nawet dobrze biegać. Jedna z moich nóg pozostawała w tyle za drugą, jakbym miała wokół kostki klocek cementu. Wyglądało to komicznie, wiesz?

Wyobraź sobie, że gdybym słuchał nienawiści. Może ten uraz by mnie powstrzymał. Pomyślcie o tym: Wielkie talenty grały już dla takich klubów jak Bayern i Barça czy Manchester United.

A tutaj byłem w trzeciej lidze, próbując przypomnieć sobie, jak biegać.

Na pewno wiele się nauczyłem z tej całej niepewności i nieszczęścia. Musiałem dużo popracować nad swoją pewnością siebie. I potrzebowałem dużo czasu, żeby wrócić do formy. Ale kiedy to zrobiłem, zacząłem zdobywać punkty w grze za meczem.

Cztery lata później, zostałem zbombardowany ofertami opuszczenia polskiej piłki nożnej.

Było tyle plotek, tyle osób mówiło mi, co mam robić. Mogłem udać się w tak wiele miejsc. Ale pamiętałem, co mówili mi rodzice: "Zaufaj swoim instynktom."

W głębi duszy, zawsze wiedziałem, gdzie chcę się udać.

Niemcy mnie wzywały.


Akt III: Zakład

Kiedyś zawarłem zakład z Jürgenem Kloppem.

Był rok 2010, a ja byłem kilka miesięcy w Borussia Dortmund. Szczerze mówiąc, to było takie trudne. Kiedy przyjechałem, ledwo co mogłem mówić po niemiecku. Znałem Danke'a. Dziękuję. Znałem Scheisse'a. Pogoda była deszczowa i szara. A z Kloppem, intensywność treningu była bardzo, bardzo wysoka.

Byłem zdesperowany, by zrobić swój znak, a Jürgen chciał mnie rzucić wyzwanie.

Więc w pierwszych miesiącach zrobiliśmy mały zakład.

Gdybym zdobył 10 goli w treningu, dałby mi 50 euro.

Gdybym tego nie zrobił, dałbym mu 50 euro.

Przez pierwszych kilka tygodni, musiałem płacić prawie za każdym razem. On się śmiał. Ale po kilku miesiącach, stoliki się odwróciły. To ja grabiłem w gotówce.

Więc pewnego dnia powiedział, "Przestań! O.K.! Wystarczy. Jesteś już gotowy."

Ale tak naprawdę, to nie byłem ja. Mecze bardzo się różnią od treningu.

W tamtym sezonie, często schodziłem z ławki. Grałem więcej w drugiej połowie sezonu, ale potem jako numer 10, za napastnikiem. Moja ulubiona pozycja była jako numer 9. Muszę jednak podziękować Jürgenowi za te sześć miesięcy. Nauczyłem się tak wiele o tym, jak grać głębiej i jak zawodnicy mieli się poruszać za napastnikiem.

Gdy rozpoczynał się drugi sezon, nadal walczyłem. Czułem też, że Jürgen chciał czegoś ode mnie, ale nie rozumiałem dokładnie, co. Więc po naprawdę ciężkiej porażce z Marsylią w Lidze Mistrzów - wydaje mi się, że przegraliśmy 3-0 - poszedłem się z nim zobaczyć. Powiedziałem: "Jürgen, chodź. Musimy porozmawiać. "Jürgen, chodź. Powiedz mi tylko, czego ode mnie oczekujesz."

Nie pamiętam wszystkiego, co mi powiedział - mój niemiecki wciąż nie był najlepszy - ale dzięki kilku słowom, które znałem i z jego języka ciała, zrozumieliśmy się. Świetnie nam się rozmawiało.

Trzy dni później wykonałem trick kapelusza i pomogłem przy kolejnym golu z Augsburgiem. Wygraliśmy 4-0, i to był dla mnie punkt zwrotny. To była rzecz psychiczna, jakiś rodzaj powieszenia. I myślę, że to miało coś wspólnego z moim ojcem.

Wtedy nie myślałem o tym. Ale teraz zdaję sobie sprawę, że moja rozmowa z Jürgenem była jak jedna z tych, których żałuję, że nie mogłam odbyć z tatą. Jedną z tych, których nie mogłam mieć przez wiele, wiele lat. Mogłam rozmawiać z Jürgenem o wszystkim. Mogłam mu zaufać. On jest człowiekiem rodzinnym i ma tyle empatii dla tego, co dzieje się w twoim życiu prywatnym.


Jürgen był dla mnie nie tylko postacią ojca. Jako trener, był jak "zły" nauczyciel. I chodzi mi o to, że w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Pozwól mi wyjaśnić. Pomyśl o tym, kiedy byłeś w szkole. Którego nauczyciela pamiętasz najbardziej? Nie tego, który ułatwiał ci życie i nigdy niczego od ciebie nie oczekiwał. Nie, nie, nie. Pamiętasz tego złego nauczyciela, tego, który był wobec ciebie surowy. Tego, który wywierał na ciebie presję i robił wszystko, by wydobyć z ciebie to, co najlepsze. To ten nauczyciel, który sprawił, że było ci lepiej, prawda? A Jürgen był taki.

Nie był zadowolony, że pozwolił ci być uczniem klasy B, wiesz? Jürgen chciał być uczniem A+. Nie chciał tego dla siebie. Chciał tego dla ciebie.

Tak wiele mnie nauczył. Kiedy przyjechałem do Dortmundu, chciałem zrobić wszystko szybko: mocne podanie, tylko jedno dotknięcie. Jürgen pokazał mi, żebym się uspokoiła - w razie potrzeby użyć dwóch dotknięć.

Było to całkowicie sprzeczne z moją naturą, ale wkrótce zdobywałem więcej goli.

Kiedy to miałem, rzucił mi wyzwanie, żebym znów przyspieszył. Jedno dotknięcie. BANG. Bramka. Zwolnił mnie, żeby mnie przyspieszyć. To brzmi prosto, ale to było genialne, naprawdę.

Jürgen chciał studentów A+. Nie chciał tego dla niego. Chciał tego dla ciebie.

Jürgen nigdy nie zapomniał, że jesteśmy ludźmi na pierwszym miejscu, a piłkarzami na drugim. Pamiętam, że raz byliśmy w garderobie po weekendzie, kiedy mieliśmy wolne. I wiesz, klasyczną sztuczką, kiedy piłkarz wychodzi na zewnątrz, jest zjedzenie rano dużo czosnku, żeby nie śmierdziało alkoholem. Więc Jürgen wszedł przed treningiem i zaczął węszyć.

Był jak pies myśliwski. Wąchaj, wąchaj. Sniff, sniff....

W końcu powiedział, "Czuję... coś... czy to czosnek?"

Oczywiście, że wiedział, że to czosnek. A my wiedzieliśmy, że on wiedział. Ale po prostu zostawił pytanie wisi w powietrzu i odszedł nie mówiąc ani słowa więcej.

Przez chwilę milczał, a potem wszyscy spojrzeli na siebie i zaczęli się śmiać. Hahaha!

Lekcja: Nigdy nie próbuj oszukiwać Jürgena Kloppa. Ten człowiek jest zbyt bystry!

Oczywiście, Jürgen nie był jedynym, który pomógł mi się poprawić. Kiedy przeprowadziłem się do Bayern, nauczyłem się tak wiele od trenerów, jak Jupp Heynckes, Pep Guardiola, Carlo Ancelotti, a teraz Hansi Flick. Sama gra dla Bayernu jest naprawdę edukacyjnym doświadczeniem, ponieważ wymagania są tak wysokie, a kultura klubowa jest tak profesjonalna - jesteś zmuszony do podnoszenia swoich standardów, i to robisz. Jednak bez pomocy bliskich mi osób nie mógłbym grać tak, jak gram. A najważniejsza była moja żona, Anna.

Poznaliśmy się na studiach, kiedy grałem dla Znicz Pruszków. Studiowała żywienie i wychowanie fizyczne. Kiedy miałem około 26 lat, zaczęliśmy zastanawiać się, jak wykorzystać jej wiedzę do poprawy mojej diety i mojego mentalnego podejścia do gry. Rozmawialiśmy o każdym problemie. Znowu uświadomiłem sobie coś, czego chciałbym, aby uczyli wszystkich młodych piłkarzy: Za każdym razem, gdy otwierasz się o swoich problemach, zamiast grzebać w nich, natychmiast stają się one łatwiejsze do rozwiązania.


To był wielki, wielki krok naprzód w moim rozwoju jako piłkarza - i jako człowieka.

Kiedy patrzę wstecz na wszystko, co wydarzyło się w moim życiu - kiedy ten film gra w mojej głowie, zdaję sobie sprawę, jakie miałem szczęście. Nigdy nie wygrywasz tytułów w pojedynkę. Każde trofeum, które kiedykolwiek trzymałem w rękach - lub zabierałem ze sobą do łóżka - zdobyli wszyscy koledzy z drużyny, którzy pomogli mi się poprawić. Wliczałbym w to również moich przyjaciół z dzieciństwa. Moich trenerów. Moją siostrę. Ksiądz, który pozwolił mi wcześnie opuścić moją Komunię Świętą. Moja mama, która była tam dla mnie, gdy byłem w najniższym punkcie.


I, oczywiście, mój tata. Nigdy nie doczekał się, aż zostanę zawodowym piłkarzem, chociaż chciałbym myśleć, że teraz ogląda wszystkie moje mecze z wyższego miejsca - z najlepszego miejsca w domu. To on postawił piłkę u moich stóp i nigdy nie pozwolił mi zapomnieć, dlaczego grałem w piłkę.

Nie dla trofeów. Nie dla pieniędzy. Nie dla chwały.

Nie. Gramy, bo ją kochamy.


Dziękuję, tato.
K.....i - Fajny artykuł o Lewym. #lewandowski
#motywacja #pilkanozna #lewandowski 
...

źródło: comment_1610391161VV6zic8LrOJfsLLe3ZX4jr.jpg

Pobierz