Wpis z mikrobloga

#anime #animedyskusja

https://myanimelist.net/anime/38594/Kimi_to_Nami_ni_Noretara

Ride Your Wave

Po niezbyt przyjemnym doświadczeniu jakim był seans Japan Sinks postanowiłem znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytanie:


Oczywiście tak poważnych decyzji nie można podejmować pochopnie, dlatego sięgnąłem po drugą najświeższą dostępną pozycję w celu poszerzenia zasobów materiału badawczego.

Historia jest prosta niczym piórem Shinkaia pisana:

Ona - totalna fajtłapa, czego nie dotknie to urwie, potrafi nie poradzić sobie z prostymi poleceniami, a zaradnością życiową też nie grzeszy. Za to świetnie pływa na desce.
On - strażak chad dynamiczniak. Lewą ręką wynosi dziecko z pożaru, prawą zaprowadza pokój na całym świecie. No i niespodzianka - nie radzi sobie z surfowaniem.

Ich losy splatają się, gdy budynek mieszkalny naszej bohaterki staje w płomieniach, a rycerz na białym koniu ratuje ją z opresji.

No i mamy naszą zakochaną parę. Ogląda się ich przyjemnie, postacie są bardzo żywiołowe, nie przynudzają, wszędzie ich pełno. Bardzo podeszła mi wspólnie śpiewana piosenka - przedrzeźniają się, podś#!$%@?ą, fałszują. Wyszło to naprawdę świetnie, doskonała robota VA. W ogóle cały romans jest bardzo naturalny w odbiorze, jakoś tak nie po japońsku. W konwencji gdzie przyjęte jest, że pierwszy pocałunek następuje w kulminacyjnym momencie historii, pokazywać parę w prześcieradłach praktycznie na początku znajomości? O zgrozo, gdzie jest cenzor? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ogólnie jest nieźle, ze wskazaniem na wholesomeness overload. Jedyny tak naprawdę minus jaki przychodzi mi do głowy, to to, że takie poprowadzenie narracji w sposób oczywisty zapowiadało jak dalej potoczy się ta historia.

A druga połowa filmu to tytułowe poszukiwanie własnej fali, powołania, miejsca na świecie. Bo gdy nagle okazuje się, że nasza bohaterka zamiast polegać jak zawsze na innych, musi w końcu stanąć na swoich własnych nogach, świat przestaje być różowy.

Podsumowując : Nic przełomowego, ot typowa, całkiem przyjemna w oglądaniu, prosta, romantyczna historyjka z paranormalnym motywem. Obawiałem się, że w drugiej części się rozjedzie, bo tego typu twisty są zazwyczaj infantylne lub po prostu nieprzemyślane. No i rzeczywiście, końcówka była trochę słabsza, ale bez tragedii. Cringe elementów prawie nie ma, no może trochę śmiechłem z absurdalnie nienaturalnej sceny wypadku samochodowego(no i spotkanie w dzieciństwie, ile można tłuc ten motyw?), po za tym w porządku, zielone światło, można oglądać.

Tak więc odpowiadając na zadane wcześniej pytanie:


Ps. Youko best girl.
  • 5
@kinasato: szybki romans, w 20 minut prawie wszystko załatwione, handholding, tsundere siostrzyczka, handholding, publiczne oświadczyny - fujka, i znowu handholding (naprawdę musiało go być powyżej średniej że zwróciłem na niego uwagę :v), animacja ocierających się o siebie paluchów u stóp była przytłaczająca, w sumie to liczyłem na szybką tragedie bo mnie irytował głos tego typa, całe szczęście że to się stanęło.

Ładnie jej potem odwaliło. Myślałem że bidonu nic nie przebije,
@guest: Generalnie motyw, który trochę mnie zaskoczył (pozytywnie) - w momencie kiedy powinno zrobić się smutno, totalnie pod prąd, dopiero zaczęła się komedia. Nie w sensie, że nie wyszło i można się z tego pośmiać, tylko że przyszedł reżyser, zatarł ręce i powiedział - "no skoro już jebło to odpalamy heheszki".

przynajmniej byłby lepiej wykonany


Nie wiem czy wspominałem, ale ostatnio widziałem taki film o trzęsieniu ziemi w Japonii i on