Człowiek specjalnie kupuje jedzenie sygnowane przez osobę, która od lat żyje z jedzenia, próbowała wszystkiego i której w kwestii żarcia ufa chyba pół Polski.
Myślisz sobie: dobra, może będzie drożej, ale przynajmniej ktoś taki nie podpisze swoim nazwiskiem byle czego.
No i bierzesz. Ser przeciętny, pieczywo bez szału, dodatków jak na lekarstwo, smak totalnie nijaki. Zastanawiam się, czy cały ten autorytet kulinarny nie jest jednak trochę przeceniany.