Odbieram dzieciaka z przedszkola. Mojego małego Brajanka. Dzień jak codzień. Przychodzę do przedszkola, Bryanek wali trochę kupą, bo nie dobiegł do kibla, ale pracujemy nad tym. Zazwyczaj dolatuje. Ok, czasem coś kapnie, ale mały #!$%@? liczy do 20 na luzaka. Ma problem przy piętnaście i szesnaście, ale ogarniemy to. I przychodzi taki gość, dziwny jak zawsze. Wita się z gówniakiem, daje mu ręke. Dzieciak sam wiąże buty, bo tAtusiowi (celowo z małej
Obejrzałem sobie ostatnim razem znowu "Kilerów Dwóch". Nie wiem jakim cudem nie wyłapałem wcześniej sceny jak Siara podsłuchiwał José Arcadio Moralesa, bo dziś się z niej chichram jak cholera XDDDDDDD
Komentarz usunięty przez moderatora