Zapriot

Pewnego dnia 12 letni Bastek nudził się niesamowicie w szkole. Wiadome było że był względnie dobrym uczniem choć z wuefu nie radził sobie najlepiej. W każdym razie miał dobre oceny z matematyki czy polskiego. Do głowy przyszła mu pewna myśl iście szatańska -A może tak to olać i pójść sobie na wagary? Zwłaszcza że jest dobra pogoda? Po pewnej chwili przed szóstą lekcją zdecydował się na opuszczenie terenu szkoły a była
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Gość w dom

Pewnego dnia ja pracowałam w biurze i był to piątek. Po ostatnim zadaniu mogłam już wrócić do domu. Wyszłam z biura i już chciałam otworzyć drzwi samochodu gdy nagle zadzwonił smartfon. Numer był nieznany i nie wiedziałam czy odebrać. W końcu zdecydowałam że odbiorę i to uczyniłam. -Halo? Kto dzwoni? zadałam pytanie Głos żeński się odezwał -To ja, Kornelka! Ja byłam strasznie ucieszona bo to była moja koleżanka z czasów podstawówki po której my poszłyśmy w swoją stronę czytaj do innych szkół. -O siema, Kornelka! Co u ciebie? się spytałam -U mnie sąsiad zalał mój pokój na ten tydzień chciałam się u ciebie trochę pobyć. Wezmę swoje rzeczy i będę tam żyła dopóki się tam nie przeczyści. oznajmiła mi -A kiedy przyjedziesz? zapytałam się -A dzisiaj jeśli nie masz nic przeciwko. Oznajmiła mi a ja zaś na to -W porządku. Może porozmawiamy o dawnych czasach. Po chwili się rozmowa skończyła ja otworzyłam auto i pojechałam do domu. Zrobiłam pewne porządki w mieszkaniu w klitce którą wynajmowałam.
Przed 20 przyjechała koleżanka czyli Kornelia. Przytuliliśmy się -Kopę lat! Dawno cię nie widziałam. powiedziałam -Ja też mam tak samo. oznajmiła dla mnie. Po chwili sobie rozmawialiśmy, były wszelkiej maści plotki na różne tematy. Popijaliśmy wino i zajadałyśmy się ciasteczkami. Mój chłopak a raczej konkubent Kuba wolał oglądać telewizję lub grać na laptopie w jakąś internetową grę. Dzień później byliśmy na zakupach gdzie patrzyliśmy różne ubrania, buty, sukienki, kozaki czyli wszystko to czego dusza zabraknie. Ona w końcowym rozrachunku kupiła sobie jakieś szpilki czerwone a ja akurat o dziwo nic. Ale uśmiech był i u niej i u mnie. W niedzielę było dużo spokojniej bo sklepy nie były czynne za to restauracje jak najbardziej. Oboje poszliśmy do pizzerii. Ona kupiła sobie pizzę z kebabem a ja kupiłam pizzę z parmezanem i salami. Kuba zaś kupił bekonową. Uśmiech i zadowolenie była ponownie. Nic nie zapowiadało tego co miało się stać. A zaczęło się pewnego dnia.

Poniedziałek: Gdy po pracy wróciłam zmęczona to zauważyłam niemały bałagan w postaci porozrzucanych opakowań po chipsach i kartony po sokach. Ona zaś słuchała Disco Polo którego ja nie znoszę. W dodatku to było słychać na cały regulator -Kornelka! Możesz to ściszyć? spytałam się jej a ona na to -Co? Nic nie rozumiem co gadasz? Ja wzięłam pilot i ściszyłam ten jazgot. Potem sprzątnęłam ten bajzel zaś ona tego nie do końca rozumiała. -Ty w ogóle gdzieś pracujesz? zadałam pytanie -Ja mam 2 tygodnie urlopu zwłaszcza że u mnie wyszły kłopoty z mieszkaniem. Niech moje mieszkanko wyschnie. powiedziała dla mnie
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

"Nie-zgoda - część 2 - Mecz"

Godzina 15:30 ja, Wojciech Barszcz mieszkam w mieście dość dużym jednym z największych w kraju. Mój dom mieści się w bloku mieszkalnym który powstał na wzór budowli z wielkiej płyty. Poza faktem że pracuję nie powiem nic więcej ciekawego. Oprócz tego że jestem kibicem pewnej drużyny piłkarskiej z mojego miasta. Niejednokrotnie bywałem na meczach odkąd tylko pamiętam a mam jakieś mgliste wspomnienia gdy miałem trzy, dwa
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Król

Jestem Król Maciej Dziesiąty - Wściekły. Od jakiegoś czasu urzęduję na tronie w zamku królewskim Królestwa Trzech Rzek. Niestety to była największa moja pomyłka jaka mnie dopadła. Żarcie takie niedobre i inne od tego które dotychczas jadłem. W mieście nie ma kanalizacji tylko ścieki się wyrzuca z okien domostw. Zabobon jest wszędzie a kobiety które posądzono o byciu czarownicami pali się na stosie. Poza bogatymi obszarami stołecznego miasta to jest typowa
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Ucieczka z Przeklinaniowa

Witajcie! To ja Władysław Korneliusz Michalski. Przezywam siebie Danio ale na mnie mówią bardzo wulgarnym określeniem "#!$%@?". Mieszkam w pewnej wiosce w centralnej Polsce a nazywa się ona Przeklinaniów. Bowiem wszyscy poza mną nadużywają wulgaryzmów co mnie osobiście obraża.
Gdy idę do sklepu a jest jeden sklepik to sprzedawczyni mnie się pyta -Co podać #!$%@?? a ja jej odpowiadam że -Poproszę 2 butelki mleka, ser, kiełbasę podwawelską i sok pomarańczowy 100%. Po tym jak mi podała te wszystkie produkty i zapłaciłem to odrzekła mi -Będzie to #!$%@? razem 36 złotych. A ja miałem nie do końca zadowoloną minę ale wziąłem paragon i resztę z 50 złotych. Innym razem gdy byłem u sąsiada czyli Janka przezywanego przez innych per "#!$%@?" bo chciałem jego zaprosić na piwko to on mówił mi -Zajebiście, #!$%@?! Ja skombinuję gorzałę i dwie zgrzewki piwa. #!$%@? się i zapomnimy o kłopotach życia. Ja mu oznajmiłem -Wiesz co, Janek. Może byś mniej przeklinał? On zaś miał lekko skwaszoną minę i oznajmił mi -Po co? Przecież ta wioska nazywa się właśnie Przeklinaniów od przeklinania. A ja klnę jak wszyscy w tej wiosce #!$%@? jego #!$%@? w #!$%@?ę mać. Ja znowu byłem niezadowolony. Jeszcze w innym momencie byłem u sołtysa który mówił mi coś o jego gospodarstwie ale znacznie częściej słyszałem jego przekleństwa typu "#!$%@?", "#!$%@?" "#!$%@?ę" "#!$%@?ć" i tak dalej i tak dalej.
We wiosce tej niewiele się dzieje bowiem to nie jest najważniejsza osada w gminie a jedynym miejscem schadzek jest sklepik i kapliczka. W obu tych miejscach się dużo przeklina, jedynie ksiądz i wikariusz wstrzymują się od przekleństw. Siebie nie liczę bo to oczywiste i tak to było. Jednak pewnego dnia czara przelała gorycz bo wulgaryzmów słyszałem aż za dużo zarówno wśród rodziców, wśród sąsiadów, wśród rolników, ekspedientki i właściwie wszystkich nawet i czteroletnich dzieci. Ja nauczony przez nasiąkniętą hipokryzję matkę tego by nie przeklinać a nie oszukujmy się sama nie bardzo stosowała się do zasady braku wulgaryzmów. Ojciec miał i ma na to wywalone i nawet nie pouczał innych bo sam to robił. W pewnym momencie nawet jak ktoś normalnie mówił a byłem w innej wiosce to tylko słyszałem wulgaryzmy nawet jak ktoś nie przeklinał. Coraz więcej miałem koszmarów sennych gdzie tylko przeklinano. Ten stos #!$%@?, #!$%@?ów, ruchania i innych brzydkich wyrazów pustoszył moją głowę znacznie skuteczniej niż 40% wódka.
I gdy kolejny koszmar w którym było tych przekleństw aż za dużo mnie strasznie przeraził i się obudziłem w końcu pomyślałem sobie -Dość! Dość! I jeszcze raz dość! Tak dalej być nie będzie! Wstałem z łóżka, przebrałem się z piżamy na ubrania w których idę poza dom, wziąłem dokumenty pewne które wstawiłem w teczkę, trochę oszczędności które trzymam w tak zwanej "skarpecie", otworzyłem okno idąc cicho po dachu i wyszedłem z podwórka wskakując na płot a potem z niego wyskakując. Postanowiłem opuścić tę przeklętą wieś ale przedtem wziąłem sobie za cel podjęcie pracy zwłaszcza że byłem po szkole zawodowej jako pracownik na budowie.
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Brak nogi

To był jeden wielki niefart. Obudziłem się w chałupce górskiej i zauważyłem że nie mam jednej nogi i ponadto usłyszałem ich mlaskanie. Było dla mnie jasne że oni mi ją zjedli. Ale może zacznę od początku bo pewnego dnia ja razem z trzema kolegami postanowiliśmy pójść w góry będąc uzbrojonym w przyrządy i w żywność zwłaszcza że było w miarę ciepło. Ich było z dwóch a ja byłem trzeci. Gdy
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Waga ciężka

Nazywam się Konstanty Łucja Bielik. Mam 25 lat i od dwóch miesięcy cierpię na zbyt dużą wagę. Mam ponad 157 kg co jest dość dużo jak na przeciętnego człowieka. Zanim do tego doszło miałem nie najgorsze życie teraz się mocno pogorszyło z tym że wtedy ważyłem 82 kg i miałem dziewczynę. Lubiłem ćwiczyć na siłowni, uprawiać jogging i grać w piłkę ze znajomymi na orliku. Z góry patrzyłem na tych
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

"Nie-zgoda - część1"

Jestem człowiekiem w wieku 28 lat. Pracuję jako programista w jednym z przedsiębiorstw IT. Długi czas spędzam przed komputerem. Mam jeszcze inne zainteresowania ale o nich nie chcę mówić. Moje poglądy na gospodarkę to konserwatywny liberalizm czyli to samo co głosi pewien starszy pan z wąsem w muszce który jest liderem ugrupowania które popieram. Jestem też przeciwny rozdawnictwu dla imigrantów z krajów Trzeciego Świata i z krajów świata Islamskiego
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

"Mitomania pana Witka"

Jakaś nieduża miejscowość miejska gdzieś w środkowej Polsce. Ludzie jak to ludzie pracują różnie a niektórzy jadą do większego miasta. Wszyscy w zasadzie są normalni oprócz pewnego delikwenta w średnim wieku o imieniu Witek. Nie byłoby nic dziwnego gdyby nie to że lubi opowiadać różne rzeczy jakich to on nie robił za życia. Raz gdy poszedł do delikatesów to rozmawiał z ekspedientką i jej mówił -Ja wiem jak oni robią gorzałę. Ja tam byłem prezesem i nieraz widziałem jak ona jest robiona i jak jest wlewana do butelek. Ekspedientka na to -Naprawdę? Przecież w tych obszczanych spodniach wyglądasz jak menel. A może nim jesteś? Wielu się rechotało że było to słychać nawet w kościele.
Innym razem gościu opowiedział dzieciakom o tym że uratował niemowlę z płonącego drapacza chmur w Nowym Jorku -I wtedy ja wszedłem we wnętrze tego hotelu gdzie się paliło jedno piętro. W jednym z pokojów było niemowlę które złapałem i wyskoczyłem z okna na miękkie podłoże. Dzięki temu nie tylko że przeżyłem ale też uratowałem dzieciaka. Nawet mnie pokazywali w w pewnej stacji której logo było w kolorze czerwone. Jeden z dzieciaków się go spytał -A kiedy to było? Gościu zająknął się i powiedział że 10 lat temu. -To było 10 lat temu. Dzieciaki widząc jak się jąkał na początku zaczęły się śmiać -Ha! Ha! Ha! Wiemy że ściemniasz, dziadziu! Jeszcze innym razem mówił kilku robolom że niby był w Australii i że ubił rekina który przypłynął z oceanu.
Tych odpałów było znacznie więcej lecz pewnego dnia kiedy był poniedziałek to on jakby wystraszony wszedł do baru w którym pełno ludzi paliło papierosy, piło piwo, wódkę i colę a on zaś wrzeszczał -Ludzie! Ludzie! UFO wylądowało! Niestety ani ja ani pozostali nie dali wiary w jego gadki z uwagi na to że lubił opowiadać dyrdymały. Niektórzy to nawet szyderczo odrzekli -Tak. Tak. Witold. Chyba za dużo bzdur opowiadasz. Może do wariatkowa ciebie trzeba? Niektórzy zaczęli się śmiać. Nagle drzwi zostały zamienione w proch laserem przez tajemniczych osobników w kombinezonach z pistoletami laserowymi i zaczęli strzelać w ludzi. Ludzie zamieniali się w proch w myśl słowa "Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz" Ja byłem niezwykle zdumiony tym że jednak nie ściemniał. On schował się pod ladę baru podobnie jak barman. Po czym w końcu jeden z nich wziął pistolet i strzelił w ladę która zamieniła się w proch. Przerażony mitoman czuł się zdziwiony i przerażony barman ze strachu uciekł do kuchni a ja po raz pierwszy narobiłem w spodnie nie będąc niemowlęciem. Ludzie pouciekali przez okna a wtedy właśnie ten co strzelił a było ich trzech zdjął kask i wyglądał całkiem identycznie jak ten mitoman -O ja cię kręcę! pomyślałem i nie wiedziałem co robić. Ten koleś na niego spojrzał i powiedział -Czy ty to ja? Kosmita na to zaczął coś mówić w jakimś niezrozumiałym języku a ten facet się uśmiechnął i spytałem się jego -Co ten kosmita powiedział? Mitoman odpowiedział -Zapytał się mnie czy ja to on? To samo pytanie mu zadałem. Ja byłem bardziej zdumiony że ten człowiek który największe farmazony pociskał ludziom nie dość że w tym przypadku mówił prawdę to jeszcze umie rozmawiać z kosmitami. I dodał jeszcze coś w języku kosmitów a ten kosmita mu odrzekł po czym podał mu dłoń. Ja go się spytałem -Co on powiedział? On zaś na to -On chce żebym z nimi poleciał i podał mi dłoń. W końcu uścisnął dłoń jemu i kosmita włożył kask zaś ten mitoman rzekł -Muszę cię pożegnać. Tam znajdę swój nowy dom. Następnie mi pomachał i wyszedł z baru wraz z kosmitami zaś barman który to widział był przerażony i zdumiony zarazem lecz wyszedł z kuchni. Powiedział tak: -O #!$%@?! To takie rzeczy się dzieją?
Następnie pojazd kosmiczny który przypominał bardziej futurystyczną awionetkę wyleciał bardzo szybko z Ziemi a ja się temu przyglądałem zza okna i pomyślałem. -Było to niesamowite, panie Witku.
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

"I don't like schnitzel"

Tego dnia nic nie zapowiadało że może być bardzo dobrze, bądź dobrze albo przynajmniej że jest średnio. Miałem niedawno urodziny w których ukończyłem 18 lat. Jestem jedynakiem a mieszkam z rodzicami w klitce z wielkiej płyty. Ojciec robi jako mechanik samochodowy i właściciel warsztatu samochodowego. Matka zaś jest gospodynią domową choć od paru lat dorabia jako kucharka w domu weselnym. Ja uczę się w liceum na humanie. Słabiej
  • 1
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

"Kolorowy Slajd"

Było to latem chociaż wtedy było to też w czasach stanu wojennego. W mieście panoszyły się oddziały psiarskich z Milicji Obywatelskiej a szwadrony Ludowego Wojska Polskiego przeczesywały każdą ulicę zaś wojskowi siedzieli w czołgach i innych pojazdach wojskowych. Ulice były szare, brudne i nasiąknięte smutkiem, w sklepach nie licząc sklepów dewizowych był dość dokuczliwy deficyt żywności i artykułów codziennego użytku, czuć było typową starczą przaśność charakterystyczną dla krajów Bloku Wschodniego
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach