@yasmine: No, tydzień na 200 stron to jest wchuj zią. W gimbazie miałem typa, któremu kobiecina z polskiego kazała przeczytać cokolwiek, by przejść do następnej klasy. Typ wybrał "Małego księcia". Z tego co pamiętam, to ta książka(?) miała z 40 stron max. Typ nie dał rady i został na zawsze w gimnazjum. Chyba poprzeczka była zdecydowanie za wysoka i odpuścił sobie walkę o skończenie tak wymagającej szkoły. Mam pewne przeczucie,
  • Odpowiedz