#23 Pet Shop Boys – Se A Vida É (That's The Way Life Is)
miało być trochę pozytywniej. no to będzie. aż przesadnie. bo to jest takie ostentacyjnie eksponowane szczęście, wyolbrzymione w swoim działaniu, jak moc wypitego w pełnym słońcu piwa.
@KurtGodel: Początki polskich rapsów to konieczność użycia geografii opartej na faktach. Były, w zasadzie cztery (Górny Śląsk, Warszawa, Poznań, Kielce), ośrodki pulsujące różnymi humorami, z których każdy w swojej substancji miał udziały mniejszościowe pozostałych, może te zależności przybliży konwergencja, a może rozwój iteratywny, nie mniej jednak poprzez istnienie kanałów przenoszenia informacji już w miarę sprawnych — Art B w dostępie do rapu nie dałoby się wówczas powtórzyć — koniecznością dziejową
to taki pełen przyswojonego już żalu i następstw po nieszczęśliwej miłości smutek, który można tylko sprowadzić, i wyrazić w uśpiono-błyszczących, pogodzonych ze stratą oczach(no i oczywiście muzyce...). dokładnie takich jak na okładce "Promise".
moja Brazylia to nie są piórka w dupie, kolorowe pióropusze, odblaskowe stroje i karnawały. to nie są coroczne, kilkunastosekundowe przebitki w wiadomościach, na których pokazują wam cały ten huczny i obrzydliwie zakłamujący rzeczywistość festyn. moja Brazylia to zupełnie inne miejsce. moją Brazylię stworzyłem niejako sam, tak samo jak większość miejsc, do
z żalem przyznaje, że ta pozycja otarła się o ranking. ale spokojnie, spokojnie ! tam też trafią się podobne kwiatki, a nawet lepsze. bo w końcu jak to kiedyś powiedziałem "dobry trance to natchniona muzyka", i nawet nie mówcie, że to nie jest dobre. dobre jak babcine gołąbki i słodka kapusta na sobotni obiad. dobre jak 25 zł "na kino"
chyba ten jeden dzień odpoczynku od rankingu będzie owocny. zwłaszcza, że przypomniałem sobie o tej wybitnej rzeczy. wybitnej, bo jak się dobrze wsłuchacie to tam ktoś w tle mówi, żebyście nic już dzisiaj nie robili. hehe...
to co zdumiewa mnie w Ameryce najbardziej to fakt, jak ten kraj żyje, zasila się i funkcjonuje w oparciu o teorie spiskowe, a czesto wręcz legendy i mity. to jest jakiś efekt uboczny hodowania społeczeństwa w kapitalistycznej izolatce. wojna się skończyła, okazało się, że Niemcy to nie najeźdźcy z kosmosu, więc owych kosmitów
dzisiaj święto, więc nie będzie kolejnego miejsca z rankingu(jutro będzie !). aczkolwiek piosenka wyborna, w sam raz na poniedziałkową, wieczorną refleksję !
dzisiaj krótko, dzisiaj bez liczenia piasku na pustyni, bez wiercenia i krzątania, bez rocznic, bez postanowień. bo jutro będzie pierwszy, z serii kilkudziesięciu wpisów, które w końcu musiały się tutaj znaleźć, wiec już teraz zaczynam z trzymaniem napięcia.
na ten wieczór/tudzież jutrzejszy poranek daję porcję wybornych akordów od, co by nie mówić, mojego ulubionego TWÓRCY MUZYKI POPULARNEJ. zatem gratka, panie
jakby ktoś się zastanawiał w jakim rytmie podąża moja wewnętrzna codzienność, a jako-tako kuma muzyczną formę wypowiedzi, to możecie odpalić ten kawałek. skoro Bohemian Rhapsody to kompaktowa rock-opera, skondensowana do popowej formy, tak めだか(Killifish), jest równie wielkim hitem w alternatywnej rzeczywistości gdzie w rozgłośniach radiowych ludzie zachwycają się zapakowaniem avant-proga i post-post-post-punka w pudełeczko z