@brakloginuf: ja miałem telefon od klienta w Wigilię o 19, z ciekawości aż odebrałem. Poinformowałem pana, że jest Wigilia i spytałem czy ta sprawa nie może poczekać przez święta. Oczywiście że mogła bo to była sprzedaś maszyny budowlanej.
Ja myśle, że ten dzisiejszy mecz to było zderzenie dwóch piłkarskich światów, zderzenie dwóch wizji, zderzenie dwóch filozofii. Zobaczmy jak dzisiaj funkcjonuje Olępik Lyon. To jest niebywały zmysł taktyczny Rudiego Garcii, To jest wieloletni prezes Jean-Michel Aulas, który powiedział, że nie spocznie dopóki nie wygra Champions League, To jest dyrektor sportowy czyli słynny Juninho Pernambucano - legenda tego klubu. To jest ciągła praca u podstaw, nawiązanie do tego sezonu bodajże 2009 -
@Zdziszko: Panowie, po dzisiejszym meczu musimy sobie kilka historii uplastycznić oraz unaocznić. Fakty są takie: kiedy ostatni raz Guardiola odniósł sukces w Champions League? W 2009 roku, brawo Romeczku. Ja wiem, że według niektórych ludzi z internetu jesteśmy zbyt maluczcy, żeby deliberować na temat skuteczność tiki taki w drugiej dekadzie XXI wieku. Prawdą jest to, że Guardiola to jest fenomen i genialny trener, ale umówmy się... ta taktyka nie przynosi
Ja na moment muszę się odnieść do tego, co Przemek Rucki mówi co jakiś czas... Wychwalacie tą Premier League ale spójrzmy na taki Menczester Cyty. Mati, odkąd jest tam Guardiola, ani razu nie zdobył nic w Europie. Ani razu. I to jest już kolejny rok, od kiedy opuścił Barcelonę i poza nią niczego nie dokonał w Europie. Tak jest w Cyty, tak samo było w Bajernie, gdzie odpadał w
Pamiętam, że w zeszłym roku czytałam (a tak naprawdę słuchałam, bardzo dobry audiobook w audiotece, polecam) książkę "My, dzieci z dworca ZOO". To książka napisana w latach 70. przez Christiane Vera Felscherinow, młodą heroinistkę z Berlina, na podstawie jej własnych doświadczeń. Niewiele już z tej książki pamiętam, ale pamiętam motyw, który mnie wtedy mocno uderzył: powtarzające się oddzielanie siebie grubą kreską od ludzi, którzy mają choć trochę większy problem, są chociażby o jeden krok dalej w uzależnieniu. Przypomina mi to schodzenie po schodach i wmawianie sobie przy każdym następnym kroku, że stopień, na którym stoję, to ostatni stopień oddzielający normę od "stoczenia się", od prawdziwego problemu, który mają ci, którzy są niżej.
"Moi przyjaciele używają h-----y. Ja używam innych narkotyków, ale h-----a to już przesada" "Spróbowałam h-----y, ale tylko raz. I nie dożylnie, nie mogę patrzeć na ludzi, którzy się kłują" "Kłuję się, ale używam rzadko, nie mam zjazdów. Ci co się uzależnili są już straceni, strasznie staczają się dla działki"
@BytNiepokorny: Standard, jedna z klasycznych metod, która pomaga myśleć o sobie jako o osobie nieuzależnionej. Sam przez wiele lat stosowałem ten mechanizm i każda uzależniona osoba to robiła. Zawsze znajdzie się "ktoś" przy kim nasze problemy wydadzą się błahe. I to pozornie pomaga, bo tworzy taką przyjemną bańkę pod tytułem "nie jest ze mną jeszcze tak źle". Tak działa nałóg. Jedyna choroba, która cały czas próbuje Ci wmówić, że jesteś
Lubicie oregano? Ja lubię. Nie wszyscy wiedzą jednak, że ta przyprawa (zanim stanie się przyprawą) prowadzi życie w ciekawej symbiozie na włoskich łąkach. Otóż mrówki z rodzaju myrmica też lubią oregano i zdarza im się zakładać kolonie w korzeniach roślinki, które przy okazji podgryzają. Oregano nie lubi tego, robi wrrr i produkuje substancję owadobójczą - karwakrol - który notabene nadaje ten charakterystyczny smak przyprawie. Problem w tym, że mrówki mówią "akurat nasz gatunek jest odporny na truciznę”, bo akurat ich gatunek jest odporny na tę truciznę. I co teraz?!
Otóż wtedy wchodzi on, motyl modraszek arion, cały na biało (z czarnymi plamkami na skrzydełkach). Modraszek tak lubi zapach oregano, zwłaszcza stresującego się i oblężonego, że postanowia złożyć jajko na roślince. Po dwóch tygodniach wykluwa się zeń larwa, która wszystkie staty zapakowała w illusion - przybiera kamuflaż z zapachów przyjemnych dla mrówek i sturlululuje się na ziemię. Przechodzące antmeny myślą “o, to jeden z naszych; dawaj z nami, kumplu” i zanoszą do gniazda ledwo powstrzymującego się od wybuchu złowrogim śmiechem oszusta.
Czołem! Mam teraz wolne więc opowiem wam co się stało w Wigilię i jak zerwałam kontakt z rodzicami.
Na wstępie zaznaczę, że moje relacje z nimi nigdy nie były dobre. Wychowałam się sama. Najprościej ujmując, po prostu czułam się w domu jak lokator, a nie członek rodziny. Trochę o tym opowiedziałam w pierwszych wpisach na moim blogu. W przyszłości pewnie napiszę o tym książkę. To co przeżyłam w domu i jak wyglądało moje dzieciństwo nadaje się na scenariusz filmu właśnie. Jakby ktoś miał ochotę to kilka słów tutaj: http://rzezbiarka.com/co-w-rodzinie-to-nie-zginie/
@rzezbiarka: IMHO dobrze zrobiłaś, to zdecydowanie lepsze niż po prostu zostawić list. Aczkolwiek wątpię że do rodziców cokolwiek dotrze, znam ten typ ludzi i wiem że nie wezmą nawet pod uwagę że to może faktycznie nawet w jakiejś części być ich wina. Trzymaj się mirabelka.
! Takie historie pozwalają jeszcze bardziej docenić dobrych rodziców
@rzezbiarka: teraz juz jestem pewny że musisz przeczytać tą książkę o niedojrzałych emocjonalnie rodzicach dorosłych dzieci. Z twojego opisu to twoi rodzice to klasyczny przykład jw. A ty jestes (na szczescie) internalizatorem. Na szczęście ponieważ mozesz zlamac ten zamkniety krag s----------a...
@nint: jestem właśnie w hotelu z Brytyjczykami.. Ci to dopiero maja problem. Co drugie dziewczę ma mega grube kości. I tak na śniadanie jajo, kiełba z grilla do tego fasola i nawalone bekonu. Żeby tego było mało pół litra coli do tego. I co z tego, ze bufet jest dłuższy niż ona szersza i wszystkiego pełno od sałatek po sery i wędliny, ale masę trzeba trzymać nawet na wakacjach.
#cheeheszki
źródło: comment_1619072827Ffpaf2x0fdOvJvVtmdyZ6f.jpg
Pobierz