ściany w bloku niestety cienkie, więc często słyszę co się u nich dzieje. Kłótnie o szóstej rano, kłótnie po powrocie starego z roboty, płacz starej, trzaskanie drzwiami.
Może to ich sposób radzenia sobie z problemami, ale jest dla mnie coś dziwnego w skakaniu sobie do gardeł przez kilka dni z rzędu.















Przeciwnik na początku gry prosi o wspólne opuszczenie meczu, ale sam nic nie klika, tylko czeka, aż minie czas.
Później bierze normalną przerwę, mija odliczanie 45s i gra się nie wznawia. Zamknięcie/zminimalizowanie gry oznacza porażkę.
Właśnie tak "przegrałem" kolejny mecz.
(╯°□°)╯︵ ┻