Wybrałem się do kina na „Miasto 44”. Po raz kolejny okazało się, że nawet najbardziej wypasione efekty komputerowe nie są w stanie zastąpić dobrego scenariusza i dobrej gry aktorskiej. Film słaby, wynudziłem się jak mops.
To co mnie jednak uderzyło, to polityczna poprawność doprowadzona do absurdu.
Ekipa „dobrych” (czyli powstańców) wygląda jak żywcem wyjęta z jakiegoś multi-kulturalnego squatu. Bruneci, blondyni, rudzi, kobiety, Żydzi i jakieś dziwolągi. Całością oczywiście dowodzi Komorowski.
Wszystko to umorusane, pstrokate, rozchełstane.
To co mnie jednak uderzyło, to polityczna poprawność doprowadzona do absurdu.
Ekipa „dobrych” (czyli powstańców) wygląda jak żywcem wyjęta z jakiegoś multi-kulturalnego squatu. Bruneci, blondyni, rudzi, kobiety, Żydzi i jakieś dziwolągi. Całością oczywiście dowodzi Komorowski.
Wszystko to umorusane, pstrokate, rozchełstane.














źródło: comment_BQRnRooMi4XvnlR84Zrr6kawwq7ymXKV.gif
Pobierz