Dziś siostrzeniec ma komunię. Nie idę. Powiedziałam to już wiele miesięcy temu, ale wczoraj temat i tak wrócił. G. zapytała, czy jednak nie pójdę. Powiedziałam, że nie. Usłyszałam, że szkoda, bo będzie się nudzić na obiedzie. No i właśnie. Dla niej to kwestia nudy. Dla mnie to ryzyko silnego DPDR, mdłości i kompletnego rozregulowania w sytuacji rodzinnej. Zajebiście być mną, mieć ciało, które przy jakiejkolwiek bliskości reaguje tak, jakby było w zagrożeniu.