7-latek - postrach nauczycieli
Leski sąd wezwał na rozmowę 7-letniego Michała, który - choć od początku roku minęło ledwie kilka tygodni - już dał się we znaki nauczycielom, dyrektorowi i kolegom ze szkoły.

- #
- #
- #
- #
- #
- 91
Leski sąd wezwał na rozmowę 7-letniego Michała, który - choć od początku roku minęło ledwie kilka tygodni - już dał się we znaki nauczycielom, dyrektorowi i kolegom ze szkoły.

Komentarze (91)
najlepsze
A tak serio, to ja się nie dziwię, że nauczyciele nie chcą rozmawiać z rodzicami. Jeśli tak wychowali synalka, to nie ma możliwości, żeby byli równorzędnymi partnerami do dyskusji, zwłaszcza, że utrzymują iż dziecko jest normalne i że nie popełnili żadnych błędów wychowawczych.
A rodzice postąpili w swoim mniemaniu sprytnie - pewnie wcześniejsze
hint: nie myl 'wychowywania bezstresowego' z 'bezstresowym brakiem wychowywania'
w ten sposób nie wychowa go na normalnego człowieka
wzywamy superanianię
Póki nie nauczy się pisać rodzice powinni płacić za każdy wybryk - gówniarz przerwał lekcję - inne dzieci straciły czas - rodzice płacą za to. Szybko ci kretyni przywołaliby synalka do porządku.
A jak nie pomoże, to walnąć parę razy w ucho. Moja wychowawczyni w podstawówce jednego gościa, który pyskował, walnęła na odlew w głowę tak, że prawie odbił
Powinni zabrac malemu caly wolny czas.
Doj#%ac duzo matmy i dla rownowagi sport wytrzymalosciowy.
Ale niech rodzice za to zapłacą, niech to będą prywatne lekcje, albo coś podobnego.
W szkole i tak nie ma szans.
Jak dziecko się źle zachowuje to trzeba zawiadomić o tym rodziców. Jak nie ma poprawy to powinna być możliwość wydalenia dzieciaka. Myślę, że nawet rodzice "bezstresowo" wychowujące swoje dzieci jakoś by sobie z dzieckiem poradzili. A jak nie, to niech tacy rodzice założą szkołę, dla wyjątkowo niewychowanych dzieci i tyle.
Problem z rodzicami polega na tym, że pozornie deklarują współpracę, a dziecko uczą, że gdy ktoś cię bije należy mu oddać, nie pozwalać sobie na uwagi nauczycieli - słyszymy w szkole. też bym tak mówił swojemu bo nauczyciele to nie zawsze najmądrzejsi ludzie z których powinno się brać przykład (wbrew pozorom)
Lekcja to też było - pan mówi, niewolnicy słuchają.
Z innymi dziećmi problemów w kontaktach żadnych nie miałem (wręcz przeciwnie), oprócz jednego gościa którego matka sobie wymyśliła