Wpis z mikrobloga

Wiecie jaki jest największy problem z ludźmi twierdzącymi, że piractwo to nic złego? Oni nigdy niczego nie stworzyli (książki/programu/piosenki) i nie wiedzą, że to wbrew pozorom wymaga trochę pracy, za którą chciałoby się otrzymać zapłatę.
  • Odpowiedz
@Artysta89: nom, tak jak pisałem wyżej. Większość obrońców piractwa bardzo szybko by zapomniała o swoich argumentach gdyby zaczęli przez nie tracić swoją kasę. Ale jak inni tracą to przecież "najbardziej debilne jest szacowanie strat przez piractwo" ;)
  • Odpowiedz
@Adrian00: o widzisz, a piracą właśnie takie Janusze, więc gratuluje argumentu przeciwko piraceniu ;p

A dzieło, o którym wszyscy rozmawiają ale mają swoją kopię, też się nie sprzedaje. Nieliczni piraci kupują np. oryginalne gry bo docenili zaangażowanie twórców.
  • Odpowiedz
@piokom123: Mówisz, że nikt nie pójdzie na kina na film, który już raz został obejrzany? Jeżeli ktoś jest skąpy to raczej nie kupuje kota w worku.

Poza tym co z recenzentami na bezpłatnych pokazach? Też nie płacą, też teoretycznie powinni powodować straty. Jednak obejrzeli za darmo film i dali "wpis do portfolio" producentowi, który będzie mógł się chwalić, że jego film dostał np. django/django. Piractwo działa tak samo, ale na
  • Odpowiedz
@Adrian00: właśnie na dużo większą skalę bo wszyscy stają się takimi recenzentami, gdzie każdy idzie sobie na taki darmowy seans i później może marny procent pójdzie ponownie obejrzeć ten film na płatnym już seansie.
  • Odpowiedz
@Artysta89: Argumentum ad personam. Oszczędź tego sobie.

@piokom123: Nie, nie wszyscy. Pirat może mieć swoją "kopię" i za film może już nie zapłacić, skoro już go raz obejrzał, jednak jego kumple tej kopii już nie mają.

Rzadko kiedy ktoś idzie do kina w ciemno. Obecnie przy wyborze filmu kierują się opiniami znajomych, internetowych opinii i "namaszczonych" recenzentów, w tej właśnie kolejności.
  • Odpowiedz
@Adrian00: jeśli pirat ma kopię i pochwalił się znajomym, to oni nie kupią nowej. Ściągną z linku/torrenta podanego przez tego pirata. Poza tym przy takiej ilości mało wartościowych "recenzentów" (nie ma porównania typowego Janusza do zawodowego recenzenta, na którego oceny patrzy ktoś więcej niż dwóch znajomych) już oni przynoszą wymierne straty.

Co do argumentu o chodzeniu do kina w ciemno. Nadal zostają recenzje zawodowców, wersje demo gier czy programów, darmowe
  • Odpowiedz