Wpis z mikrobloga

Moja przygoda ze schizofrenią:

W 2015 roku kupiłem bilet w jedną stronę na Filipiny, na wyspę Siquijor - wyspę voodoo do UcieczkiDoRaju (wyczaiłem to miejsce na wykopie)
Od pierwszego dnia skumałem się z dwoma chłopaczkami z domu obok i razem spędzaliśmy dnie na piciu piwa, rumu, paleniu jointów i graniu w bilard. Generalnie ostra impreza 24h. Któregoś dnia stwierdziłem ze kupie całej rodzinie ryby na obiad, oni je przygotowali i dali mi jedna na talerzu, resztę na drugim talerzu dla wszystkich. I się pytam czemu dla mnie osobno, a bo dla ciebie łagodne dla nas ostre. ok.
Ale cos mi śmierdziało cygaństwem i zjadłem połowe, mówię nie jestem głodny i poszedłem do domu. Zaczołem się nakręcać że dali mi przyprawy voodoo i tej nocy nie mogłem zasnąć. następnego dnia w sumie po niepokojach reszty mieszkańców domu stwierdziłem że trzeba przestać pić i palić jointy, bo mnie zaczeli nakręcać że to niebezpieczne że w obcym kraju z obcymi ludźmi i tak dalej. No i bez tych piwek i jointów nie mogłem zasnąć jeszcze bardziej zaczęły się jakieś dziwne akcje że jak zamykałem oczy to widziałem twarze takie zielone wszystkich tych filipińczyków, z którymi się spoufalałem.A jak wyglądałem za okno to widziałem jak stoja przy domach i mnie obczajają. I tak się nakręcałem całą noc, aż około 4 nad ranem obudziłem Damiana (szefa przybytku) i mówie mu patrz tam ludzie stoja. On na to że nikt nie stoi i żebym szedł spać. To był generalnie błąd,który zmienił moje życie na zawsze. Chociaż może błędem było kupowanie biletu w jedną strone na wyspę voodoo.

Tego samego dnia Damian wyrzucił mnie z domu twierdząć że jestem niebezpieczny. Przeniosłem się do resortu obok.
Tam już wieczorem z takiego pół snu budzi mnie hałas i widzę dym wpadający przez uchylone okno.
Czy to był prawdziwy fizyczny istniejący dym, czy tylko zwidy to pozostanie zagadką do końca świata.
Po chwili wybiegłem z domku i poszedłem do domu z którego zostałem wydalony. Wszędzie widziałem ludzi kucających i odpalających zapalniczki. Dotarłem do domu Damiana. I tam miałem faze że steruję słońcem za pomocą ruchu dłońmi, cyk przesuwam wschodzi, cyk przesuwam zachodzi. To ostatnie co pamiętam potem przez około pół godziny świrowałem pawiana, pływałem po podłodze i gadałem jakieś bzdury, ale w sumie nie pamiętam, film urwany. Damian mnie odprowadził spowrotem do resortu z którego znowu wyszedłem bo zwyczajnie bałem się że znowu jakieś dymy mi napuszczą. A poza tym stwierdziłem że znajdę Króla Wyspy, takiego starszego amerykańca, który tak się przedstawiał i razem paliliśmy jointy. On zna wszystkich na wyspie i na pewno bedzie wiedział jak zdjąć klątwe voodoo. Oczywiście go nie znalazłem nawet nie wiedziałem gdzie mieszka. Poszedłem do szpitala żeby mnie przenocowali ale odmówili, więc chodziłem tak całą noc po mieście, wyrzuciłem karty bankomatowe do śmieci bo zostały zablokowane i nie działały. Ostatecznie rano zostawiając cały bagaż w resorcie razem z komórką kupiłem bilet na prom za ostatnie pieniądze i udałem się na sąsiednią wyspę.

Na promie myślałem że wyscy się na mnie patrzą i mówią o mnie, a dźwięki silnika układały sie w melodje piosenki, która była hitem na filipinach.
Ze stóp leciała mi krew po całonocnym chodzeniu po wyspie zrobiły mi sie odciski i popękały. A krew na stopach oznacza jedno. Jestem Jezusem.
Wyrzuciłem paszport do morza i stwierdziłem że od teraz jestem Jezusem, rozebrałem się do samych gaci i tak zszedłem na ląd.
W porcie były jakieś dziwne ostre zapachy i zaczęło mnie od nich wykręcać tak że dostałem tików ze skręcaniem głowy.
W samych gaciach chodziłem po mieście powykręcany na bosaka tak że asfalt parzył w nogi a na poboczu kamienie raniły krwawiące stopy.
Pomyślałem: idę do dżungli i tam zamieszkam. Ale nie znalałem dżungli tylko wbiłem do kogoś na podwórko i zacząłem kopać w ogródku.
Wyobrażałem sobie że buduje nowy dom.

Zawineli mnie stamtąd do psychiatryka. Zamkneli mnie w celi 1,5metra na 3metry z betonowym katafalkiem jako łóżko i dziurą w podłodze jako wc. Przez pierwszy tydzień w ogóle nie kontaktowałem, byłem zamknięty w swojej włąsnej głowie pełnej halucynacji omamów słuchowych i wzrokowych. Coś jak badtrip po kwasie. Czaicie tygodniowy badtrip po kwasie w betonowej okratowanej celi.Dobrze mnie wykręciło.
Przez ten czas schudłem 20 kilo, sam nie wiem czy coś jadłem czy nie. W końcu się ocknąłem i zacząłem kontaktować. Jeszcze jakiś czas miałem fazę że mnie zjedzą, ale ogólnie było luz. Wszyscy bardzo kontaktowi, mimo bariery językowej. Jeden ziomek budził mnie codziennie o 5 i ciągle ktoś podchodził do krat z ciekawości. Po paru dniach wypuścili mnie i mogłem spacerować po obiekcie. To już luz. Poznałem wszystkich i tak sobie czilowaliśmy całymi dniami pod palmami. Szpital wuglądał tak że cele były w budynkach, ale one były otwarte także nie było żadnych korytarzy tylko jakby baraki takiem nie wiem jak to opisać. Były tańce było spiewanie granie na gitarze. Opowieści dziwnej treści. Były próby romansu ze mną, ale się nie dałem brzydkiej filipince. Było spontaniczne trzepanie kapucyna przez jednego z współosadzonych przez kraty. Jednym słowem było wszystko czego dusza zapragnie. Tylko jedzenie było syfiaste, najgorsze z nahjgorszych, ogólnie jedzenie na filipinach jest podłe, a w szpitalu było NAJGORSZE. Spędziłem tam trzy tygodnie i się pożegnałem.
Poleciałem stamtąd do Malezji gdzie spędziłem 8 miesięcy na piciu piwa i paleniu jointów jakby nigdy nic się nie stało.

W 2016 po powrocie do Polski pojechałem ze znajomymi nad morze. Gdzie trochę przesadziłem z wódką, troszke przyjarałem ale jedną lufę. Nie spałem dwa dni.I się zaczęło na nowo: Bóg, płacz natłok gadania odjazd. Zawineli mnie rodzice i osadzili w szpitalu we Wrocławiu. Wylądowałem na pasach przez pierwsza noc i darłem ryja ale nie pamiętam co. Spędziłem tam około 3 tygodni. Było naprawdę spoko fajna atmosfera, była jedna dziewczyna z która w świtelicy codziennie rysowaliśmy, znajomi odwiedzali mnie i graliśmy w planszówki. Jedyne co było na minus to jeden ukrainiec. Zachowywał się dziwnie, czaicie zachowywac się dziwnie w psychiatryku. To jest mocno niepokojące. Nie chce mi sie opisywać co robił dokładnie. Ale lekko sie go bałem.

W 2017 roku znowu wylądowałem w szpitalu tym razem nie było żadnych używek, a po prostu przestałem brać leki. Było lepiej niż poprzednio, trafiłem na oddział męski i co za typy tam były co za opowieści. Całe dnie upływały na paleniu szlugów w palarni, graniu w szachy, w ping ponga, odwiedzinach znajomych i rodziców. Naprawdę miło wspominam ten pobyt jedyna krzywa akcja to była jak gość rozsmarował swoją spermę na twarzy innego gościa co był przypięty pasami. Frajerska akcja, nie zaimponowało mi to nic a nic.
Z ciekawostek jak tam trafiłem na pasy to mi wstrzyknęli jakis specyfik i po tym jeszcze dwa dni byłem tak spokojny jak nigdy w życiu po prostu cisza w głowie i pełen relax. A na Filipinach za to dawali mi takie leki że zasypiałem razem z zamknięciem powiek , mrugałem i hyc mijało 8 godzin, to też było niesamowite, bo generalnie mam zawsze problemy z zaśnieciem a tu magia.

To tyle z wizyt w psychiatrykach. Epizody psychotyczne miałem jeszcze dwa, ale już nie trafiałem do szpitala, rodzice jakoś mnie ogarniali. Diagnoza schizofrenia paranoidalna. Generalnie nie wiem czy jointy i alkohol spowodowały ujawnienie się choroby, czy faktycznie coś mi dodali do ryby na Filipinach i wpuścili dym voodoo do pokoju. Przed wylotem do Azji paliłem i piłem reagularnie 5 lat a ostatnie dwa lata to codziennie. Jak wspomniałem w Malezji paliłem i piłem codziennie. Potem jeszcze w Tajlandii i Kambodży: Codziennie

i jakoś się nic nie ujawniało, dopiero jak wróciłem do Polski i napiłem się więcej wódki.

Na dzień dzisiejszy jestem stabilny, biorę leki i w zasadzie nie przeszkadza mi to w funkcjonowaniu, nie palę 8 lat, piwka sie napiję. Oprócz tego nie mam pracy, żyję z rodzicami, pobieram rentę i piszę bzdury na wykopie zamiast wziąść się za coś produktywnego.

Jeśli przeczytałeś/łaś całość to szacunek. I pozdro waiacie/wariatko.

#psychiatryk #schizofrenia #420 #filipiny #podroze #neet #przegryw
  • 69
@FrancisKonois: nigdy nie odstawiaj leków, nawet jeśli Ci sie wydaje, że jest ok.
Moja chrzestna po odstawieniu leków raz spowodowała wybuch gazu w mieszkaniu w bloku, cała chata spalona, cały blok wyewakuowany, 3 mieszkania nie do użytku ale za to zero ofiar. Drugi raz jak nie wzięła leków chciała zabić swoje dzieci nożem.
@Meserole: to akurat najmniej ciekawy wątek : ) po prostu wyszedłem stamtąd pojechałem na busa, pojechałem na lotnisko wsiadłem w samolot i wylądowałem w Malezji : ) ot historia. No moze z ciekawostek to nie chcieli mnie wpuscic do samolotu, mialem przesiadke w Singapurze i babka mówi że musze mięc bilet powrotny z Malezji żeby do nich wlecieć ja mówie że nie musze zreszta nie mam jak teraz kupić bo nie
@parposz: wiem. nie zrobie tego. miałem taki pomysł bo strasznie przytyłem i mysle ze to po lekach. i stwierdzilem ze odstawie , skoro nie pale marichuany to juz mi psychozy nie grożą a jak sie pojawi to zaczne brać znowu. Ale lekarka i rodzice wybili mi to z głowy. W sumie moge brac nic mi nie szkodzi a przynajmniej ubezpieczam otoczenie. Jedyny skutek uboczny to ta nadwaga. Kiedys jeszcze obarczalem leki
@sprawdzajacy: dla tych co mają predyspozycje , jakoś Snoop Dogg pali nadmierne ilosci cale zycie i nie zachorowal. Nie nie mysle zeby to mialo cos wspolnego ze złem i opętaniem. troche brzmi to na pytanie schizofrenika : ) opętanie nie istnieje, zło nie istnieje wiec nie mieszałbym w to spraw nieistniejacych jako pierwszy stopien do wariactwa
@FrancisKonois: Miałeś przed wyjazdem, po zapaleniu jakieś akcje już? lub przy dużym spożyciu alko odcinało Ci świadomość? ale nie tak ze zasypiasz czy memłoczesz, tylko normalnie funkcjonujesz, ale na drugi dzień muszą Ci przypominać co robiłeś?
@Meserole: loty mi oplacil znajomy a tak to mi rodzice przesylali pieniadze na filipiny, teraz mi wylecialoz głowy jak to sie nazywa. ale jest mnostwo punktow tego cos jak u nas zabki. i przesylasz do nich na konto wlazsz do stacjonarnego punktu i wyplacasz kase.