Mirki i mirabelki,
mam 37 lat, od zawsze praca przy kompie i powoli zaczynam czuć, że kręgosłup mówi „dość”. Klasyka gatunku: siedzę 8h+, niby po pracy jakiś ruch (rower i staram się robić te 8k kroków), ale lędźwia bolą, pośladki „zdezaktywowane”, a mobilność bioder to u mnie żart. Czuję się „kruchy” przy każdym schylaniu i zawsze jest obawa czy nie skończy się naciągnięciem czegoś w lędźwiach do czego często niestety dochodzi xD
Rozważam
mam 37 lat, od zawsze praca przy kompie i powoli zaczynam czuć, że kręgosłup mówi „dość”. Klasyka gatunku: siedzę 8h+, niby po pracy jakiś ruch (rower i staram się robić te 8k kroków), ale lędźwia bolą, pośladki „zdezaktywowane”, a mobilność bioder to u mnie żart. Czuję się „kruchy” przy każdym schylaniu i zawsze jest obawa czy nie skończy się naciągnięciem czegoś w lędźwiach do czego często niestety dochodzi xD
Rozważam













Raczej trzeba zwiększać częstość przerw w pracy siedzącej, wdrażać krótkie ćwiczenia rozciągające etc.