Dzisiaj wieczorem jechałem A2 koło Poznania.
Jadę tak 120, bo ograniczenia są na tym odcinku. Na prawym pasie długi ciąg tirów jadzie sobie 90, więc ja lewym wymijam je na luzie. Nagle dziki samochód nadjeżdża i zaczyna mrugać na mnie długimi co parę sekund, bo mu się pewnie spieszy na telenowelę do domu. Ja w------e bo ani przyspieszać nie będę, ani nie wjebię się w tira żeby gość mógł sobie przejechać szybciej.
Tirów























I po co mam zatrzymywać się przed przejściem by piesi mogli przejść?
Ja się zatrzymam a drugi nie! Po co mam potem mieć kogoś na sumieniu?