Przygody Bligota cz. 5 (ostatnia)
Następny tydzień mijał w spokoju, bez ataków orków czy smoczych nalotów, jednak morale wciąż stały na niskim poziomie. Monotonne godziny wypełniał smętny stukot kilofów uderzających o twarde skały. Jakość rudy znacznie się pogorszyła. Teraz wydobywano same nędzne odłamki. Przez znaczące uszczuplenie garnizonu obozowego, Bilgot wykonywał jeszcze więcej obowiązków, niż na początku. Pełnił funkcje wartownika, nadzorcy, a nawet zaopatrzeniowca. Fajeth wysyłał go w różne strony, ale niedaleko, by zbierał
Następny tydzień mijał w spokoju, bez ataków orków czy smoczych nalotów, jednak morale wciąż stały na niskim poziomie. Monotonne godziny wypełniał smętny stukot kilofów uderzających o twarde skały. Jakość rudy znacznie się pogorszyła. Teraz wydobywano same nędzne odłamki. Przez znaczące uszczuplenie garnizonu obozowego, Bilgot wykonywał jeszcze więcej obowiązków, niż na początku. Pełnił funkcje wartownika, nadzorcy, a nawet zaopatrzeniowca. Fajeth wysyłał go w różne strony, ale niedaleko, by zbierał























Siedzę sobie na kibelku, słucham jak jakaś matka myje bombelka w dość głośnym "aguciaguci guciguci kto jest gsecnym dzieckiem aguciguci". No myślę sobie, głośno całkiem.
Skończyłem posiedzenie, więc wstaję, gacie zrzucone bo z kibla do wanny dwa kroki to po co zakładać. No i wstałem, i coś trzasło,