@Zwanek: @Alex_Krycek: to nie tylko muzułmanki, a jeśli nawet to na widok białego bolca dostają p-------a. Część tu dorabia jako zwykle k---y po tygodniu tyrania u dzianego chinola jako pomoc domowa, część daje za darmo po cichu , nie raz mając mężów w jakiś dżakartach.
  • Odpowiedz
@Transhumanista tytuł mylny. Piszą Singaporeans (co mogłoby wskazywać na obywateli Singapuru), a w tekście jest Singapore residents co oznacza mieszkańców. Trzeba pamiętać, że prawie 40% mieszkańców to nie są obywatele. Zgaduję, że większość z tych prawie 40% to obywatele Chin.
A nawet wśród obywateli jest masa ludzi którzy urodzili się w Chinach. Pytanie ich o Hongkong da raczej wiadome rezultaty.
  • Odpowiedz
@Transhumanista: Bardzo podoba mi się jak w dzisiejszej retoryce propagandowej słowo "demokracja" stało się synonimem dla czegoś niesamowicie dobrego, do czego należy dążyć zawsze i wszędzie, niezależnie od okoliczności.
  • Odpowiedz
@Transhumanista: To się nazywa używanie soft-power. Polacy w latach '80 także nawoływali rząd USA i jakoś wyszło nam to na dobre. Co do niesymetrycznego przedstawiania wydarzeń przez media to zgoda, ale umówmy się - coraz mniej jest reporterów, którzy jak Kapuściński wchodzili w zdarzenia, starali się poczuć je na własnej skórze - teraz jeden bierze od drugiego (tym bardziej przy ograniczeniach narzucanych w Hongkongu). Mam wrażenie, że autor jest na
  • Odpowiedz
Premier Singapuru Lee Hsien Long skrytykował protesty w Hongkongu, wskazując, że ich celem nie jest poprawa sytuacji ludzi, a jedynie upokorzenie i odsunięcie od władzy aktualnego rządu. Do tego uznał, że żądania protestujących są nierealistyczne.
Wypowiedzi te zostały entuzjastycznie przyjęte przez chińskich internautów (oczywiście z tzw. Chin kontynentalnych).

Warto dodać, że Lee Hsien Long to syn pierwszego, słynnego premiera Singapuru, Lee Kuan Yew, którego uważa się, za ojca aktualnego dobrobytu tego państwa-miasta. Jest on dopiero trzecią osobą na tym, najważniejszym w Singapurze, stanowisku od powstania kraju w 1965 roku.

Można też dodać, że w Singapurze jest zakaz wszelkich demonstranci (bez zgody władz), krytyka władzy jest zabroniona, a za próbę obalenia rządu jest kara śmierci.
  • 28
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Można też dodać, że w Singapurze jest zakaz wszelkich demonstranci (bez zgody władz), krytyka władzy jest zabroniona, a za próbę obalenia rządu jest kara śmierci.


@kotbehemoth: jakoś nie jestem zdziwiony. Dyktatorzy od zawsze wspierali dyktatorów z innych państw ¯\_(ツ)_/¯
  • Odpowiedz
@Alex_Krycek: rozwine troche wypowiedz @kotbehemoth i dopowiem, ze narzuceni kandydaci przez Pekin sa wlasnie ustalone w umowie miedzy UK, a Chinami kontynentalnymi w 1984 roku. Przed 1997 rokiem nigdy nie bylo zadnego glosowania w HK. Dopiero w 1997 wprowadzono demokracje (nie jest to pelna demokracja jak w Polsce). Ludzie protestuja od 1997 roku kazdego roku 1 lipca w dniu przylaczenia Hongkongu do Chin i domagaja sie od tamtego czasu wiekszej wolnosci i rozszerzenia demokracji.

Owa umowa: https://en.wikipedia.org/wiki/Sino-British_Joint_Declaration
Warto poczytac jakie sa jej postanowienia, bo wtedy sie okazuje, ze Chiny nawet nie musialy wprowadzac takiej demokracji, poniewaz w umowie byla mowa o wprowadzeniu demokracji JESLI bedzie taka mozliwosc biorac pod uwage obecna sytuacje polityczna, background ekonomiczny itp.

Ludzie dyskutuja na temat Hongkongu w taki sposob, jakby tam demokracja byla od zawsze i samo miasto bylo jej ostoja. Fakt, walcza o wieksza demokracje niz jest obecnie, ale trzeba pamietac, ze wczesniej nigdy nie walczyli o nia bedac jako kolonia brytyjska i jakos im to nie przeszkadzalo, ze nie mieli najmniejszego glosu w sprawach Hongkongu, zas Brytyjczycy uwielbiali sprowadzac rozne nacje do tego miasta (wciaz jest duza populacja z Indii i
  • Odpowiedz