Obejrzałem sobie wczoraj Bohemian Rhapshody i chyba nie spodziewałem się czegoś aż tak kiepskiego.
Lubię, nawet bardzo lubię dużą część utworów Queen i w zasadzie wszystkie one pojawiły się w tym filmie.
Nigdy szczegółowo nie zgłębiałem natomiast ani biografii lidera ani historii zespołu, aczkolwiek nie oczekiwałem po tej produkcji wiernego tym kwestiom materiału, zwłaszcza, że już wcześniej obiło mi się o uszy, że tak nie jest.
#!$%@?ąc więc od tego wszystkiego uważam,
@MrsHyde: Bardzo był kontrowersyjny. Cohen był by idealny. Nie wykluczone, że jeszcze zagra bo przecież świat się nie kończy i może powstać jakiś bardziej dokumentalny, szczegółowy film nawet bardzo smutny na kopńcu.
  • Odpowiedz
@MrsHyde: @RETROWIRUS:

Ale o to właśnie chodzi. Ja chciałem dostać prawdziwego filmowego rock'n'rolla z seksem, dragami i kontrowersjami. Niestety żyjący członkowie Queen to miękkie fujarki, które chcą uchodzić za świętych i nieskalanych, przez co uwalili sprzeciwem wersję Cohena, która miała być tą bliższą prawdziwych wydarzeń. No i zrobiono z tego miałkie popłuczyny: bez wyrazu, bez pieprzu, bez klimatu. Ot, taka standardowa hagiografia. Równie dobrze można sobie po prostu puszczać kawałki
  • Odpowiedz